10.7.2017, Antarktyda
Whale watching voyage i Antarktyda razem z Oceanwide Expeditions na 19-28 marzec 2018!!! Mój siódmy kontynent!
9.7.2017, miasta Belgii

Z Luksemburga ruszyłem z samego rana, bo do Brugii miałem 330 km. Po autostradach niby to niedużo, ale zawsze mogą się trafić jakieś niespodzianki. No i mnie oczywiście taka niespodzianka się trafiła, czyli wypadek na autostradzie na 50 km przed Brugią. Na szczęście aplikacja i info o korkach w Here WeGo prowadzą mnie objazdem i aż tak dużo nie tracę. Koniec końców w południe byłem w Brugii. Zaparkowałem przy dworcu kolejowym i po raz kolejny jestem pozytywnie zaskoczony parkingiem w centrum. W Luksemburgu zapłaciłem 1.6 euro, a tutaj było 3.5 euro za cały dzień. Nie ma porównania z 20 euro jakie płaciliśmy 10 lat temu w Wenecji :)

Jest sobota, więc do Brugii zjechało mnóstwo ludzi. Stare miasto jest ogromne i przepiękne. Architektura zrobi wrażenie nawet na tych co nie lubią miast (czyli mnie). Przebutowałem większość centrum w 3 godziny i siadłem na przepyszne mule na głównym placu. Wcale nie było tak drogo jak na to miejsce, bo 14.5 euro razem z deserem lodowym. Po obiedzie wziąłem jeszcze łódkę za 8 euro, która w pół godziny obwozi po kanałach. Zwiedzanie z poziomu wody przynosi zupełnie inny wymiar i to zdecydowanie trzeba zrobić będąc w Brugii. Zmęczony dojeżdżam późnym popołudniem do Gandawy, gdzie lokuję się w Holiday Inn za punkty.

Dziś znowu z samego rana ruszyłem na zwiedzanie. Najpierw Gandawa. O 9 miasto było totalnie puste, dzięki temu można było zrobić fajne zdjęcia, również z uwagi na światło. Centrum znowu robi mega wrażenie, choć jest mniejsze niż w Brugii i plac trochę rozkopany bo jakąś scenę stawiali. Wszystkie zabytki zamknięte, więc oglądałem z zewnątrz. Także łódki jeszcze nie operowały, więc też nie mogłem nic zobaczyć z wody. Obszedłem więc co się da w 2h i postanowiłem jechać do Antwerpii. To tylko 40 minut autostradą. Antwerpia ma jeszcze inny klimat i szczególnie główna katedra z imponującą wieżą robią wrażenie. Kręcę się trochę po centrum, zjadam brunch i jadę do Brukseli. To znowu tylko 40 minut. Udało mi się zaparkować za darmo w centrum i poszedłem w stronę Grand Place. Budynki tam robią mega wrażenie, już tu kiedyś byłem, ale niestety znowu większość placu zamknięte z powodu jakichś remontów stawiania sceny. Trochę niepocieszony obchodzę sporo uliczek, ale już nie widzę fontann z czekolady jak kiedyś. Mam jeszcze 2h, więc jadę do Namur. Tu zjadam porządny obiad (stek filet mignon) i idę na cytadelę pozwiedzać miasto z góry. Cytadela fajna, ale nie aż tak fajna jak w Dinant :). I to tyle. Wydaje się, że dość ekspresowo zwiedziłem miasta, ale ja nie lubię snuć się po muzeach i widok życia miasta bardziej mnie interesuje. Belgię uważam więc za zwiedzoną.

7.7.2017, Luksemburg

Gdy Monika kilka tygodni temu kupiła bilety do Londynu, by zabrać Konradka do Legolandu, postanowiłem i ja gdzieś w tym czasie polecieć. Myślałem głównie nad Szkocją i Isle of Skye, ale bilety drogie, hotele były zarezerwowane w 99%, no i kawał jazdy po nie tej stronie co trzeba. Wziąłem więc opcję B z Belgią i Luksemburgiem. W Belgii byłem kiedyś pół dnia w Brukseli, a w Luksemburgu tylko na autostradzie, więc nawet go nie powinienem liczyć. Kupiłem więc Ryanaira za 230 zł, zarezerwowałem samochód za 85 euro, a także Ibis Budget w Luksemburgu za 56 euro i Holiday Inn w Gent za 15k punktów IHG.

W godzinkę sprawnie dojechałem do Modlina i zostawiłem samochód na lotniskowym parkingu. Mam wrażenie, że ciut zdrożał od ostatniej wizyty, ale 75 zł za 3 dni jest do przełknięcia i nie trzeba dojeżdżać z jakichś okolicznych parkingów. Samolot prawie nówka, ale klima ledwo chodziła, więc większość ludzi niestety popłynęła tego słonecznego poranka. Lot bez przygód i w Charleroi widać wzmożone środki bezpieczeństwa. Postawili jakiś barak i każdy przed wejściem do terminala musi mieć sprawdzone bagaże papierkiem od materiałów wybuchowych. Lekcja z wybuchu bomby na głównym lotnisku Brukseli... W Budget nie stoję w kolejce i szybko odbieram VW Up z automatem. Podłączam telefon i śmigam do Dinant. Nigdy nie słyszałem o tym miasteczku, dopóki nie zobaczyłem zdjęć kolegi. Jest tam piękna pionowa skała, na górze cytadela, a na dole strzelista katedra. Całość dopełnia rzeka i malownicze domki. Widok jest piorunujący. Do katedry nie mogłem wejść, ale wziąłem kolejkę na górę za ok. 8 euro zamiast iść schodami do nieba. Przejażdżka szybka i w sumie oprócz widoku to szkoda było sobie głowę zawracać tą cytadelą, bo tylko kawałeczek otwarty.

Ruszyłem więc do Luksemburga do zamku Vianden. Jadę bocznymi drogami bo tak jest najkrócej i podobno najszybciej. Mijam piękne krajobrazy Ardenów, coś podobnego do naszych Beskidów. W końcu ukazuje się zamek i znowu wow. Położony jest na wzgórzu i z każdej strony super się prezentuje. Znowu biorę kolejkę by wyjechać na górę (5.3 euro), ale ona jedzie na wzgórze obok i tam jest tylko knajpa. Trzeba by było sporo przejść do zamku, a mnie czas naglił. Objeździłem jeszcze zamek dookoła by porobić zdjęcia z różnych miejsc i musiałem niestety jechać do stolicy Luksemburga. Dojechałem już po 17 i 2h spędziłem na spacerach. Fajnie się to miasto prezentuje - wąwozy, wysokie mosty oraz mała starówka nawet robią wrażenie. Jest dużo klimatycznych knajpek i zasiadłem w jednej na kolację. Tutaj też jest wieża obracająca się, która wynosi na kilkadziesiąt metrów, ale już trzeci raz na taką przejażdżkę w dniu dzisiejszym się nie zdecydowałem.

Padnięty docieram do Ibis Budget pod lotniskiem, gdzie standard jest całkiem ok. Jutro jadę do Brugii ponad 300 km.

24.6.2017, Pęknie setka!

W tym roku jednak pęknie setka krajów na koncie! :-). Widząc promo Air France na Gwadelupę i Martynikę ciężko było przejść obojętnie, tym bardziej, że znalazł się termin na Boże Narodzenie. Lecimy więc na Martynikę, a wracamy z Gwadelupy. Jak nic się nie zmieni, to Martynika będzie moim setnym krajem (choć wiem, że to terytorium zamorskie Francji, to jednak wszyscy liczą oddzielnie), a uda nam się zobaczyć jeszcze Saint Lucia i Dominikę.

22.6.2017, Chicago

Do Chicago poleciałem tym razem sam na software development planning. Pomyślałem zatem, że połączę przyjemne z pożytecznym. Do utrzymania statusu Star Alliance Gold w United, a co za tym idzie wstępu do saloników, potrzebuję co roku 4 segmentów przelecianych samolotami United. Od tego roku firma płaci za przeloty międzykontynentalne w Premium Economy, a wiadomo, że produkt LOT jest w tym najlepszy. Poprzednie 2 razy w Chicago byłem zatem na pokładach LOT, tym bardziej, że cena za Premium Economy była bardzo dobra. Jednak z okazji zbliżającego się lata, ceny lotów do USA (i nie tylko) idą sporo w górę i bezpośredni LOT kosztował aż 7900. Szkoda było wydać tyle kasy, więc pomyślałem, że polecę tak, aby zdobyć 4 segmenty United. Udało się wybrać przelot przez Brukselę i Nowy Jork za 4100, oszczędzić trochę kasy dla firmy, a w United i tak mam darmowy upgrade to Premium Economy, który jednak nie umywa się do produktu LOT.

Stawiłem się na Okęciu o 5.30 rano, zjadłem wyśmienite śniadanie w saloniku i wszedłem na pokład w pełni zapakowanego Brussels Airlines. Odlot i przylot o czasie i tyle można powiedzieć, bo Brussels nie daje nawet darmowej wody. Napiłem się i przekąsiłem coś w saloniku w Brukseli i wsiadłem do Boeinga 777 United w pierwszym rzędzie za klasą biznes przy wyjściu awaryjnym. Miałem mnóstwo miejsca na nogi, ale niestety małżeństwo z niemowlakiem obok siebie. Od razu przepraszali ze względu na dziecko, ale powiedziałem, że nie ma dlaczego przepraszać. Zresztą dziecko przez długość lotu było całkiem spokojne. Na przesiadkę w Newark miałem tylko godzinę, ale na szczęście kolejki do immigration nie było. Dość szybko przeszedłem, ale zaraz za oficerem był drugi, który oglądał paszport i dopytywał. Zobaczył w moim paszporcie pieczątki Kataru, no i się zaczęło. Wiadomo, że Katar teraz jest mało popularny, odkąd x krajów arabskich zerwało stosunki dyplomatyczne. Zapytał czy byłem jeszcze gdzieś na Bliskim Wschodzie. Powiedziałem, że ostatniej zimy w Omanie. Wpisał TTRT na karcie imigracyjnej i oddał paszport mówiąc, że wkrótce się zobaczymy. Poszedłem do ostatniej kontoli bagażowej i tam mnie odesłali na bok. Siedziałem 30 minut aż znowu ten sam oficer się pojawił i zaczęło się przepytywanie. Po co byłem w Omanie, w jakich miejscach, czy kogoś tam znam, podać adres domowy, mailowy, telefon, itp. W końcu jednak mnie puścił, a ja biegiem do samolotu. Po drodze oczywiście kolejna kontrola osobista, ale udało mi się dobiec jak już wszyscy weszli na pokład. Znowu miałem miejsce przy wyjściu awaryjnym w odnowionym Boeingu 757. 2h do Chicago minęło szybciutko i dojechałem do hotelu wcale nie bardziej zmęczony od bezpośredniego przelotu LOT.

Dziś postanowiłem odwiedzić steak house. Trochę już ich w Chicago zwiedziłem i wybrałem tym razem Kinzie Chophouse w średnim pułapie cenowym. Zawsze mnie zadziwiał serwis w takich restauracjach i dzisiaj się dokładnie przypatrzyłem będąc sam. Wchodzi się za drzwi i najpierw rozmawia z gościem, który sprawdza rezerwację. On zaprowadza pod stolik. Potem przychodzi następny gość i nalewa kranówy z lodem do szklanki (nic nie mówiąc). Następnie przychodzi kelner i rozpoczyna dowcipną gadkę i przynosi menu. Często w steak housach, przychodzi też z talerzem surowych steaków i pokazuje który to który z menu i opisuje - dość efektownie to wygląda. Następnie zamawiam piwo i po chwili je dostaję od tego samego kelnera. W międzyczasie przychodzi jeszcze inny koleś i przynosi chleb z masełkiem. Jak stek jest już gotowy to przynoszony jest przez jeszcze innego kolesia (przy stoliku z wieloma osobami ten człowiek dokładnie wie co komu podać i nigdy się nie pyta co było dla kogo). W połowie konsumpcji główny kelner pyta czy wszystko ok. Mój steak był fantastyczny, więc go pochwaliłem. Jak kończyło się piwo to kelner zapytał o następne. Gościu, który podawał jedzenie, sprzątał potem ze stołu. Znów główny kelner pytał czy chcę deser. Wziąłem czastko pistacjowe, które zostało zarekomendowane jako excellent choice i takim też było. Jak już zjadłem wszystko to kelner sam przyniósł rachunek, nie czekając aż sam o niego zapytam. 75$ za jedzenie + 10$ napiwku poszło na konto firmy, a ja w pełni usatysfakcjonowany wróciłem do hotelu :-)

Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil