5.8.2017, Podlasie

W tym roku każdą wolną chwilę przeznaczam na podróże. Nie muszą być to podróże zagraniczne, wszakże przepiękny mamy kraj. W ten weekend wybrałem się w dawno planowaną podróż na Podlasie. W piątek o 15 wsiadłem w samochód i po odstaniu swojego w Markach oraz na budowie S8, dojechałem w końcu do Tykocina. Miasteczko znane jest z unikatowego układu oraz historii. Niestety Kościół Świętej Trójcy był w remoncie, to samo Synagoga, więc pozwiedzałem tylko z zewnątrz. Na Zamek o tej porze też już nie mogłem wejść, więc tylko zobaczyłem dziedziniec. Taki efekt uboczny późnej pory. Zaraz obok jest Dwór Pentowo z bocianami oraz Kiermusy ostoją żubra, które widziałem po raz pierwszy w Polsce. Po szybkim zwiedzaniu ruszyłem na zachód słońca do Narwiańskiego Parku Narodowego od zachodniej strony. Najpierw pojechałem do Kurowa z zamiarem zobaczenia kawałka mostu w Kruszewie, ale droga była tak zarośnięta, że musiałem odpuścić. Pojechałem więc trochę dalej do kładki wśród bagien obok siedziby parku. Narew rozlewa się tutaj na kilka biegów i jest mnóstwo roślinności bagiennej. Przeszedłem ścieżkę, ale musiałem zaraz uciekać, bo nie wziąłem nic od komarów, a te były wyjątkowo zajadłe. Pojechałem dalej do Waniewa i wszedłem na kładkę do Śliwna, ale już się ściemniało i postanowiłem wrócić z drugiej strony. Na nocleg zatrzymałem się w przyzwoitej willi w Białymstoku (110 zł ze śniadaniem!)

Sobota to intensywne zwiedzanie. Najpierw Supraśl z fantastycznym Prawosławnym Monastyrem Najświętszej Marii Panny. Szkoda, że zabroniono robić zdjęcia, bo w środku było nabożeństwo i klimat super. Potem pojechałem do Krynek, pod samą granicę białoruską. Wioska słynie z wielkiego ronda z 10 ulicami odchodzącymi od niego, ale są też i inne ciekawe rzeczy. Najpierw podjechałem na cmentarz prawosławny z drewnianą kapliczką, a potem na cmentarz żydowski. Ten ostatni jednak był totalnie zarośnięty i nie dało się nawet do niego wejść. Znalazłem przy kamiennym płocie jedną tablicę z żydowskimi napisami, ale reszta miejsca była totalnie zarośnięta. O żydowskiej aktywności w tym miejscu świadczą też ruiny Wielkiej Synagogi, która została wysadzona w powietrze przez władze PRL w 1971 roku oraz Bożnica Chasydów ze Słomina, która jest zamknięta na 4 spusty.

Kontynuuję moją podróż do Kryszynian, słynnych z tatarskiego meczetu. Płacę 5 złotych i słucham 10 minutowego wykładu lokalnego Tatara odnośnie ich kultury. Obok jest też ciekawy cmentarz. Następnie jadąc przez zalew przy Bondarach dojeżdżam do Hajnówki. Tu zwiedzam cerkiew i przyjechałem tak naprawdę coś dobrego zjeść. Nie mogę jednak nic znaleźć i ląduję w końcu w barzynie o nazwie Babuszka, gdzie zjadam soljankę i pierogi. Waham się chwilę co robić dalej i postanawiam jednak pojechać do Białowieży i zobaczyć żubry. Biorę po drodze jeszcze autostopowicza i w Białowieży ruszam na szlak Żebry Żubra i dochodzę po 3 km do Rezerwatu Pokazowego Żubrów. Oglądam oczywiście żubry, a także sarny, jelenie, wilki i dziki. Tarpany niestety się schowały. Wracam kolejną 3 km ścieżką i wykończony dochodzę do samochodu.

Ostatnia część wycieczki to Kraina Otwartych Okiennic w Trześciance, Soce i Puchłach. Prawdę mówiąc oczekiwałem czegoś więcej, ale znakomita większość tych okiennic ma ten sam wzór. Ładne, ale bez wow. Wow robi jedynie cerkiew w Puchłach - niesamowita.

Na koniec wracam jeszcze do Śliwna do Narwiańskiego Parku Narodowego by przejść całą kładkę do Waniewa. Fajna sprawa, choć żeby podziwiać ten park to trzeba wznieść się w powietrze i z góry oglądać rozlewiska. Ktoś powinien pomyśleć o balonach.

10.7.2017, Antarktyda
Whale watching voyage i Antarktyda razem z Oceanwide Expeditions na 19-28 marzec 2018!!! Mój siódmy kontynent!
9.7.2017, miasta Belgii

Z Luksemburga ruszyłem z samego rana, bo do Brugii miałem 330 km. Po autostradach niby to niedużo, ale zawsze mogą się trafić jakieś niespodzianki. No i mnie oczywiście taka niespodzianka się trafiła, czyli wypadek na autostradzie na 50 km przed Brugią. Na szczęście aplikacja i info o korkach w Here WeGo prowadzą mnie objazdem i aż tak dużo nie tracę. Koniec końców w południe byłem w Brugii. Zaparkowałem przy dworcu kolejowym i po raz kolejny jestem pozytywnie zaskoczony parkingiem w centrum. W Luksemburgu zapłaciłem 1.6 euro, a tutaj było 3.5 euro za cały dzień. Nie ma porównania z 20 euro jakie płaciliśmy 10 lat temu w Wenecji :)

Jest sobota, więc do Brugii zjechało mnóstwo ludzi. Stare miasto jest ogromne i przepiękne. Architektura zrobi wrażenie nawet na tych co nie lubią miast (czyli mnie). Przebutowałem większość centrum w 3 godziny i siadłem na przepyszne mule na głównym placu. Wcale nie było tak drogo jak na to miejsce, bo 14.5 euro razem z deserem lodowym. Po obiedzie wziąłem jeszcze łódkę za 8 euro, która w pół godziny obwozi po kanałach. Zwiedzanie z poziomu wody przynosi zupełnie inny wymiar i to zdecydowanie trzeba zrobić będąc w Brugii. Zmęczony dojeżdżam późnym popołudniem do Gandawy, gdzie lokuję się w Holiday Inn za punkty.

Dziś znowu z samego rana ruszyłem na zwiedzanie. Najpierw Gandawa. O 9 miasto było totalnie puste, dzięki temu można było zrobić fajne zdjęcia, również z uwagi na światło. Centrum znowu robi mega wrażenie, choć jest mniejsze niż w Brugii i plac trochę rozkopany bo jakąś scenę stawiali. Wszystkie zabytki zamknięte, więc oglądałem z zewnątrz. Także łódki jeszcze nie operowały, więc też nie mogłem nic zobaczyć z wody. Obszedłem więc co się da w 2h i postanowiłem jechać do Antwerpii. To tylko 40 minut autostradą. Antwerpia ma jeszcze inny klimat i szczególnie główna katedra z imponującą wieżą robią wrażenie. Kręcę się trochę po centrum, zjadam brunch i jadę do Brukseli. To znowu tylko 40 minut. Udało mi się zaparkować za darmo w centrum i poszedłem w stronę Grand Place. Budynki tam robią mega wrażenie, już tu kiedyś byłem, ale niestety znowu większość placu zamknięte z powodu jakichś remontów stawiania sceny. Trochę niepocieszony obchodzę sporo uliczek, ale już nie widzę fontann z czekolady jak kiedyś. Mam jeszcze 2h, więc jadę do Namur. Tu zjadam porządny obiad (stek filet mignon) i idę na cytadelę pozwiedzać miasto z góry. Cytadela fajna, ale nie aż tak fajna jak w Dinant :). I to tyle. Wydaje się, że dość ekspresowo zwiedziłem miasta, ale ja nie lubię snuć się po muzeach i widok życia miasta bardziej mnie interesuje. Belgię uważam więc za zwiedzoną.

7.7.2017, Luksemburg

Gdy Monika kilka tygodni temu kupiła bilety do Londynu, by zabrać Konradka do Legolandu, postanowiłem i ja gdzieś w tym czasie polecieć. Myślałem głównie nad Szkocją i Isle of Skye, ale bilety drogie, hotele były zarezerwowane w 99%, no i kawał jazdy po nie tej stronie co trzeba. Wziąłem więc opcję B z Belgią i Luksemburgiem. W Belgii byłem kiedyś pół dnia w Brukseli, a w Luksemburgu tylko na autostradzie, więc nawet go nie powinienem liczyć. Kupiłem więc Ryanaira za 230 zł, zarezerwowałem samochód za 85 euro, a także Ibis Budget w Luksemburgu za 56 euro i Holiday Inn w Gent za 15k punktów IHG.

W godzinkę sprawnie dojechałem do Modlina i zostawiłem samochód na lotniskowym parkingu. Mam wrażenie, że ciut zdrożał od ostatniej wizyty, ale 75 zł za 3 dni jest do przełknięcia i nie trzeba dojeżdżać z jakichś okolicznych parkingów. Samolot prawie nówka, ale klima ledwo chodziła, więc większość ludzi niestety popłynęła tego słonecznego poranka. Lot bez przygód i w Charleroi widać wzmożone środki bezpieczeństwa. Postawili jakiś barak i każdy przed wejściem do terminala musi mieć sprawdzone bagaże papierkiem od materiałów wybuchowych. Lekcja z wybuchu bomby na głównym lotnisku Brukseli... W Budget nie stoję w kolejce i szybko odbieram VW Up z automatem. Podłączam telefon i śmigam do Dinant. Nigdy nie słyszałem o tym miasteczku, dopóki nie zobaczyłem zdjęć kolegi. Jest tam piękna pionowa skała, na górze cytadela, a na dole strzelista katedra. Całość dopełnia rzeka i malownicze domki. Widok jest piorunujący. Do katedry nie mogłem wejść, ale wziąłem kolejkę na górę za ok. 8 euro zamiast iść schodami do nieba. Przejażdżka szybka i w sumie oprócz widoku to szkoda było sobie głowę zawracać tą cytadelą, bo tylko kawałeczek otwarty.

Ruszyłem więc do Luksemburga do zamku Vianden. Jadę bocznymi drogami bo tak jest najkrócej i podobno najszybciej. Mijam piękne krajobrazy Ardenów, coś podobnego do naszych Beskidów. W końcu ukazuje się zamek i znowu wow. Położony jest na wzgórzu i z każdej strony super się prezentuje. Znowu biorę kolejkę by wyjechać na górę (5.3 euro), ale ona jedzie na wzgórze obok i tam jest tylko knajpa. Trzeba by było sporo przejść do zamku, a mnie czas naglił. Objeździłem jeszcze zamek dookoła by porobić zdjęcia z różnych miejsc i musiałem niestety jechać do stolicy Luksemburga. Dojechałem już po 17 i 2h spędziłem na spacerach. Fajnie się to miasto prezentuje - wąwozy, wysokie mosty oraz mała starówka nawet robią wrażenie. Jest dużo klimatycznych knajpek i zasiadłem w jednej na kolację. Tutaj też jest wieża obracająca się, która wynosi na kilkadziesiąt metrów, ale już trzeci raz na taką przejażdżkę w dniu dzisiejszym się nie zdecydowałem.

Padnięty docieram do Ibis Budget pod lotniskiem, gdzie standard jest całkiem ok. Jutro jadę do Brugii ponad 300 km.

24.6.2017, Pęknie setka!

W tym roku jednak pęknie setka krajów na koncie! :-). Widząc promo Air France na Gwadelupę i Martynikę ciężko było przejść obojętnie, tym bardziej, że znalazł się termin na Boże Narodzenie. Lecimy więc na Martynikę, a wracamy z Gwadelupy. Jak nic się nie zmieni, to Martynika będzie moim setnym krajem (choć wiem, że to terytorium zamorskie Francji, to jednak wszyscy liczą oddzielnie), a uda nam się zobaczyć jeszcze Saint Lucia i Dominikę.

Archiwum
2017 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil