16.8.2019, Poprad, Słowacja

Z Timisoary ruszyliśmy do Debreczyna na Węgrzech. Niby niedaleko, ale straszny ruch samochodów i korki wydłużyły tę podróż. Po zameldowaniu się w hotelu postanowiliśmy od razu jechać na baseny w Hajduszoboszlo. Były ku temu dwa powody: jeden to 37 stopni, a drugi to jutrzejszy deszczowy dzień z temperaturą 19. Wejście na baseny to prawie 100 zł dla naszej trójki. W środku masakryczna ilość ludzi. Zapłaciliśmy kolejne 75 zł za wejście do aquaparku, gdzie jest dużo zjeżdżalni. Kolejki wszędzie, ale udało się kilka razy zjechać. W parku jest pełno Polaków. Rozłożyliśmy się obok jednej rodzinki. Mieli swoją lodówkę z zapasem rzeczy z polskiego dyskontu, nawet polskie napoje mieli :).

Kolejny dzień niestety zgodnie z zapowiedziami w deszczu. Zajeżdżamy z powrotem na baseny bo rano jeszcze nie padało, ale po dotarciu zaczęło. Masa ludzi szła na baseny, ale na krytą część. Nie chciało mi się stać w tej kolejce i pewnie w środku byłoby dużo gorzej niż wczoraj. Trochę zabijamy czasu w Debreczynie, ale myślałem, że to ładniejsze miasto. Późnym popołudniem robimy jeszcze duży spacer i kolejnego dnia zbieramy się w stronę Słowacji.

Najpierw jednak jedziemy do Tokaju, czyli słynnego zagłębia winnego na Węgrzech. Jest to małe urokliwe miasteczko u podnóża wygasłego wulkanu. Ogólnie ładne wrażenie. Siadamy na kawę, lampkę wina, kupujemy kilka butelek w sklepie i jedziemy do Koszyc. Zjadamy tu obiad w centrum handlowym i idziemy na spacer głównym deptakiem. Tutejsza katedra jest przepiękna. Ostatni punkt do zwiedzania do zamek Spissky Hrad. Z daleka, z autostrady prezentuje się super. Wejście dla 3 osób to niestety aż 19 euro, ale decydujemy się wejść. W środku niestety prawie wszystko w remoncie, więc nie można zrobić prawie żadnych ujęć tego zamku. Trochę szkoda kasy było. Na wieczór dojeżdżamy do Popradu, gdzie mamy hotel aż za 57 euro, za warunki, gdzie w poprzednich krajach płaciliśmy połowę tego. Gdzie te czasy, kiedy Słowacja była tania...

12.8.2019, Timisoara, Rumunia

Wstałem o 7 rano i pobiegłem na zwiedzanie Brczko. Dużo tu nie ma. Ładny budynek rządowy, kościół, meczet i kawałek deptaka. Zaglądam też na targ oraz nad rzekę. Po godzinie wracam do naszego mieszkania i powoli zbieramy się dalej. Po 25 km dojeżdżamy do Bijeljiny. Tu też oprócz głównego placu nic nie ma, no ale przynajmniej jest dobra kawa w knajpce. Posiedzieć jednak nie można, bo w Bośni, tak jak i w Chorwacji i Serbii normalnie wszyscy wszędzie palą. To ciekawe jak dawno u nas już zakazano palenia w knajpach i jaka to normalka.

Bośnia w ogóle robi na mnie niezłe wrażenie. Byłem tu w 2000 roku, zaraz po wojnie i była mega bieda, porozwalane budynki. A teraz pełno nowych bloków, knajpy, centra handlowe, itp. Totalna zmiana.

Przez most wjeżdżamy do Serbii. Z problemami, bo chcieli kasę za most w serbskich dinarach. 160 dinarów, czyli 1.3 euro, a cwaniak chciał 5. Mogło też być w bośniackich markach, a my na nieszczęście mieliśmy tylko chorwackie kuny. Na moje pytanie czy mogę nimi zapłacić powiedział "Fuck Croatia" i że oni się nie lubią. Kazał zawracać ale zrobiłem kolejkę i jakiś koleś z samochodu za mną za nas zapłacił.

Serbia wyglądała najgorzej z tych krajów. Wstąpiliśmy na obiad na twierdzę w Nowym Sadzie i z góry obejrzeliśmy miasto. Potem jeszcze spory przejazd do Timisoary w Rumunii. Wieczorkiem poszliśmy jeszcze na spacer obejrzeć to przepiękne miasto. Robi świetne wrażenie i zdecydowanie warto jest tu przyjechać.

11.8.2019, Brcko, Bośnia

Z Żiliny ruszyliśmy w stronę Vlkolinec, to taki mały skansen znajdujący się na liście Unesco. Często widzimy takie w Polsce, ale ten jest oryginalny od początku, a nie poprzenoszone domy z innych miejsc. Wszystko jest drewniane i bardzo ładnie zachowane. Mieszka tu ciągle 20 osób w 9 domach. Także sceneria górska dookoła jest super, więc warto tu przyjechać na godzinkę. Potem ruszyliśmy bo Bańskiej Szczawnicy. Kolejne miasteczko z listy Unesco, ale tym razem dużo większe. Tu wszystko jest z kamienia i także robi świetne wrażenie. Jedyny problem jaki mieliśmy to z zaparkowaniem. W centrum nie można i nie ma znaków na płatny parking publiczny.

Trzecia wioska z listy Unesco znajdowała się już na Węgrzech - Holloko. Takie trochę nasze Podlasie. Wyjechaliśmy z gór i było tak gorąco, że nawet nie chciało nam się wszystkiego przejść. Długie przejazdy przez góry też dały się nam we znaki. Na szczęście do Budapesztu dotarliśmy już sprawnie i zapakowaliśmy się do Park Inn za punkty. Nawet dali mi koszyk owoców :). Jedziemy do centrum zobaczyć wspaniały parlament. Kręcimy się trochę dookoła i spotykamy z moim kolegą z pracy Ervinem. Wracamy jeszcze na piwko do hotelu.

Budapesztu dużo nie zwiedzaliśmy bo już kiedyś byliśmy. Ruszyliśmy więc z rana w stronę Bośni. Najpierw zahaczyliśmy o Osijek w Chorwacji. Jest tu piękny kościół i nic więcej. Jemy pizzę. Wracając do samochodu zauważyłem pękniętą szybę przednią. Dziwne, bo żaden kamień w nas nie uderzył. Albo pękła od różnicy temperatur albo ktoś rzucił w nią kamieniem jak stał zaparkowany... No nic, stało się. Do Brcko dojeżdżamy po 15, mamy tu ładny apartament w centrum. Mieliśmy coś zwiedzać, ale Monika znalazła niedaleko basen. Pojechaliśmy tam i spędziliśmy cały wieczór. Może jutro rano coś pozwiedzam, choć niewiele tu jest.

9.8.2019, Mała Fatra, Słowacja

Po 5.5h dotarliśmy do Żyliny. Odcinek Piotrków-Częstochowa na A1 to totalna masakra przez te remonty. Potem A1 przez Śląsk, niby nowa autostrada, a jeździ się po wybojach. Koniec końców po zmroku dojechaliśmy na miejsce. Rano zebraliśmy się do Terchovej. Najpierw szlak na Janosikove Diery. Bardzo fajny szlak wzdłuż rzeki, przypominający trochę Słowacki Raj. Doszlismy do schroniska i z powrotem w niecałe 3h. Po obiedzie podjechaliśmy do Vratnej, skąd wyciągiem wyjechaliśmy na 1490 m npm. Widoki super, takie trochę wyższe Bieszczady. Tylko 300 m do szczytu Wielkiego Krywania, więc szkoda było nie wejść. Z góry było jeszcze ładniej :). Wieczór spędziliśmy na basenie w naszym hotelu, gdzie mogliśmy sporo odpocząć.

4.7.2019, Ałmaty, Kazachstan

Kolejny dzień upłynął nam w długiej podróży. Najpierw rano poszliśmy na autobus do Kokand. Spóźniliśmy się kilka minut i czekaliśmy prawie godzinę na następny. Zapłaciliśmy 3 zł za przejazd 130 km. Efekt uboczny był taki, że jechał 2.5 godziny zatrzymując się każdemu kto zamachał. W Kokand chcieliśmy zobaczyć Pałac Chana. Z zewnątrz ładny, w stylu uzbeckim, ale w środku sporo remontowali i dużo się nie dało zobaczyć. Trochę nie warty na taki wyjazd. Jemy coś w pobliskiej restauracji i wracamy do Andijon. Mamy trochę ciśnienie z czasem, więc bierzemy zbiorową taksówkę. Cena tym razem 20 zł za osobę, ale jedziemy w klimie dobrym samochodem i dojeżdżamy w niecałe 1.5h.

Odbieramy plecaki z hotelu i wsiadamy w autobus na granicę. Ta przeszła sprawnie i taksówką w Osz za 5 zł podjeżdżamy na lotnisko. Mamy 2.5h do odlotu do Biszkeku. Jeszcze w Biszkeku marszrutka i meldujemy się w hotelu o 22.30.

Ostatni dzień to przejazd do Almaty. Z hotelu idziemy na dworzec i za 20 zł wydając ostatnie somy, kupuję bilety na bezpośredni przejazd. Pogoda się znacznie pogorszyła, pada i jest 20 stopni. Idealnie na podróż. Dojeżdżamy po południu i jedziemy autobusem miejskim do hotelu. Idziemy wcześnie spać, bo o 3 wyjeżdżamy na lotnisko i z przesiadką w Kijowie lądujemy w Warszawie.

Wspaniałe krajobrazy, świetni ludzie i mega tanio - tak można określić tę podróż.

Archiwum
2019 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil