17.1.2020, Dookoła Waszyngtonu, USA

Na początku roku miałem być w Chicago służbowo. Od razu pomyślałem, żeby zrobić zawczasu 4 odcinki United by mieć do statusu. W 2019, odbyłem tylko 2 podróże United i nie udało mi się zdobyć statusu, choć miałem mnóstwo mil przelatanych. Szukałem ze stopem w Newark, ale nie mogłem nic znaleźć w normalnej cenie. Udało się jednak do Waszyngtonu.

Szybki plan zakładał zobaczenie kilku mało ciekawych stanów w okolicy. Zacząłem od Martinsburga w Północnej Wirginii. Miasteczko z 1776 ma kilka ciekawych ładnych starych budynków i wystarcza to na 15 minut spaceru. Na nocleg pojechałem 150 km dalej do Harrisburga. Szkoda, że w zimie tak wcześnie ciemno się robi. W nocy zobaczyłem tutejszy Kapitol i przejechałem się nad rzekę.

Wstałem o 5.30 i ruszyłem do Philadelphii. Obejrzałem słynne schody Rockiego, jego posąg oraz zajechałem na Dzwon Wolności i Independence Hall. Było jednak za wcześnie i ten ostatni był zamknięty. Phila ogólnie w centrum robi fajne wrażenie. Następnie przez New Jersey pojechałem do Wilmington w stanie Delaware. Jest to taka mała mieścina, gdzie też jest zaledwie kilka ładniejszych i starszych budynków, ale nic na kolana nie rzuca. Na koniec pojechałem do Baltimore. Najpierw do Fortu Henry, a potem już na wybrzeże do centrum, gdzie jest całkiem ładnie. W 24h zrobiłem 450 mil i zahaczyłem o 5 stanów. Owczy pęd, ale generalnie wschodnie stany nie są zbyt ciekawe.

30.12.2019, Pamukkale, Turcja

Po 12h w autobusie, w tym 4.5 na granicy, dotarłem do Mardin w Turcji. Deszcz lał niemiłosiernie, a oznaczenie mojego hotelu na mapie było złe. Musiałem się jeszcze trochę naszukać i zmokły dotarłem do fajnego butikowego hotelu, położonego w kamiennym domu w historycznym centrum Mardin. Włączyłem klimę i zacząłem suszenie. W nocy niestety zabrakło prądu i do rana sporo się wyziębiło. Wieczorem nie było ciepłej wody, a rano nie było wody w ogóle. Na zewnątrz deszcz i duża mgła. Zjadłem śniadanie i stwierdziłem, że nie ma co tu siedzieć bez prądu, wody i jak nic nie widać na 20 metrów. A szkoda, bo Mardin to piękne kamienne miasteczko na zboczu góry.

Pojechałem do Maydin. Też jest kawałek kamiennego centrum, ale dużo słabsze. Zabrałem się więc szybko do Hasankeyf. Miała to być mała fajna wioska w wąwozie, ale Erdogan buduje tamę i wszystko było rozbebrane. Do tego pada. Pech. Złapałem stopa do Batman, gdzie wsiadłem w autobus do Diyarbakir. Też leje, ale mam super hotel 4* za 20 euro ze śniadaniem. Nie wiem jak oni zarabiają. Kolejnego dnia rano na chwilę przestało padać i zobaczyłem ogromne mury Diyarbakir. Robią wrażenie. W środku spodziewałem się czegoś ekstra, a tu takie zwykłe miasto. No jest fajny meczet i kilka budynków w paski - taki styl architektoniczny. Zaraz potem zabrałem się na północ do Elazig. Tam miało nie padać. Obejrzałem miasteczko Harput, gdzie jest ładny zamek i kawałek starówki. Na kolana nie rzuca. Wieczorem znów pada..., ale mam pecha do pogody w Turcji.

Kolejnego dnia rano poleciałem do Antalyi. Tu powitało mnie słońce i 20 stopni, a ja jadąc z lotniska na dworzec stwierdziłem, że w sumie nie ma sensu zatrzymywać się w tym molochu. Nic tu ciekawego nie ma. Pojechałem autobusem do Denizli, gdzie następnego dnia rano ruszyłem na podbój Pamukkale. Znowu deszcz... A miało rano przestać padać. Niestety zwiedzam w deszczu. Miejsce jest bardzo piękne. Zacząłem z rana, więc miałem dla siebie. Musiałem zdjąć buty, żeby chodzić po wapiennych tarasach. Nogi mi kostniały dopóki nie wszedłem do wody - ma ze 40 stopni! Tak się ogrzewałem :). Wiele tarasów niestety nie jest wypełnionych wodą, ale i tak to wszystko ładnie wygląda. Na górze jeszcze zajrzałem do wspaniale zachowanego teatru rzymskiego i ruin miasta. Ogólnie super.

25.12.2019, Erbil, Iracki Kurdystan

Rano się zebrałem i poszedłem obejrzeć kamienny most - największy zabytek Zakho Delal Bridge. Nawet ciekawy. Potem poszedłem szukać taksówki lub busa, ale znowu miałem problem z transportem do Dohuk. Kręciłem się po mieście, aż w końcu taksówkarz wywiózł mnie na rogatki miasta i tam po oczekiwaniu pojechaliśmy. Z Dohuk chciałem jechać do Alkusz i Lalisz. Dziś święto, także arabskie (Eid) i jedyna opcja to była taksówka za 60$. Trochę drogo. Idę do centrum wymienić kasę i poszedłem do starego kościoła asyryjskiego, należącego do kościoła chrześcijańskiego. Z zewnątrz ładnie, ale w środku zamknięte...

Przy kościele stała taksówka i wytargowałem się by pojechać 40km do Alkusz za 13$. Przekroczyliśmy już formalnie granicę federalnego Iraku, ale Kurdowie jeszcze kontrolują te tereny. Do Alkusz też jest jedno z wielu punktów kontrolnych i trochę mi robią problemów, ale puszczają. Dojeżdżamy serpentynami do fantastyczne położonego monastyru Saint Hormizd. Wow, coś pięknego. Wygląda jak forteca. W środku niestety jest baaardzo skromny, ale to nic... Obok są nawet jakieś jaskinie. Poznaję tu jakichś młodych chłopaków, którzy proponują mi podwózkę na dół. Mam 4 km do głównej drogi na Erbil. Jest już po 12, więc do Lalish nie zdążę, a stąd też nie ma żadnych taksówek zbiorowych. Z bólem rezygnuję z Lalish, ale chciałbym jeszcze dziś obejrzeć Erbil, a mam 130 km. Na rogatce stoję chwilę i jeden kierowca co czekał tam na okazję powiedział, że podrzuci mnie za darmo 10 km do drugiego skrzyżowania. Tam złapałem taksówkę do Erbil.

Stolica Irackiego Kurdystanu to całkiem rozwinięte miasto i z daleka widać sporo wysokich budynków. Melduję się w moim hotelu za 25$ bardzo blisko cytadeli i idę zwiedzać. Cytadela i fontanny przed nią to widok z każdego internetowego zdjęcia Erbilu. Jest bardzo ładnie. Fontanny niestety nie działają, chyba z powodu zimy. Jest mnóstwo ludzi i nikt nie zwraca na mnie uwagi. Idę na cytadelę. Z zewnątrz pięknie prezentują się odnowione mury, a w środku niestety jeszcze dużo mają do zrobienia. Część budynków została odnowiona, a reszta to niestety zupełna ruina. Z góry za to super widok na miasto. Chodzę jeszcze po soukach i szukam transportu na jutro do Turcji. Z okolicznych dworców niestety nic nie odchodzi, więc jutro rano będę musiał jechać na przedmieścia.

Ogólnie jest tu dość przyjemnie. Przypomina mi się Syria sprzed wielu lat. Na pewno jest bezpiecznie, bo ostatni zamach miał miejsce jeszcze za Saddama w 2003. Jutro większość dnia spędzę w autobusie do Mardin.

24.12.2019, Zakho, Iracki Kurdystan

Kilka dni przed Świętami dostałem od żony dyspensę ;-). Mogłem gdzieś lecieć, ale znaleźć coś w ostatniej chwili na ten okres i to jeszcze gdzie nie byłem to sztuka. Szukałem usilnie Arabii Saudyjskiej, ale w końcu stanęło na Turcji za mile. Skoro już leciałem sam to pokusa była zbyt duża by nie zajrzeć do bezpiecznego Irackiego Kurdystanu.

23 grudnia wieczornym spóźnionym LOTem doleciałem do Stambułu. Hotel miałem niedaleko lotniska. Po śniadaniu wróciłem na lotnisko. Poleciałem ze Stambułu do Sirnak za ok. 40$. Turkish ma świetne ceny. Na pokładzie napoje i ciepła kanapka. Lotnisko Sirnak jest tak naprawdę niedaleko Cizre. Czekają busy za 10 lirów do centrum. Wysiadłem na głównym rondzie i poszedłem 1km na dworzec, ale potem z powrotem musiałem pojechać na to rondo na busa. Uwaga, bo bus nie ma oznaczeń i trzeba pytać. Jedzie do Zakho (30 lirów). Mój odjeżdżał o 16. Ponoć jest autobus do Erbilu przez Duhok o 18 z głównego dworca za 80 lirów. Jako, że jest tylko jedno przejście graniczne to ruch jest masakryczny - szczególnie tirów, które chyba czekają ze 2 dni. Na mój paszport zrobili oczy, ale poszli po jakąś kartkę i potwierdzili, że nie trzeba wizy. Formalności graniczne zajęły 1.5h.

Zaraz za granicą bus zakończył jazdę, mimo, że do Zakho było jeszcze 10 km. Wsadzili mnie w taksówkę za 4$ i dojechałem do centrum miasta. Taksówkarz wysadził mnie przy ładnym hotelu, ale nie chciałem wydawać 40$. Znalazłem inny za 20$. Standard niestety kiepski i narciarz zamiast muszli. Pierwsze wrażenia rewelacja, chillout i przyjemny bliskowschodni klimat. Tego dnia miałem w planie dojechać do Dohuk, ale przez to oczekiwanie i granicę było już zbyt późno.

4.11.2019, Wyspa Man

Do Liverpoolu polecieliśmy z synem. Po zameldowaniu się na lotniskowym Crowne Plaza, pojechaliśmy do centrum. Docki, a szczególnie Albert Dock są bardzo ładne. Spacerowaliśmy prawie 2h przy ładnej pogodzie. Niestety stała się mała wpadka, bo mewa na mnie narobiła - na szczęście na spodnie :-). Później pojechaliśmy na stadion Evertonu. Jako fan tego zespołu nie mogłem sobie odmówić. Udało się wejść na sam stadion, bo panowie sprzątający otworzyli dużą bramę. Kupiliśmy w sklepie koszulkę Sigurdssona dla Konrada i poszliśmy zobaczyć jeszcze stadion Liverpoolu.

Drugiego dnia polecieliśmy na wyspę Man. Wypożyczyliśmy samochód i objechaliśmy wyspę dookoła. Dużo tu nie ma, trochę opactw, zamki i trochę fajnego wybrzeża na południu. Ogólnie senna atmosfera, ale jednak warto było tu wpaść.

Trzeciego dnia to już tylko powrót do Warszawy. Kolejny długi weekend listopadowy z dobrą pogodą w Wielkiej Brytanii. Za rok też może gdzieś tu przylecimy.

Archiwum
2020 1 2019 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil