9.2.2017, Pueblos Blancas, Andaluzja

Gdy ja spędziłem cały dzień na spotkaniach to Monika zabrała Konrada na cały dzień do Kadyksu. Ponoć piękne miejsce, ale nie dane mi go było zobaczyć. Natomiast wczoraj wracając do Malagi zahaczyliśmy o tzw. Pueblos Blancas czyli małe białe miasteczka w górach. Najpierw odwiedzamy Zaharę, pięknie położoną na stoku z zamkiem na szczycie. Obok jest sztuczne jezioro i wraz z widokiem na okoliczne góry wygląda to wszystko przepięknie. Następnie serpentynami górskimi jedziemy do Grazalemy, która jest równie fajna. Spacerujemy po wąskich uliczkach, oglądamy białe domy i odpoczywamy w knajpce ze świetnym lokalnym jedzeniem. Na deser Ronda, czyli jedno z najsłynniejszych miejsc z powodu specyficznego mostu zbudowanego na szczycie pionowego wąwozu. Idziemy w dół ile się da i podziwiamy cudo natury i ręki ludzkiej w jednym miejscu. Siadamy jeszcze na tradycyjne tapas i czas wracać do Malagi.

6.2.2017, Gibraltar

Gdy w grudniu dowiedziałem się o spotkaniu służbowym w Sevilli, od razu kombinowałem jak tu zahaczyć o Gibraltar. Nigdy nie składało mi się by tam polecieć, a teraz okazja była znakomita. Jako, że do Omanu poleciałem sam to pomyśleliśmy, że teraz polecimy we trójkę, a mój dzień pracy Monika z Konradem sami sobie zagospodarują. Dolecieć do Sevilli to sztuka więc zdecydowaliśmy się na przelot Norwegianem do Malagi bo bilety były po niecałe 500 złotych od osoby. Lecimy w niedzielę wieczorem. Samolot bardzo wygodny, fotele jak w Lufthansie i nie ma ciasnoty typowej w innych tanich liniach. Dolatujemy przed północą, wynajmujemy BMW 118d i siup do pobliskiego Holiday Inn Express na nockę. Fajny pokoik za 50 euro.

Jasno robi się dopiero przed 9 i tak wyjeżdżamy w stronę Gibraltaru. Idzie nam dość sprawnie płatną autostradą, które tu w Hiszpanii są chyba jeszcze droższe niż w Polsce. Skałę Gibraltaru zauważyłem już na 40 km przed granicą. Wznosi się na 411 m npm i robi wrażenie. Na granicy na szczęście nie było kolejki i udajemy sie na darmowy parkng pod kolejką. Tutaj klops bo wszystko jest zajęte. Co gorsza nikt stąd nie wyjeżdża więc postanawiamy poszukać czegoś gdzieś indziej. Przeważnie jest to wyzwanie w takich miejscach ale udaje się dość sprawnie. Wsiadamy w kolejkę i za ok. 15 euro kupujemy bilety na górę. Jest piękny dzień, więc widoki oszałamiające. Widać pięknie skałę, port i Afrykę. Zaraz też spotykamy mieszkające tu małpki. Konrad ma niezłą z nimi zabawę. Bez krępacji dotykają nas, a nawet wskakują na bark :). Chodzimy trochę po stromych tutejszych uliczkach, zaglądamy do jaskini oraz zobaczyć armatę. Po 2h zjeżdżamy na dół na obiad, a potem jedziemy dookoła półwyspu z kilkoma przystankami i w pełni usatysfakcjonowani jedziemy do Sevilli.

11.1.2017, Pacyfik!
Ah, czaiłem się na wyspy Pacyfiku od jakiegoś roku, gdy zobaczyłem, że wykorzystanie mil United jest tam za czapkę gruszek. W wczorajszej promocji Qatara do Szanghaju zdecydowaliśmy się kupić bilety na drugą połowę września po 1200 od osoby i szukałem co tu dalej wymyślić. W planie była Australia, Filipiny, Japonia, ale stanęło na okolicach Szanghaju, Marianach Północnych, Guam, Yap i Tajwanie! Tylko 45k mil od osoby i 46$ opłat. Suuuper sprawa. Minus taki, że Monika i Konrad muszą wyrobić wizę do USA, ale ta na pewno się przyda w najbliższych latach, choćby na Alaskę czy Hawaje :)
28.12.2016, Sur i Muscat, Oman

Przed 8 byłem już w samochodzie bo dziś było do przejechania ponad 400 kilometrów. Po około setce zatrzymałem się na kawę w jednym z licznych coffee shopów. Poprosiłem o czarną kawę, a pan wyciągnął Nescafe i zrobił mi rozpuszczalną. Coffee shop to chyba nazwa dla zmyły. Obok była myjnia ręczna, a po wczorajszych wyczynach po szutrze mój samochód był cały w pyle. Ponoć w Omanie można dostać mandat za jazdę brudnym samochodem. Nadarzyła się okazja, więc wstawiłem do myjni, a sam poszedłem do bankomatu po kasę. Gdy bankomat miał wydawać pieniądze, pojawił się napis Abnormal Termination i bankomat zgasł, a w nim moja karta. "Niezłe haluny" sobie myślę. Poczekałem z minutę-dwie i nic. W głowie zaczął się roić plan B i C, co tu zrobić jak karty nie odzyskam. Postanawiam iść na pobliską stację benzynową, niech dzwonią do banku. Jak zrobiłem dwa kroki to usłyszałem, że bankomat ruszył i oddał mi kartę. Uff! Spa dla samochodu to tylko 1 rial. Myją nawet opony, a w środku dali mi jakiś odświeżacz by mi się lepiej jechało ;-)

Dojeżdżam do miejscowości słynącej z mojego nazwiska (Al Wasil) i odbijam tu w bok ok. 10 km zobaczyć piaszczyste wydmy. Widać je kilka kilometrów od głównej drogi i robią niezłe wrażenie.

Po 350 kilometrach dotarłem w Wadi Bani Khalid, czyli pierwszego na mojej trasie wąwozu z naturalnymi basenami. Widać, że to duża atrakcja, bo stało zaparkowanych ze 30 samochodów, a po dojściu na miejsce sporo ludzi się kąpało. Najpierw jest spore rozlewisko. Są znaki o pływaniu na własną odpowiedzialność. Baseny mają do kilku metrów głębokości, a co głupsi skaczą z mostku i skał. Idę w głąb kanionu. Jest szlak. Można iść dołem, czyli płynąć po wodzie, albo iść górą. Dalej jest jeszcze kilka mniejszych basenów, gdzie dociera już mniej osób. Ze skał co jakiś czas wiszą łańcuchy oraz koła ratunkowe, jakby ktoś miał problem. W okolicach jaskini, woda nagle się urywa (wypływa gdzieś spod ziemi). Do jaskini nie wchodzę, bo wejście jest wąskie i ciężko byłoby mi się zmieścić z plecakiem, poza tym nie mam latarki. Ponoć w środku jest kolejny naturalny basen do pływania. Jeszcze ostatni rzut oka na dolinę i jadę do Sur na nocleg.

W Sur miałem podły nocleg. Miałem tu zostać 3 noce i zobaczyć okolice. Planowane to było na odpoczynek nad morzem z dzieciakiem, a będąc samemu wiadomo jak to jest... Z rana idę więc oglądać miasto. Jest 8 rano i atmosfera bardzo senna. Robię sobie spacerek w okolicach mostu i zatoki rybackiej. Ładnie. Ale po 2h obszedłem wszystko i nie było co robić. Podjechałem jeszcze pod twierdzę, ale trochę mała widząc poprzednie.

Wracam więc do mojej nory i wynurzam się dopiero po 14. Plan jest taki by pojechać do Ras Al Jinz zobaczyć żółwie. Wiem, że wycieczki są dopiero po 20 wieczorem. W Ras al Hadd na plaży nic się nie dzieje. Siedzę tu do 17 i postanawiam podjechać do tego ośrodka w Ras al Jinz. Okazuje się, że tam jest hotel i goście hotelowi zajęli wszystkie miejsca na wieczorne poszukiwanie żółwi. Nie chcieli mnie jedynego wcisnąć. Gościu mówi, żebym wrócił się na publiczną plażę i tam spróbował. Eh. Wracam do Ras al Hadd i o zachodzie słońca spaceruję po plaży. Jest kilka ryb wyrzuconych przez morze i dalej leży coś wielkiego. Podchodzę, a to około metrowy żółw przewrócony do góry nogami. Nie żyje już chyba z kilka dni. Ciekawe czy tak go morze wyrzuciło czy też przewrócił się na plecy i tak umarł. Mam nadzieje, że nie to ostatnie. Słońce zaszło i postanowiłem poczekać. Księżyca nie było, więc było totalnie ciemno. Czekałem i spacerowałem 1.5h, ale przy tych ciemnościach i bez latarki nie miało to sensu. A może szukałem wymówki, bo nie chciało mi się dłużej tu siedzieć.

Zmieniam trochę plan, wymeldowuję się z hotelu dzień wcześniej i jadę przez Wadi Tiwi, Wadi Shah do Muscatu zamiast wracać do Sur. Jadę najpierw do Wadi Tiwi. Niedawno zrobili tam drogę betonową. W wąwozie jestem sam, ale jest tu wioska i sporo miejscowych. Jadę ile się da samochodem, a potem idę spacerem. Jest trochę wody, ale przede wszystkim wrażenie robią pionowe skały wąwozu. Wszystko oświetla poranne słońce i wygląda naprawdę ładnie.

5 km stąd jest Wadi Shab. Ten jest już bardzo popularny. Stoi już ze 20 samochodów, a miejscowi łódkami przewożą na drugą stronę rzeki za 1 rial w obie strony. Tu jest jeszcze ciekawiej. Szlak ma 45 minut i jest dość wymagający, w sensie, że idzie się po dużych kamieniach. Widoki jednak wynagradzają wszystkie trudy. Czas na Muscat. Nową dwupasmówką droga szybko schodzi. Jadę od razu na souq w Mutrah. Ogólnie jest tu bardzo ładnie, a na targu kupuję wielbłąda. Jadę do Holiday Inn z 50 kilometrów. Duże to miasto jest. Na miejscu niespodzianka - upgrade do suite, więc mam 2 pokoje. Suuper. Dodatkowo jest jeszcze jakaś loteria i dokładają punkty. Dobrze spalone 20k z IHG.

25.12.2016, Bahla, Oman

Dzisiaj dzień "fortowy", bo do zobaczenia mam 3 forty. Po wczorajszych 3, to będzie razem 6, więc na pewno będę już "ufortowany". Z Holiday Inna zbieram się dość późno. Śniadanie w hotelu to aż 80zł, więc konsumuję darmową wielką miskę owoców i słodkości, które dostałem wieczorem w podziękowaniu za status. Zostało jeszcze na dziś wieczór ;-)

Pierwszy cel to Nizwa, jakieś 120 km od Muscatu. Jedzie się piękną autostradą na Salalah (znaki Salalah 1000 km nie pozostawiają wątpliwości, że tam nie pojadę). Znowu mamy fotoradary co 2 kilometry, ale jeden gościu merolem postanowił to olać i pędził ze 200. Minął takowy przy mnie i nie pstryknął (przynajmniej fleszem), więc może to takie same puszki jak u nas kiedyś.

W Nizwa jestem przed 12 i najpierw idę coś zjeść. Jest ze 30 stopni i na słońcu jest mega gorąco. Fort jest duży i fajny. Najpierw obchodzę go dookoła, a potem idę do środka. Wjazd piątaka (złotych). Przejeżdżam ok. 30 km do Bahla, gdzie jest następny fort. Z daleka widać, że robi wrażenie. Tu jest dużo mniej ludzi i przez większość czasu fort mam tylko dla siebie. Fort niedawno został otwarty, bo był remontowany przez wiele lat.

Jadę jeszcze do Fortu Jabrin, który jest 10 km dalej. Ten jest najmniejszy i chyba najmniej ciekawy. Śpię w Bahla. Na wigilię poszedłem do tureckiej knajpy, gdzie dostałem cały zestaw mięs za 30 złotych. Ledwo to zmieściłem. Obok oglądałem zachód słońca za górami, do których jutro pojadę.

Jak spędzić Boże Narodzenie? Najlepiej tam gdzie można nacieszyć oko :-) Przed wyjazdem zastanawiałem się jak ogarnąć Jebel Shams i Wadi Ghul, czyli najwyższy szczyt Omanu i największy kanion Arabii. Wiedziałem, że jest tam droga dla terenówek, ale wynajęcie terenówki to było x3. Postanowiłem więc zobaczyć co się da zrobić na miejscu. Z Bahla są znaki na Wadi Ghul, sprawdzałem kilometry ze znaków z tym co przejechałem by mniej więcej wiedzieć ile będę miał do przejścia z buta jak się droga skończy. W pewnym momencie przejechałem ilość kilometrów ze znaków, a żadnego drogowskazu więcej nie było. Zaczęło się robić fajnie, więc jechałem dalej asfaltówką. Dojechałem w końcu po 20 kilometrach więcej niż to wynikało ze znaków do końca asfaltówki. Zaczepia mnie tu jakiś lokales, który mówi, że jest przewodnikiem i zabierze mnie do kanionu. Mówi, że to 7km szutrówką i 2km asfaltem. Dla mnie jednak takie szutrówki nie straszne. W końcu w NZ śmigałem samochodem po rzekach. Droga jest szeroka i ubita, więc spokojnie można jechać. Jest kilka stromych podjazdów, ale używam ręcznej jedynki w moim automacie. Widoki obok boskie. Po 7km szutru z niczego pojawia się asfalt i po 2km tym asfaltem moim oczom ukazuje się kanion. Na górze tego kanionu jest szczyt Jebel Shams. Widziałem już trochę dziur w ziemi, m.in. Wielki Kanion i Kanion Colca. Ten też naprawdę robi wrażenie.

Pochodziłem trochę i postanowiłem, że pojadę dalej tą drogą, może jeszcze coś ciekawego będzie. Asfalt się zaraz skończył i zaczął znowu szutr. Tu już było trochę gorzej, bo w kilku miejscach było piaskowo, ale dało radę. Dojechałem do końca drogi. Było tu z 10 terenówek i 2 sedany takie jak moje. Także nie tylko ja miałem pomysł by tu przyjechać tym czymś. Stąd idzie szlak po ścianie wąwozu. Szlak jest dość płaski (nie schodzi się na dół), więc postanawiam trochę pójść. Nie zabrałem ze sobą wody, a łącznie szedłem w 2 strony 1.5h i doszedłem do końca. Ależ jest pięknie. Zdjęcia tego nie oddadzą, choć się starałem :-)

Po południu jadę jeszcze do fortu Bahla i zapuszczam się w opuszczone zakamarki dawnej osady. Zbudowana jest ona z błota, tak jak i fort. Kilka domów jest odnowionych i mieszkają ludzie, ale większość to ruina i opuszczone.

Archiwum
2017 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil