19.4.2019, Neuchatel, Szwajcaria

O 7.30 byliśmy już w drodze, bo postanowiliśmy przejechać całą Szwajcarię na północ do miejscowości Szafuza, gdzie jest wielki wodospad na rzece Ren. Po drodze mijamy ogromne ilości tuneli, a między nimi podziwiamy fantastyczne widoki na góry. Zeszło nam ponad 2h by dojechać na miejsce. Wodospady są fantastyczne. Nie są wysokie, bo jedynie 23 metry, ale ogrom wody jaki spada robi wrażenie. Oglądamy wodospady z obu stron rzeki, podziwiając różne widoki. Potem zaglądamy obok do Busingen, które jest niemiecką eksklawą w Szwajcarii, ale nic tu za bardzo nie ma. Postanawiamy jechać północą stroną Renu, czyli w Niemczech do miejscowości uzdrowiskowej Bad Sackingen. Słynie ono ze starego pieszego mostu nad Renem. Samo miasteczko jest też bardzo przyjemne, a my mamy możliwość zjedzenia czegoś w normalnej cenie.

Następnie przejechaliśmy 30 km do Bazylei. Miasto ma ładną katedrę i ratusz, ale poza tym nie zrobiło na nas zbyt dobrego wrażenia. Przeszliśmy spory kawałek dookoła, przekraczając dwa mosty i stwierdziliśmy, że ruszamy do Miluzy w Alzacji we Francji. To tylko 30 km autostradą.

Miluza, czy też Mulhause też ma piękną katedrę i główny plac. Kilka ciekawych uliczek do pospacerowania przez godzinkę. Wracamy do Szwajcarii i przez piękne krajobrazy Jury jedziemy do naszego hotelu przy Neuchatel. Meldujemy się i jeszcze na zachód słońca zjeżdżamy do miasta i podziwiamy w oddali Alpy na tle jeziora. To był długi dzień.

18.4.2019, Ticino, Szwajcaria

Czas na wyjazd świąteczny. Nie planowaliśmy strajku nauczycieli, więc chciałem kupić bilety na standardowy czas wolny. Potem się okazało, że szkoła dała więcej wolnego, także z uwagi na egzaminy. Nasz syn przy wyborze dziadek czy Włochy wybrał to pierwsze, bo jak stwierdził: we Włoszech już byłem 2 razy. Wsiedliśmy więc sami w Ryanaira i jak za starych czasów polecieliśmy tylko we dwójkę. Lot do Bergamo był opóźniony godzinkę. Potem jeszcze kolejka po samochód i dopiero przed 23 byliśmy na naszym noclegu.

Dziś przejechaliśmy szybko do Campione dItalia, czyli małej enklawy włoskiej w Szwajcarii nad jeziorem Lugano. Fajna mieścinka na zboczu góry z pięknymi widokami na jezioro. Pochodziliśmy godzinkę i pojechaliśmy do Lugano. Tutaj było naprawdę pięknie. Pospacerowaliśmy po nabrzeżu i potem po parku z przepiękną kwitnącą roślinnością. Potem pospacerowaliśmy po wąskich uliczkach starej części miasta.

Kolejny przystanek to Bellinzona. Jest ona słynna z 3 twierdz, położonych na różnych wysokościach. Im wyżej tym mniejsza. Zwiedziliśmy największą i pooglądaliśmy widoki na mniejsze. Generalnie super. Kolejnym punktem był mały zamek w kantonie Gryzonia, ale jak tam dojechaliśmy to okazało sie to tylko kupą kamieni. Przejechaliśmy 50km do naszego hotelu i o 16 zakończyliśmy nasze zwiedzanie. Chcieliśmy jednak coś zjeść, a tu wszystkie knajpy otwarte dopiero od 18. Jadąc po kolejnych wioskach udało nam się dojechać do restauracji przy autostradzie i wejść tylnymi drzwiami. Jutro ponad 400 km w samochodzie i zamierzamy zobaczyć pozostałe kantony Szwajcarii, których jeszcze nie widzieliśmy, czyli Szafuzę z wodospadami na Renie, Bazyleę i Neuchatel.

16.3.2019, Szwecja

Do Goteborgu pojechałem służbowo, ale że nigdy nie byłem w Sztokholmie to postanowiłem stamtąd wracać. Pogoda niestety jak na marzec nie rozpieszczała i było 1-2 stopnie oraz mżawka i totalnie zachmurzone niebo.

W Goteborgu byłem 12 lat temu. Dużo się nie zmieniło - trochę ładnych kamienic, opera i fajne żurawie nad rzeką. Na 2h chodzenia max.

W piątek o 6.30 miałem pociąg do Sztokholmu. Tu też pogoda fatalna. Miasto jest pięknie położone na 14 wyspach. Oglądam ciekawy Ratusz, Zamek Królewski i chodzę sporo po centrum. Widać, że jest ładnie i drogo. Pogoda wygania mnie po 3h chodzenia. Chciałem pojechać do miasteczka Gavle, ale bilety kolejowe były już wykupione. Mój błąd, że nie kupiłem wcześniej. Myślałem, że potrzeba mi przynajmniej z 6h w Sztokholmie. Przez korki przebijaliśmy się dość długo, potem dwa samoloty i przed północą dojeżdżam do domu.

1.3.2019, Milwaukee, USA

Do Chicago poleciałem późnopopołudniowym lotem. Doleciałem dopiero po 20 i miałem niestety straszny problem ze zmianą czasu. Wstawanie o 2 nad ranem totalnie mnie zmęczyło. Ten późny lot, mimo, że bezpośredni, ma powrót do Polski o 21:45. Miałem więc furę czasu od końca spotkań służbowych do odlotu i pomyślałem by pierwszy raz podjechać gdzieś niedaleko Chicago. W grę wchodziło wybrzeże Michigan w stanie Indiana albo Milwaukee. Mróz na szczęście zelżał na tylko -1, ale mimo wszystko postanowiłem nie ryzykować jeziora i wiatru i kupiłem bilet na megabusa do Milwaukee. Dojechałem dość szybko autostradą i spędziłem 3h na spacerze. Miasto było wyludnione. W centrum jest kilka wysokich budynków, jakiś kościół i ciekawe muzeum sztuki nad zamarzniętym jeziorem. Najciekawsze jednak w Milwaukee są lokalne browary. Wstąpiłem zatem do jednego i wypiłem dwa IPA po 30zł/sztuka. Drogi dolar jednak daje się we znaki.

Miałem odpowiedni zapas czasu na powrót, ale jak autobus przez 40 minut nie przyjeżdżał to zacząłem się martwić. Na szczęście w końcu przyjechał i nawet nadrobił trochę po drodze, więc na spokojnie mogłem zdążyć na mój lot.

6.2.2019, Blyde River Canyon, RPA

Niecałe 300 km od Suazi leży Blyde River Canyon. Zawsze to był dla mnie must see w RPA. Dojechaliśmy do Graskop wczesnym popołudniem i ruszyliśmy na zwiedzanie. Obejrzeliśmy wodospady, gdzie spotkaliśmy Polaków, a potem ruszyliśmy w stronę skały Pinnacle. Faktycznie przypomina ananasa. Wąwóz skalny jest spory, a wodospady i rwąca rzeka robią dodatkowe wrażenie. Następnym punktem był Gods window. Tutaj niestety naszła już spora mgła od dołu i niestety nie za bardzo była szansa obejrzeć ten wąski kanion. Odpuszczamy więc następny punkt i idziemy wcześnie spać.

Następnego dnia ruszamy od razu na górę kanionu. Najpierw oglądamy Burkes Potholes, gdzie wąwozami i meandrami rzeka Blyde wgryza się w skały. Miejsce naprawdę robi wrażenie. Następny punkt to widok z góry na wielki kanion - także super. A na koniec coś najlepszego, czyli Three Rondavels - trzy ogromne walce skalne, które są po prostu fantastyczne. Top widoków, jakie widziałem na świecie. Nie chcieliśmy odpuścić tego miejsca, więc pojechaliśmy dalej na teren resortu, gdzie po zapłaceniu 50 randów od osoby poszliśmy na szlak. Przedzierał się on jednak ostro przez dżunglę, więc po kilkunastu minutach zawróciliśmy. Pojechaliśmy na górny view point i stamtąd widok na Three Rondavels po prostu nas oniemiał. To chyba jest najlepszy punkt widokowy.

W ośrodku spędzamy jeszcze trochę czasu, jemy lunch, Konrad pływa w basenie i po południu spokojnie przez Berlin Falls wracamy do Graskop. Co za fantastyczne ukoronowanie naszej wycieczki.

Jutro tylko powrót do Johannesburga, ale może na 1-2h uda się pozwiedzać Pretorię.

Archiwum
2019 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil