6.2.2019, Blyde River Canyon, RPA

Niecałe 300 km od Suazi leży Blyde River Canyon. Zawsze to był dla mnie must see w RPA. Dojechaliśmy do Graskop wczesnym popołudniem i ruszyliśmy na zwiedzanie. Obejrzeliśmy wodospady, gdzie spotkaliśmy Polaków, a potem ruszyliśmy w stronę skały Pinnacle. Faktycznie przypomina ananasa. Wąwóz skalny jest spory, a wodospady i rwąca rzeka robią dodatkowe wrażenie. Następnym punktem był Gods window. Tutaj niestety naszła już spora mgła od dołu i niestety nie za bardzo była szansa obejrzeć ten wąski kanion. Odpuszczamy więc następny punkt i idziemy wcześnie spać.

Następnego dnia ruszamy od razu na górę kanionu. Najpierw oglądamy Burkes Potholes, gdzie wąwozami i meandrami rzeka Blyde wgryza się w skały. Miejsce naprawdę robi wrażenie. Następny punkt to widok z góry na wielki kanion - także super. A na koniec coś najlepszego, czyli Three Rondavels - trzy ogromne walce skalne, które są po prostu fantastyczne. Top widoków, jakie widziałem na świecie. Nie chcieliśmy odpuścić tego miejsca, więc pojechaliśmy dalej na teren resortu, gdzie po zapłaceniu 50 randów od osoby poszliśmy na szlak. Przedzierał się on jednak ostro przez dżunglę, więc po kilkunastu minutach zawróciliśmy. Pojechaliśmy na górny view point i stamtąd widok na Three Rondavels po prostu nas oniemiał. To chyba jest najlepszy punkt widokowy.

W ośrodku spędzamy jeszcze trochę czasu, jemy lunch, Konrad pływa w basenie i po południu spokojnie przez Berlin Falls wracamy do Graskop. Co za fantastyczne ukoronowanie naszej wycieczki.

Jutro tylko powrót do Johannesburga, ale może na 1-2h uda się pozwiedzać Pretorię.

4.2.2019, Suazi

Suazi, lub inaczej Swaziland, lub jeszcze inaczej Eswathini to kolejne małe państwo na naszej drodze. Wjechaliśmy bez problemu. Spodziewałem się czegoś w stylu Lesotho, a tu od granicy autostrada, ładne domy, żadnych blaszaków i ogólnie jakoś tak dość bogato. Jedynie nasz guest house w Manzini był taki sobie. Chyba najmniejszy i najgorszy pokój na naszej trasie. Pierwszego dnia tylko zajechaliśmy coś zjeść do pobliskiego centrum handlowego, bo przejechaliśmy dzisiaj prawie 500 km.

Drugiego dnia ruszyliśmy do niewielkiego parku narodowego, gdzie ponoć można pooglądać białe i czarne nosorożce. Byliśmy tam 9.30, a park otwierali o 10. Jednak przed 10 gdy przyjechał ranger to powiedzieli, że swoim samochodem nie można zwiedzać. Trzeba jechać ich samochodem na cały dzień i z ich wyżywieniem i cena stała się kosmiczna. Zawróciliśmy zatem i pojechaliśmy do jednej z wiosek - cultural village, gdzie udało nam się załapać na wspaniały występ miejscowych, którzy śpiewali i tańczyli prawie godzinę. Potem obejrzeliśmy wioskę - tradycyjne chaty. Po obiedzie w stolicy Mbabane, zameldowaliśmy się w nowym miejscu - u starego Anglika, który wynajmował część domu. Kiepski jednak był też stan tego. Po południu pojechaliśmy jeszcze na Sibebe Rock - czyli ogromną granitową skałę. Robi wrażenie. Szlak na górę to niestety godzinka, a młody dawał się już nam we znaki. Pooglądaliśmy więc z dołu.

2.2.2019, Drakensberg, RPA

Z Lesotho wyjechaliśmy bezproblemowo i pojechaliśmy w stronę Golden Gate Highlands National Park. Zameldowaliśmy się we wspaniałym Kiara Lodge, gdzie mieliśmy do dyspozycji piękny ośrodek z basenem. Monika z Konradem zostali na zabawę, a ja pojechałem na 2h do parku. Widoki tutaj są nieziemskie - pionowe skały w różnych kolorach.

Szkoda było się stąd ruszać, ale Drakensberg nas wzywał. Następnego dnia dojechaliśmy do szlaku na Sentinel Peak. Ostatnie kilka kilometrów droga jest tak fatalna, że naszym samochodzikiem nie dało rady przejechać. Musieliśmy wynająć terenówkę z miejscowego hotelu za 270 randów w obie strony. Sentinel z tej strony to pionowa skała ze szczytem jak stół. Z drugiej strony jest częścią słynnego amfiteatru, gdzie wybieramy się kolejnego dnia. Idziemy 1.5h w górę i dochodzimy do punktu widokowego skąd rozpościera się przepiękny widok na środek amfiteatru. Idziemy dalej w stronę drabinek. Jednakże jak do nich doszliśmy to usłyszeliśmy grzmoty i zaczęło kapać. Sam szybko wszedłem na górę, ale szlakiem trzeba było iść jeszcze dalej z godzinę by dojść do wodospadu Tugela od góry. Z powodu tej pogody postanawiamy wracać. Była to świetna decyzja, bo zaczęło dość mocno padać, a ze szlaku zrobiłą się rzeka.

Oddaliśmy bluzę Konradowi, więc on oprócz butów był prawie suchy, a my dość zmoknięci. Terenówka zaraz po nas przyjechała i pod hotelem już nie padało więć się przebraliśmy w suche ciuchy. Na nocleg dojeżdżamy na przełęcz blisko amfiteatru.

Kolejny dzień rano jest piękna pogoda, a my mamy tylko 30 km do parkingu pod amfiteatrem. Z daleka już wszystko pięknie widać - chyba jeden z piękniejszych górskich widoków, jakie w życiu widziałem. Idziemy trochę na szlak w kierunku wąwozu Tugela, ale po niecałej godzinie młody wymięka. Wczoraj pięknie przeszedł 4h, a dzisiaj już niestety gorzej. Monika decyduje się z nim wracać, a ja idę dalej 45 minut w górę. Robię piękne zdjęcia z bliska, ale do wąwozu miałbym jeszcze godzinę, więc też postanawiam wracać. Na nocleg zajeżdżamy do rancza Afrykanera i na szczęście już po rozpakowaniu rozszalała się przeogromna burza, z której potem nawet spadł grad. W nocy też ostro padało.

30.1.2019, Lesotho

Z Kimberley ruszyliśmy 300 km do Lesotho. Wiedziałem, że trzeba mieć e-visę, która kosztuje aż 150$ od osoby, ale czytałem też o osobach, które pojawiały się na granicy na przypał i dostawały permit na granicy. Zamiast więc płacić 450$, pojawiliśmy się na granicy i udaliśmy głupa, że nie wiedzieliśmy, że trzeba wizę. Pani wzięła na bok i załatwiliśmy co trzeba za 1000 randów, czyli połowę jednej wizy :). Stolica Maseru wita zaraz za granicą. Czuć od razu Afrykę. Dojeżdżamy do naszego noclegu, zrzucamy graty i jedziemy do wioski Thaba Bosiu, gdzie jest coś w rodzaju skansenu. Nawet ładnie. Mamy przewodnika, który opowiada jak kiedyś ludzie żyli. Prawdę mówiąc dużo się to nie różni od obecnych domostw, bo na wsiach widać kamienne domy kryte strzechą. W miastach jest niestety przytłaczająca przewaga blachy falistej.

Drugiego dnia w Lesotho ruszyliśmy na południe do wodospadów Maletsunyane. Niby niecałe 100 km, ale po górskich drogach jedzie się wolno. Do tego wszędzie progi zwalniające. Widoki za to porażające. Ostatnie 8 km przed wodospadami zjeżdżamy na kiepską drogę kamienistą. Wodospad spada 200 metrów w wielki kanion. Okolica jest super i spędzamy tu trochę czasu. Potem podjeżdżamy do wioski obok, która była jedną z większych na naszej drodze. Wśród budek z blachy falistej znajdujemy jakąś co serwuje jedzenie. Można kupić lekko zimne frytki, kurczaka i jakąś sałatkę. Nie boimy się i jemy. Zaglądamy też obok do przedszkola, głównie po to by Konrad chwilę zobaczył się z dziećmi. Jak oni biegali to Monika rozmawiała z opiekunką. Są 2 osoby na 50 dzieci. Mają kawałek wymurowanego domu z wybitymi oknami i klepiskiem w środku. Prawie brak zabawek. Na szczęście jest kawałek podwórka, ale piłki też nie mają.

Jesteśmy jakieś 40km od prowincji Qacha Nek i wąwozu rzeki. Postanowiliśmy więc pojechać. Tu serpentyny są już mega i jadę ponad godzinę. Robimy co chwila zdjęcia pięknych okolic. Wracając, postanowiliśmy kupić trochę zabawek do tego przedszkola i je przekazaliśmy. Do Maseru dojechaliśmy dopiero o 17. Mimo niecałych 300 km, jechaliśmy samochodem dużo dłużej niż nasz 500 km przejazd po RPA. Jutro opuszczamy Lesotho.

28.1.2019, Kimberley, RPA

Całą niedzielę spędziliśmy w Sun City na Valley of Waves. Jest to wspaniały park wodny, gdzie jest generowana sztuczna fala. Do tego jest mnóstwo świetnych zjeżdżalni na pontony oraz zwykłych. Jest też zjazd pionowo w dół, gdzie ciężko się było odważyć, ale zjechałem w końcu 3 razy :).

Dzisiaj przejechaliśmy aż 500 km do Kimberley. Zeszło nam 6h z przerwą na jedzenie i tankowanie. Tutaj od razu obejrzeliśmy Deep Hole, czyli byłą kopalnię diamentów, obecnie zalaną szmaragdowym jeziorem. W pakiecie zwiedzania jest też oglądanie kopalni i diamentów. Jutro jedziemy do Lesotho.

Archiwum
2019 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil