2.5.2017, Erewań, Armenia

Budzimy się dość wcześnie, bo dziś mamy dużo drogi do zrobienia. Najpierw jedziemy pod kolejkę linową Wings of Tatev, żeby dojechać pod monastyr Tatev. Pakujemy się w jakąś krótszą, ale strasznie dziurawą drogę i znowu kilka razy przycieram podłożem. Pod kolejką jesteśmy o 8:45, ale otwierają ją dopiero o 10. Jedziemy zatem na dół serpentynami. Widoki na wąwóz kosmiczne. Zjeżdżamy szybko na sam dół i tam chodzimy chwilę w dole wąwozu. Pod górkę niestety droga jest szutrowa. Chyba nie opłaca im się budować drogi, bo nie byłoby klientów na kolejkę. Dojeżdżamy w końcu pod klasztor, którego mury są w remoncie. Na szczęście środek i sam kościół nie ma żadnych rusztowań czy robotników, więc możemy prawie sami sobie pozwiedzać. Miejsce jest bardzo ładnie położone, niedaleko ośnieżone szczyty, wodospad, no i ten wąwóz. Sam kościół, jak to inne w Armenii, zrobione z kamieni i dość surowe. Jednak ich wiek i stan zachowania robią wrażenie.

Dochodzi 10, więc idziemy na kolejkę. Jest ona prawie nowa i bilety dla nas wszystkich w 2 strony kosztują ok. 80 złotych (można płacić kartą). Jedziemy w naszym wagoniku sami i podziwiamy fantastyczne widoki z góry. Zabieramy się od razu z powrotem, ale już są mega tłumy.

Czeka nas długa, na ponad 200 km droga do Erewania. Stan dróg jest tak fatalny, że jedzie się wiele godzin. Ilość dziur, zakrętów jest zatrważająca. Mieliśmy jeszcze wstąpić po drodze do monastiru Noravank, ale spieszyliśmy się na Khor Virap, bo pogoda była coraz gorsza, a chcieliśmy jeszcze zobaczyć ten monastir na tle Araratu. Dojechaliśmy tam po 15 i już górę ledwo było widać. Khor Virap nie odróżnia się zbyt wiele od innych monastirów, więc nie ma co tu dużo pisać. Wspinamy się jeszcze na górę i obserwujemy okolicę.

Wracając drogą dwujezdniową do Erewania było kilka mostów w budowie i ograniczenie do 20, którego oczywiście nikt nie przestrzegał. Ja niestety miałem pecha, bo policja mnie z tyłu nagrywała. Powiedzieli, że jechałem 65/20 i mandat 100k (ok. 800zł). Dogadałem się na łapówkę za 8k (ok. 50 zł). Sami proponowali - ja jestem gość i ja mówię ile mogę zapłacić. Zaczęli straszyć, że zabiorą prawko i oddadzą dopiero jak mandat zapłacę, a jutro rano wylot. Cóż, i tak tanio się wykpiłem. W Erewaniu wpadamy jeszcze na wesołe miasteczko i kolację i meldujemy się w hotelu. Pobudka w nocy i 4:40 wylot.

1.5.2017, Goris, Armenia

Śniadanie w hotelu serwowali dopiero od 9, także dopiero o 10 ruszyliśmy dalej. Z drzwi hotelu roztaczał się piękny widok na Ararat, ale do monastyru Khor Virap będziemy jechali dopiero ostatniego dnia. My ruszamy nad jezioro Sewan, do miejscowości o tej samej nazwie. Prowadzi tam droga dwujezdniowa, więc dość szybko dojeżdżamy. Niestety pogoda się trochę psuje i słońce zachodzi za chmury. Na półwyspie, jest tutaj klasztor Sevanank, gdzie odbywa się akurat nabożeństwo. Obok jest chyba jeszcze starszy monastyr, ale niestety zamknięty. Oba + widoki na okoliczne ośnieżone szczyty i jezioro naprawdę robią super wrażenie.

Jedziemy dalej do miejscowości Noratus, gdzie znajduje się bardzo stary cmentarz. Chowali tam ludzi już od IX wieku. Jest też nowsza część. Zdobnictwo kamieni jest bardzo ładne i całkiem nieźle się zachowało.

Jadąc i jadąc przez góry i kiepskie drogi, dojeżdżamy do końcu do Vayk, gdzie mamy świetny hotel na wzgórzu z super widokiem na dolinę i miasto. Konrad jeszcze trochę się bawi z dziećmi pod jednym z blokowisk, a my stanowimy dla wszystkich nie lada atrakcję. Chodząc pomiędzy blokami obserwuję życie mieszkańców. Bloczyska są niesamowicie brzydkie (nasza wielka płyta przy tym to szczyt estetyki). Balkonów nie ma, ale wszyscy mają kręcone sznurki na bieliznę. Także anteny satelitarne. Ktoś naprawia starą Ładę, która ciągle stanowi tutaj główny środek lokomocji. U nas się już takich nie widzi.

Dzisiaj pojechaliśmy dalej na wschód do Goris. Najpierw jednak zatrzymujemy się w Szakach, gdzie jest wodospad. Jak tam podeszliśmy to ledwo co spływała woda. Posiedzieliśmy z 10 minut i nagle jakby ktoś otworzył tamę. Woda mało nas nie zalała i uciekaliśmy w popłochach. Z daleka wtedy już było pięknie widać spadającą wodę. Do Goris, mimo, że jest blisko, jechaliśmy bardzo długo. Takich dziur w drodze już dawno nie widziałem i często slalomy w ogóle nie pomagały i kilka razy z hukiem wpadłem w dziurę. Oby ten samochód dojechał do końca... W Goris zameldowaliśmy się w hotelu i pojechaliśmy zaraz do Khdzoersk, gdzie cały kanion jest usiany jaskiniami i kiedyś było tu miasto. Jest też bardzo stary kościół. Ogólnie rewelacja. Na drugą stronę kanionu prowadzi wiszący most. Pochodziliśmy trochę i wróciliśmy do Goris na wesołe miasteczko dla Konradka. Jutro przez Tatev i Khor Virap wracamy do Erewania.

29.4.2017, Erewań, Armenia

Bilety do Erewania na weekend majowy kupiłem jeszcze w październiku zeszłego roku za czapkę gruszek w jednej z promocji LOT. Super jest to połączenie, ale ma jedną wadę - nocny lot. Nasz samolot miał odlecieć o 22:20, a odleciał dopiero o 23:30 z powodu późnego przylotu samolotu z poprzedniego rejsu. Zdenerwowali nas też w saloniku Bolero, bo nie wpuścili nas wszystkich, czepiając się, że dziecko ma 5 lat, a w regulaminie jest że do 3 lat bezpłatnie. Co za bezsens!!! Ile to dziecko skonsumuje? Nigdy się nas nie czepiali, a teraz jakaś formalistka się znalazła.

Z przyjemnością opuszczamy zimną i deszczową Warszawę i po 3:30h lotu jesteśmy w Armenii. Wypożyczamy samochód w Sixt (750 zł za 4 dni z pełnym ubezpieczeniem), dostajemy strasznie porysowanego Chevroleta i gdy już świtało to zajechaliśmy do hotelu. Tu nas zameldowali o 6 rano nie płacąc ani grosza za poprzednią noc. Super. Padamy jeszcze na kilka godzin i o 12 czasu lokalnego zbieramy się. Najpierw jedziemy do pobliskiego centrum handlowego na śniadanie i kupić podstawkę zamiast fotelika dla Konrada (koszt 2x tańszy niż wypożyczenie na lotnisku, a mamy na własność). Potem jedziemy do Garni i Geghard. W Garni po południu są już spore tłumy, ale świątynia mimo, że mała, robi mega wrażenie. Aż dziw bierze, że tak dobrze się zachowała (jest z I wieku N.E.). Okoliczne góry robią nie mniejsze wrażenie.

Po 30 minutach w Garni, jedziemy do Geghard. Tu świątynia jest większa, ale też w innym stylu i młodsza. Wrażenie robi również wspaniałe. Kręcimy się po jej zakamarkach oraz po okolicy. Góry tutaj też są super.

Wracamy do Erewania na wzgórze i spędzamy czas na wesołym miasteczku i jedząc obiad. Padniemy dziś dość wcześnie z powodu zerwanej poprzednio nocki. Jutro jedziemy na wschód.

16.4.2017, Szosa Transfogaraska, Braszów i Sighisoara, Rumunia

Wczoraj przy pięknej pogodzie pojechaliśmy na Szosę Transfogaraską słynącą z przepięknej drogi wijącej się serpentynami. Wiedziałem, że droga jest zamknięta, ale można dojechać do kolejki górskiej zabierającej na wysokość 2050 m npm do jeziora Balea. Z rana było mało ludzi więc czekaliśmy na zapełnienie się wagonika (minimum 10 osób). Zabraliśmy ciepłe ubrania dla Konrada i pojechaliśmy na górę. Droga zniknęła pod śniegiem i na górze po wysiadce było ogólnie mega dużo śniegu. Widoki na okoliczne szczyty cudowne, a jezioro Balea było jeszcze mocno zamarznięte. Pochodziliśmy tu po okolicznych domkach, zjedliśmy coś na lunch i pojeździliśmy skuterem śnieżnym po jeziorze - przednia zabawa.

Wczesnym popołudniem postanowiliśmy się zbierać na dół, bo też nasze letnie buty nie nadawały się do chodzenia po śniegu więc szybko przemokły. Ruszyliśmy w stronę Braszowa, to ponad 100km ale postanowiliśmy pojechać. Droga dość długa, bo sporo miejscowości jest po drodze, choć ruch niezbyt duży. Braszów robi wrażenie. Mówi się, że ma klimat podobny do Krakowa. Nad miastem góruje szczyt z napisem Brasov - ala Hollywood. Pokręciliśmy się trochę po mieście i po drodze z powrotem zajechaliśmy jeszcze do Rasnova, gdzie ponoć mieszkał w zamku Drakula. Zamek niedawno odnowiony i pięknie położony. Zamykali już go, więc dokładnie nie udało nam się zobaczyć, ale i tak warto było tutaj wpaść.

Dziś pojechaliśmy do Sighisoary. To 100km od Sybina. Z daleka widać mury i wieżę oraz kościół tego średniowiecznego grodu. Brukowane uliczki i kolorowe kamieniczki są całkiem fajne, ale rozczarowało mnie trochę, że miejscowi wszędzie w grodzie parkują samochody, które całkowicie psują klimat. Do kościołów trzeba płacić za wstępy niestety. Może lekkie rozczarowanie wynikało z tego, że dużo sobie po tym miasteczku obiecywałem. Obiektywnie trzeba przyznać, że jest niezłe, ale nie jakieś super. Wieczorkiem idziemy jeszcze pospacerować po Sybinie i jutro wracamy do Kluż i do Polski.

14.4.2017, Sybin, Rumunia

Rano ruszyliśmy do Wąwozu Turzii. Jechaliśmy trochę dziwnymi drogami i nawet gruntową, ale dotarliśmy. Pionowe skały wąwozu już z daleka robiły wrażenie. Jako jedyni na parkingu zostawiamy auto i idziemy na spacer. Mijamy po drodze 3 wiszące mosty i oglądamy nagie ściany wąwozu od środka. Jest bardzo ładnie. Godzinna wycieczka w 2 strony z naszym 5-latkiem nam wystarcza, choć są tu szlaki na kilka ładnych godzin. Jedziemy dalej do Rimetea. Ponoć ładna wioska w górach. Są tu dwa monastyry i kawałek białych domków w ładnej scenerii gór, ale aż tak wielkiego wrażenia nie robi. Potem próbujemy dostać się do kolejnego wąwozu, ale znowu chce mnie prowadzić po jakichś drogach gruntowych, a dookoła jest bardzo daleko. Konrad też zaczyna trochę pojękiwać, więc jedziemy prosto do Alba Iulia. Jemy pizzę, gdzie dziadek-kelner z jednym zębem pięknie mówi po angielsku i ruszamy na zwiedzanie. Alba Iulia słynie z pięknej i wielkiej fortecy. Mury dookoła to 20 minut pojazdem elektrycznym, który oczywiście bierzemy jako atrakcja dla dziecka. Mury naprawdę robią wrażenie. Potem idziemy do środka. Tu jeszcze piękniej - kościoły, uniwersytet i piękne zabudowania. Spędzamy trochę czasu i zbieramy się do Sybina.

Trochę się zdziwiłem, bo do Sybina prowadziła piękna autostrada i szybko dojechaliśmy. Z daleka już widać piękne, ośnieżone szczyty, do których pojedziemy jutro w trasę transfogaraską. W Sybinie meldujemy się w hotelu i idziemy na miasto. Zwiedzamy trochę pobieżnie, bo na głównym placu jest wesołe miasteczko, więc trochę nam schodzi ;). Idziemy jeszcze coś zjeść do niby niezłej restauracji, ale jedzenie było dość kiepskie. Po ciężkim dniu wracamy odpoczywać. Jutro szykuje się nam super pogoda. Mam nadzieję, że widoki będą piękne.

Archiwum
2017 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil