16.4.2017, Szosa Transfogaraska, Braszów i Sighisoara, Rumunia

Wczoraj przy pięknej pogodzie pojechaliśmy na Szosę Transfogaraską słynącą z przepięknej drogi wijącej się serpentynami. Wiedziałem, że droga jest zamknięta, ale można dojechać do kolejki górskiej zabierającej na wysokość 2050 m npm do jeziora Balea. Z rana było mało ludzi więc czekaliśmy na zapełnienie się wagonika (minimum 10 osób). Zabraliśmy ciepłe ubrania dla Konrada i pojechaliśmy na górę. Droga zniknęła pod śniegiem i na górze po wysiadce było ogólnie mega dużo śniegu. Widoki na okoliczne szczyty cudowne, a jezioro Balea było jeszcze mocno zamarznięte. Pochodziliśmy tu po okolicznych domkach, zjedliśmy coś na lunch i pojeździliśmy skuterem śnieżnym po jeziorze - przednia zabawa.

Wczesnym popołudniem postanowiliśmy się zbierać na dół, bo też nasze letnie buty nie nadawały się do chodzenia po śniegu więc szybko przemokły. Ruszyliśmy w stronę Braszowa, to ponad 100km ale postanowiliśmy pojechać. Droga dość długa, bo sporo miejscowości jest po drodze, choć ruch niezbyt duży. Braszów robi wrażenie. Mówi się, że ma klimat podobny do Krakowa. Nad miastem góruje szczyt z napisem Brasov - ala Hollywood. Pokręciliśmy się trochę po mieście i po drodze z powrotem zajechaliśmy jeszcze do Rasnova, gdzie ponoć mieszkał w zamku Drakula. Zamek niedawno odnowiony i pięknie położony. Zamykali już go, więc dokładnie nie udało nam się zobaczyć, ale i tak warto było tutaj wpaść.

Dziś pojechaliśmy do Sighisoary. To 100km od Sybina. Z daleka widać mury i wieżę oraz kościół tego średniowiecznego grodu. Brukowane uliczki i kolorowe kamieniczki są całkiem fajne, ale rozczarowało mnie trochę, że miejscowi wszędzie w grodzie parkują samochody, które całkowicie psują klimat. Do kościołów trzeba płacić za wstępy niestety. Może lekkie rozczarowanie wynikało z tego, że dużo sobie po tym miasteczku obiecywałem. Obiektywnie trzeba przyznać, że jest niezłe, ale nie jakieś super. Wieczorkiem idziemy jeszcze pospacerować po Sybinie i jutro wracamy do Kluż i do Polski.

14.4.2017, Sybin, Rumunia

Rano ruszyliśmy do Wąwozu Turzii. Jechaliśmy trochę dziwnymi drogami i nawet gruntową, ale dotarliśmy. Pionowe skały wąwozu już z daleka robiły wrażenie. Jako jedyni na parkingu zostawiamy auto i idziemy na spacer. Mijamy po drodze 3 wiszące mosty i oglądamy nagie ściany wąwozu od środka. Jest bardzo ładnie. Godzinna wycieczka w 2 strony z naszym 5-latkiem nam wystarcza, choć są tu szlaki na kilka ładnych godzin. Jedziemy dalej do Rimetea. Ponoć ładna wioska w górach. Są tu dwa monastyry i kawałek białych domków w ładnej scenerii gór, ale aż tak wielkiego wrażenia nie robi. Potem próbujemy dostać się do kolejnego wąwozu, ale znowu chce mnie prowadzić po jakichś drogach gruntowych, a dookoła jest bardzo daleko. Konrad też zaczyna trochę pojękiwać, więc jedziemy prosto do Alba Iulia. Jemy pizzę, gdzie dziadek-kelner z jednym zębem pięknie mówi po angielsku i ruszamy na zwiedzanie. Alba Iulia słynie z pięknej i wielkiej fortecy. Mury dookoła to 20 minut pojazdem elektrycznym, który oczywiście bierzemy jako atrakcja dla dziecka. Mury naprawdę robią wrażenie. Potem idziemy do środka. Tu jeszcze piękniej - kościoły, uniwersytet i piękne zabudowania. Spędzamy trochę czasu i zbieramy się do Sybina.

Trochę się zdziwiłem, bo do Sybina prowadziła piękna autostrada i szybko dojechaliśmy. Z daleka już widać piękne, ośnieżone szczyty, do których pojedziemy jutro w trasę transfogaraską. W Sybinie meldujemy się w hotelu i idziemy na miasto. Zwiedzamy trochę pobieżnie, bo na głównym placu jest wesołe miasteczko, więc trochę nam schodzi ;). Idziemy jeszcze coś zjeść do niby niezłej restauracji, ale jedzenie było dość kiepskie. Po ciężkim dniu wracamy odpoczywać. Jutro szykuje się nam super pogoda. Mam nadzieję, że widoki będą piękne.

13.4.2017, Kluż-Napoca, Rumunia

Po 5 dniach powrotu z Mumbaju, czas na kolejną podróż. Zamiast spędzać święta za stołem to lecimy do Rumunii. LOT otworzył niedawno połączenie do Kluż-Napoki, a Transylwania zawsze nas ciekawiła. Dolecieliśmy więc sprawnie w 1h20min i na lotnisku czekał na nas przedstawiciel KlassWagen z lokalnej wypożyczalni samochodów. Dostaliśmy nowego (66km) Forda Focusa kombi automat. Samochód niby nowy, ale w schowku była skórka po bananie, a zbiornika paliwa kompletnie pusty, mimo umowy pełny-pełny. Po zatankowaniu, samochód też pokazał, że engine service jest potrzebny, ale po powrocie do wypożyczalni pan powiedział by z tym jeździć. Jedziemy do hotelu, zrzucamy graty i wracamy do centrum coś zjeść i pozwiedzać. Na nieszczęście zaczyna kropić i po obiedzie niestety nie przechodzi. Kręcimy się jeszcze trochę w kroplach deszczu - zwiedzamy centrum z kościołami i teatrem i jednak wracamy. Po dotarciu do hotelu oczywiście się wypogadza, ale szybko idziemy spać, bo jutro spory program po górach.

18.3.2017, Sofia

W najmilszym poniedziałku LOT kupiłem bilet za 7k mil do Sofii dla Konrada i mnie. Już dawno temu chciałem tam polecieć i takiej okazji nie mogłem puścić. Niestety udało się wygospodarować tylko 2 dni, ale lepsze to niż wcale.

Lot zleciał szybko a z lotniska za jedyne 15 lewa dojechaliśmy do zarezerwowanego za pinkty Park Inn. Na miejscu z uwagi na dziecko dostajemy jeszcze upgrade do apartamentu. Dokupuję śniadania po 8 euro i rozkoszujemy się widokiem na wielką górę Vitosha rozpościerającą się zaraz za miastem. W piątek odbiera nas Dimitar z mojego zespołu i jedziemy do Bielogradczika. Droga wiedzie przez góry i śnieg i po 2.5h prawie dojeżdżamy na miejsce gdy nagle słyszymy bum i zachlapała nam się szyba. Okazało się że pękł przewód od chłodnicy. Nie wróżyło to dobrze. Cudem dojechaliśmy do warsztatu gdzie zostawiliśmy samochód ale na części trzeba czekać do jutra. Dowiadujemy się o pociąg i idziemy zwiedzać zamek położony wśród ostańców skalnych. Widoki robią mega wrażenie. Wspinamy się na szczyt, a potem idziemy ścieżką przez godzinę dookoła podziwiając te wspaniałe ostańce skalne.

Powrót to 3.5h w pociągu i dopiero na 22.30 w hotelu. Oznaczało to rezygnację z zobaczenia dziś monastiru rilskiego, więc pochodziliśmy po centrum Sofii. Centrum jest całkiem ładne i stoi kościołami. Niektóre mają po 1500 lat. Chcieliśmy jeszcze wjechać kolejką na górę Vitosha, ale już było mało czasu i zabrałem Konrada na zabawy w centrum handlowym.

5.3.2017, Kazimierz Dolny

Wychowawszy się w Lublinie, Kazimierz Dolny znałem oczywiście od poszewki. Pamiętam jeszcze czasy jak tam prawie w ogóle nie było turystów. Podczas liceum, studiów wielokrotnie tam wracałem, a potem nastąpiła spora przerwa. W sobotę odstawiając Konrada do teściów, miałem 2h wolnego przed zachodem słońca i nowy sprzęt foto w torbie. Postanowiłem zatem wrócić do Kazimierza i pstryknąć kilka fotek nowymi obiektywami.

Pierwszy piękny weekend po zimie przyniósł 16 stopni i piękne słońce. Pojechałem najpierw do wąwozu lessowego Korzeniowy Dół, gdzie podziwiałem walkę natury - odsłonięte korzenie drzew wiszące na ścianach wąwozu. Super miejsce. Następnie spacerkiem przeszedłem się dookoła rynku, gdzie było już sporo rozstawionych stolików. Spragnieni słońca ludzie zażywali kąpieli słonecznych. Następnie ruszyłem na zamek i do baszty. Niestety oba obiekty otwarte były tylko do 16, więc pooglądałem z zewnątrz.

Kolejny punkt to Góra Trzech Krzyży, gdzie nawet nie było dużego tłumu i udało mi się uchwycić je bez żadnych ludzi. Widok stąd na miasteczko i Wisłę jest super, choć jeszcze jest trochę za wcześnie i nie ma kwitnącej roślinności. Spaceruję jeszcze na Mały Rynek oraz nad Wisłę oglądając zachód słońca. W tak krótkim czasie nie udało mi się oczywiście zobaczyć wszystkich atrakcji, ale dobre i tyle. Trzeba tu będzie wrócić we trójkę i zahaczyć jeszcze o Nałęczów.

A za 10 dni Bułgaria :-). Kupiłem bilety za mile w najmilszym poniedziałku i zabieram Konrada. Będzie męski wyjazd.

Archiwum
2017 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil