13.6.2019, Carcassone i Barcelona

W niedzielę poleciałem do Barcelony. Na lotnisku spotkałem się z Januszem, który od 9 miesięcy jest w podróży dookoła świata. Ostatni raz widzieliśmy się ponad 10 lat temu. Wypożyczam samochód (10 euro za niecałe 2 dni!) i jedziemy w kierunki Llivi. Llivia to mała hiszpańska enklawa we Francji, niedaleko Andory. Znajduje się tam stary kościół (ale zamknięty) i kiedyś była najstarsza apteka na świecie. Próbujemy coś tu zjeść, ale kuchnie w knajpach otwierają dopiero o 19. Jedziemy do Andory. Ja już byłem, a Janusz chciał tam zajechać, żeby postawić nogę. Zatrzymujemy się w pierwszej miejscowości pełnej sklepów. Idziemy na jedzenie i ruszamy w stronę Carcassonne. Dojeżdżamy późnym wieczorem i idziemy spać.

Rano zwiedzamy średniowieczny gród Carcassone. Mury i stare miasto są imponujące. Na szczęście w poniedziałek rano prawie nikogo nie ma i w spokoju możemy sobie obejrzeć. Schodzimy potem na dół i zwiedzamy jeszcze stary most. Następnie ruszamy do Narbony. Tu jest słynny pałac arcybiskupa i katedra. Spacerujemy trochę i jedziemy do Beziers. To ponoć najbardziej niedoceniane średniowieczne miasto w okolicy. Faktycznie, katedra na wzgórzu jest fajna, ale jakoś nie robi aż takiego wrażenia. Fajny natomiast jest akwedukt z płynącą po nim wodą, ponad tutejszą rzeką. Pierwszy raz w życiu widzę rzekę nad rzeką. Odprowadzam Janusza na pociąg i ruszam 300 km do Barcelony.

Mam 2 dni służbowe na miejscu. Pierwszy dzień cały czas padało i było zimno. Drugiego dnia zrobiliśmy sobie spacer przez domy Gaudiego do Placu Katalonii i dalej po La Ramblii. Tłumy są, ale nie aż tak duże. Niestety do Parku Gaudiego i Sagrady Familii nie można się dostać bez kupienia biletów wcześniej przez internet, więc odpuszczam tę atrakcję.

3.5.2019, okolice Baku, Azerbejdżan

Ostatni dzień spędziliśmy w okolicach Baku. Mieliśmy wynajęty samochód i najpierw pojechaliśmy na płonącą górę Yanar Dag. Roboty tu pełną parą. Będzie prawdziwa cepelia, trybuny, itp. Kasa jest już postawiona, ale nieczynna i ochroniarz chciał kasę. Na pytanie o wystawienie biletu, spasował. Sama płonąca góra jest bardzo mała, ale ciekawe przeżycie i warto tu podjechać. Potem pojechaliśmy do Markadan zobaczyć kwadratową basztę. Robi wrażenie i położona jest ukryta pośród plątaniny starych uliczek. Niestety okolica zaniedbana i sama baszta jest zamknięta. Jedziemy dalej na kraniec Półwyspu Apszerońskiego do parku narodowego. Zastajemy pana ze wszystkimi złotymi zębami, który mówi coś po azersku i nie wpuszcza nas za bramę. Cóż, wracamy na lunch do Baku.

Po południu ruszamy do Qobustanu, obejrzeć rysunki naskalne. Po drodze mijamy infrastrukturę naftową. Poza Baku widać już także biedę i ciągle Ładę jako główny samochód. W skałach parku oglądam kilka rysunków naskalnych, podobnych do tych, co widzieliśmy w Jordanii i można spotkać też np. na Saharze. Dużo tego nie ma, ale okolica z wielkimi kamieniami jest bardzo ładna. Potem jedziemy na błotne wulkany. Droga jest fatalna, ale dajemy radę. Wulkany nie mają żadnej infrastruktury. Są dość małe i każdy może wejść wszędzie. Błotko trochę bulgocze, ale jest zimne i o dziwo nie śmierdzi żadną siarką. Na wieczór wracamy do Baku, skąd o 4:20 nad ranem mamy wylot do Polski.

2.5.2019, Nachiczewan, Azerbejdżan

Z zakupem biletów do Nachiczewanu zwlekałem do ostatniej chwili, bo ceny są stałe czy się kupi na dzień czy na rok przed wylotem (70 manatów dla obcokrajowców). W końcu jak zabrałem się za kupienie to na poranny lot został tylko jeden bilet. Kupiłem więc na 13 i powrót o 20:40. W godzinę dolecieliśmy na miejsce i z lotniska wzięliśmy taksówkarza, żeby nas zawiózł do Ashabi Kahf. Jest to starożytne miejsce w górach, gdzie w rozpadlinach skalnych mieszkali kiedyś ludzie. Ogólnie miejsce dość ładne, ale jest bardzo stromo :-).

Jedziemy potem do centrum, trochę pospacerować. Miasto wygląda o 3 numery za duże - szerokie ulice, bulwary, ładne budynki, a samochodów i ludzi bardzo mało. W dali widać ośnieżone góry, bardzo ładne położenie.

Na wieczór idziemy do cytadeli i repliki Arki Noego, którego grób ponoć tutaj jest. Cytadela tak jest odnowiona, jakby była postawiona od zera. Obok jest kilka knajp. Umówiliśmy się tu z Pawłem, którego znałem z forów podróżniczych, który akurat podróżował także po Azerbejdżanie. Po dobrej kolacji wróciliśmy o 22 do Baku.

1.5.2019, Baku, Azerbejdżan

Bilety na weekend majowy ukraińskimi liniami kupiliśmy jeszcze w sierpniu zeszłego roku korzystając z taryfy First Minute, dzięki czemu można było kupić bilety poniżej 600 zł. Linie jak linie, podobne do tanich, ale punktualne i trochę więcej miejsca na nogi. Samoloty latały jednak totalnie pełne.

W Baku wylądowaliśmy o 1:20 w nocy i odebrano nas z hotelu. Dostaliśmy ładny pokój, ale niestety klima dobrze nie działała. Po porządnym wyspaniu się, ruszyliśmy do miasta. Na pierwszy ogień poszło centum Heydara Alieva. Jest to fantastyczny budynek o finezyjnych kształtach autorstwa Zahy Hahid. Spędzamy tu sporo czasu, także na okolicznych wodospadach i trawnikach. Potem podjeżdżamy na bulwar. Wszędzie widać znaki zakończonego 2 dni temu Grand Prix Formuły 1. Bulwar ma świetny widok na tutejszą zatokę oraz słynne 3 Flame Towers. Idziemy na piechotę do starego miasta. Jest ono odnowione i robi świetne wrażenie. Słyszałem, że kilkanaście lat temu większość starych budynków została wyburzona i zastąpiona nowymi. Widać, że wszystko jest lśniące i czyściutkie.

Spotykamy Polaków z dzieciakami i razem zwiedzamy Pałac Szacha. Idziemy potem do Dziewiczej Wieży i po całym dniu wracamy zmęczeni do hotelu.

22.4.2019, Cinque Terre, Włochy

Po wieczornym zwiedzeniu Aosty, rano ruszyliśmy w stronę Ligurii. Pierwszy przystanek to malownicze miasteczko Ivrea, gdzie podziwialiśmy senność małej włoskiej mieściny. Następne ruszyliśmy do Turynu. Od razu rzuca się w oczy duże i brudne miasto. Jest sporo zabytków i je obchodzimy, ale nie wygląda to wszystko zbyt estetycznie. Przede wszystkim wszędzie walają się śmiecie i śmierdzi. Szybko więc zabraliśmy się do Genui. Tu nas znowu zaskoczył ogrom tłumów, pewnie z przycumowanego wycieczkowca na kilka tysięcy osób. Robimy spacer po porcie, jemy świetny lunch i jedziemy do Portofino.

Portofino to malownicza zatoka, gdzie dość trudno jest dojechać. Nastaliśmy się w korkach zanim tam dojechaliśmy. Zatoczka ładna, ale z butów nie wyrywa. Robimy spacer do zameczku, ale jest zamknięty. Wracamy znowu w korkach na nocleg.

Ostatniego dnia czas na Cinque Terre. Nie wiedziałem jak się zabrać za zwiedzanie. Po długiej jeździe serpentynami dojeżdżamy do Vernazza. Zwiedzamy tę malowniczą miejscowość i widzimy pociąg. Jeździ tu co chwilę i obsługuje miejscowości. Wsiadamy więc za 4 euro i w 2 minuty jesteśmy w Manarola. Jest to najsłynniejsza miejscowość z kolorowymi domkami przyklejonymi do klifów. Robimy najpierw spacer na jedną stronę, a potem postanawiamy iść w drugą do Riomaggiore. Niestety szlak wzdłuż wybrzeża jest zamknięty. Idziemy więc przez góry. Niby tylko kilometr, ale idzie się prawie pionowo w górę i potem w dół. Schodzi nam prawie godzinę. Z Riomaggiore wróciliśmy pociągiem. W Vernazza był już ogromny tłum ludzi. Jemy jeszcze lunch i jedziemy 3.5h do Bergamo. Ostatki wolnego czasu spędzamy na kolacji na starówce przepięknego Bergamo.

Archiwum
2019 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil