1.10.2019, Mexico City

Kilka dni przerwy i znów w podróży. Lecąc służbowo do Leon w Meksyku, postanowiłem polecieć wcześniej 2 dni i objeździć okolice Mexico City. Plan był chytry, bo chciałem wziąć nocny samolot Lufthansy z 40 minutową przesiadką w Monachium, ale nasz kochany LOT znowu się niestety spóźnił i wyłożył cały plan... Widząc spóźnienie, nawet nie leciałem do Monachium, tylko przebookowałem na następny dzień przez Frankfurt i wziąłem nockę w nowym lotniskowym hotelu Reinessance.

Po kolacji, nocy i śniadaniu na koszt LOT, o 9:50 miałem odlot tym razem Lufthansą. Niemiecki ordnung przywiózł mnie o czasie do MEX, choć nawet pomimo premium economy, przelot 11h strasznie się dłużył. Szybko wynająłem samochód i akurat jak zapadał zmrok zamedowałem się w hotelu. 15$ za ładny pokój. Wieczorem wyszedłem jeszcze na spacer zjeść coś na ulicy. Nie takie to miasto straszne.

Zmiana czasu dała o sobie znać. Biorąc także pod uwagę mój o 1 dzień skrócony czas, postanawiam wyjechać przed 6 rano w stronę stanu Morelos, czyli na południe. Ruch w stolicy jest już spory, potem wyjeżdżam na autostradę i na dzień dobry płacę prawie 25 zł opłaty. Wspinam się na 3100 m npm i niestety zaczyna padać deszcz. Leje tak aż do Xochicalco, gdzie jestem o 8 rano. Ruiny wpisane na listę Unesco otwierają dopiero o 9, ale łatwo jest przeskoczyć przez murek, co też czynię. W deszczu zwiedzam góra 10 minut i wracam do samochodu. Całkiem fajne ruiny. Następnie jadę do Atlatlahucan, gdzie miał być jeden ze starych kościołow też z listy Unesco. Kościół ładny i otoczony murami, niestety też wszystko zamknięte na 4 spusty... Jadę więc dalej, tym razem do Akweduktu del Padre Tembleque. Ten prezentuje się super i nikogo tu nie ma. Robię trochę zdjęć i jadę do głównej atrakcji dnia czyli Teotihuacan. Teraz zamiast deszczu świeci mocno słońce. Teotihuacan robi wrażenie - są dwie piramidy - Słońca i Księżyca. Na tą pierwszą, wyższą wchodzę i podziwiam widoki z góry. Potem jeszcze spacer do Piramidy Księżyca i trochę odpoczynku.

Miałem jeszcze 2h wolnego więc postanowiłem wjechać do centrum stolicy. Zahaczam o Bazylikę Matki Bożej z Guadalupe, ale średnio mi się podoba. Potem w korkach dojeżdżam do głównego placu, ale z braku miejsc do parkowania i ogromnych korków, stwierdzam, że tylko pooglądam z samochodu i wrócę na lotnisko. Myślę, że jeszcze będzie okazja tu wrócić, ale wtedy trzeba podjechać metrem.

Kolejne dni to część służbowa w Leon.

23.9.2019, Machaczkała, Rosja

Ostatni dzień w Południowej Osetii zaczęliśmy od spaceru po mieście. Jest tu ładny park i kościółek ormiański przerobiony na ortodoksyjny. Poza tym niezły syf i bród. O 10 jedziemy jeszcze po pieczątki do paszportu, których j akurat nie biorę i jedziemy w stronę granicy na piknik. Zatrzymujemy się 2 wioski przed granicą i spędzamy tu trochę czasu na pogaduchy i jedzenie. Niestety zimno nas wygania co i było dobre bo dzisiaj chcieliśmy jeszcze dojechać do Groznego. Granice znowu zajęły nam mnóstwo czasu. We Władykaukazie byliśmy dopiero przed 18 i mieliśmy dylemat. Dwie osoby pojechały do szkoły w Biesłanie, którą też chciałem zobaczyć, ale w ostateczności odpuściłem. Szkoda, że nie widzieliśmy pierwszego dnia. Jadę dalej z Wojtkiem. Łapiemy taksówkę do Groznego i dojeżdżamy o 20. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę w Nazraniu.

Robimy wycieczkę Grozny by night. Tutejszy meczet oraz wieżowce w city robią wrażenie szczególnie podświetlone nocą. City jest ogrodzone i szczelnie pilnowane. Okolice też są super zagospodarowane i widać, że Putin po prostu kupił Czeczeńców. Nawet główna ulica jest jego imienia. Rano odwiedzamy jeszcze pamiętniki wojny i jedziemy na dworzec na busa do Machaczkały. Tu spotykamy Pawła Krzyka, Polaka który odwiedził wszystkie kraje świata.

Jedziemy razem do Derbentu. Kawał drogi ale warto. Jest tu cytadela z 8 wieku i stare miasto. Zabudowane to oczywiście bez ładu w sowiecki sposób ale klimat jest. Jedziemy na lotnisko na wieczorny samolot do Moskwy. Nocka na lotnisku i przez Sztokholm wracam do Warszawy.

21.9.2019, Cchinwali, Południowa Osetia

Rano spotykam się w hotelu Vladikavkaz z grupą zagorzałych podróżników i ruszamy w stronę Biesłanu. Towarzystwo międzynarodowe, kilku z nich widziało wszystkie kraje świata, a reszcie jest do tego niedaleko. Jeden Francuz był nawet na obu biegunach. Rozmawiają często o takich destynacjach, że nawet osoby, które są mocno w temacie to mogą mieć problemy ze wskazaniem gdzie to jest.

Dojeżdżamy do Biesłanu i zatrzymujemy się przy cmentarzu ofiar masakry z 2004 roku. Ponad 300 osób, większość dzieci, jest tu pochowanych. Jest piękny pomnik symbolizujący dzieci-aniołki. Spędzamy tu sporo czasu, bo czekamy aż przyleci mój polski kolega. Chciałem jeszcze jechać do szkoły, ale nie udało się przekonać naszego osetyjskiego kierowcę. Czekamy jeszcze na dwóch innych dolatujących i jedziemy w końcu w stronę Cchinwali.

Po drodze świetne widoki. Na granicy Rosjanie sporo nas trzepią. Chcieli dużo informacji osobistych o każdym z nas. Za tunelem rozpoczyna się już Osetia Południowa. Tu obyło się bez pytań bo byliśmy na oficjalne zaproszenie, ale i tak zeszło się sporo. Do stolicy dojeżdżamy sporo po zmroku i idziemy na kolację do najlepszej restauracji w mieście. Jedzenie bardzo dobre.

W Dzień Republiki, z rana zwiedzamy trochę miasto, a potem oglądamy paradę. Zebrali tu całe wojsko, ciężarówki wojskowe, wyrzutnie rakietowe. Wiele z nich jest rosyjskich. Jest też przemówienie prezydenta, który zachwala Rosję i narzeka na Gruzję. Po paradzie wszyscy idą do parku, gdzie można popróbować lokalnych potraw oraz obejrzeć pokazy taneczne i muzyczne. Ogólnie jest super, do czasu kiedy Amerykanin z naszej grupy nie wpadł na durny pomysł, żeby dać kaczkę prezydentowi i zrobić sobie z nim i nią zdjęcie. To taka kaczka, której robi zdjęcia w różnych miejscach na świecie. Pech chciał, że taka kaczka to symbol opozycji w Rosji..., czego nikt z nas nie był świadomy. Zabrali nas na 4h do ichniejszego KGB na przeglądanie wszystkich zdjęć. Amerykanin musiał przepraszać w lokalnej telewizji a nas puszczono. Jeszcze krótkie zwiedzanie i wieczór spędziliśmy na długiej kolacji rozmawiając o różnych ciekawych podróżach.

18.9.2019, Władykaukaz, Rosja

Operacja Południowa Osetia rozpoczęta! Wczoraj z przygodami doleciałem do Moskwy. Jak mój Embraer 195 LOTu kołował to nagle wszystko zgasło i zabrakło prądu. Okazało się, że jest awaria akumulatora uruchamiającego silniki. Przez to wylecieliśmy godzinę po czasie i oczywiście w Moskwie przed lądowaniem nas przytrzymali w powietrzu bo straciliśmy slot. Mój czas w Moskwie drastycznie się skrócił, a do tego jadąc autobusem z lotniska do metra wpadliśmy w straszne korki. Metro jednak działało szybko i postanowiłem jednak wyskoczyć na 20 minut na Plac Czerwony. Nie byłem w Moskwie 12 lat i nie miałem dobrych zdjęć stamtąd. Plac jest piękny. Obskoczyłem dookoła i zabrałem się na stację Sportiwnaja by zobaczyć jeszcze Monastyr Nowodiewiczy. Ten jednak jest w totalnym remoncie i zamknięty więc nie pozostało mi nic jak wrócić do metra i pojechać na Vnukovo

Tanimi liniami doleciałem do Mineralnych Wód, gdzie o północy zameldowałem się w hotelu. 3* Hotel Kaukaz za 22$ ze śniadaniem, cena naprawdę super. Rano zwiedziłem trochę centrum, choć tu dużo nie ma poza popiersiem Karola Marksa. Jeszcze piękna cerkiew po drodze i na dworcu autobusowym złapałem marszrutkę do Nalczyka.

W Nalczyku wsiadłem w pierwszy lepszy miejski autobus myśląc, że dojadę do centrum. Ten jednak krążył i musiałem wysiąść. Przeszedłem pieszo do głównej ulicy i wsiadłem w trolejbus. Ten też niestety skręcił i koniec końców doszedłem pieszo do interesującej mnie atrakcji, czyli wyciągu na górę. Ten jednak nie działał... Przynajmniej było dobre espresso w kafejce obok. Pochodziłem trochę po parku i ruszyłem z powrotem. Udało mi się złapać marszrutkę do Władykaukazu. Po drodze mijaliśmy sporo kontroli drogowych, ale nas nikt nie zatrzymał. Na miejscu znowu wsiadłem w ciemno w busika ale tym razem miałem więcej szczęścia bo dojechałem prawie pod hotel. Dziś śpię trochę drożej, bo za jakieś 27$, ale pokój większy i w kamienicy z czasów imperialnej Rosji. Dużo w mieście nie ma do zobaczenia, ale widok an góry i Kazbeg jest przedni. Jutro ruszam do Południowej Osetii.

16.8.2019, Poprad, Słowacja

Z Timisoary ruszyliśmy do Debreczyna na Węgrzech. Niby niedaleko, ale straszny ruch samochodów i korki wydłużyły tę podróż. Po zameldowaniu się w hotelu postanowiliśmy od razu jechać na baseny w Hajduszoboszlo. Były ku temu dwa powody: jeden to 37 stopni, a drugi to jutrzejszy deszczowy dzień z temperaturą 19. Wejście na baseny to prawie 100 zł dla naszej trójki. W środku masakryczna ilość ludzi. Zapłaciliśmy kolejne 75 zł za wejście do aquaparku, gdzie jest dużo zjeżdżalni. Kolejki wszędzie, ale udało się kilka razy zjechać. W parku jest pełno Polaków. Rozłożyliśmy się obok jednej rodzinki. Mieli swoją lodówkę z zapasem rzeczy z polskiego dyskontu, nawet polskie napoje mieli :).

Kolejny dzień niestety zgodnie z zapowiedziami w deszczu. Zajeżdżamy z powrotem na baseny bo rano jeszcze nie padało, ale po dotarciu zaczęło. Masa ludzi szła na baseny, ale na krytą część. Nie chciało mi się stać w tej kolejce i pewnie w środku byłoby dużo gorzej niż wczoraj. Trochę zabijamy czasu w Debreczynie, ale myślałem, że to ładniejsze miasto. Późnym popołudniem robimy jeszcze duży spacer i kolejnego dnia zbieramy się w stronę Słowacji.

Najpierw jednak jedziemy do Tokaju, czyli słynnego zagłębia winnego na Węgrzech. Jest to małe urokliwe miasteczko u podnóża wygasłego wulkanu. Ogólnie ładne wrażenie. Siadamy na kawę, lampkę wina, kupujemy kilka butelek w sklepie i jedziemy do Koszyc. Zjadamy tu obiad w centrum handlowym i idziemy na spacer głównym deptakiem. Tutejsza katedra jest przepiękna. Ostatni punkt do zwiedzania do zamek Spissky Hrad. Z daleka, z autostrady prezentuje się super. Wejście dla 3 osób to niestety aż 19 euro, ale decydujemy się wejść. W środku niestety prawie wszystko w remoncie, więc nie można zrobić prawie żadnych ujęć tego zamku. Trochę szkoda kasy było. Na wieczór dojeżdżamy do Popradu, gdzie mamy hotel aż za 57 euro, za warunki, gdzie w poprzednich krajach płaciliśmy połowę tego. Gdzie te czasy, kiedy Słowacja była tania...

Archiwum
2019 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil