1.11.2009, San Francisco
16h lotu i jestem, ale nie obylo sie bez przygod. W Wawie czekalismy 15 min na to by jakis skosny zdazyl porobic zakupy w wolnoclowej. Z rana takze wszystko oblodzone wiec musieli polewac skrzydla samolotu. W koncu wylecielismy pol godziny spoznieni. Przynajmniej sniadanko dobre w samolocie, choc z napojow tylko kawa, herbata lub woda. W Paryzu ladujemy o dziwo o czasie, ale az 10 min zajmuje kolowanie. Samolot nie podchodzi do rekawa i nagle dowiadujemy sie, ze obsluga nie podstawi schodow bo strajkuje! Laskawie podstawili o 10, a 40 min pozniej moj samolot do San Francisco mial odlatywac. Czytajac wczesniej o lotnisku CDG bylem juz pewny, ze nie zdaze. Wychodzac z samolotu zobaczylem, ze za mna stoi Katarzyna Figura. Okazuje sie, ze ona tez leci do San Francisco i w klasie ekonomicznej.
Jak wysiadlem z autobusu to zaczalem biec do terminala 2E. Przy kontroli paszportowej wyblagalem goscia by mnie puscil do biznesu i jedna kolejke ominalem. Druga do kontroli bagazowej byla wieksza, no i rzesza Amerykanow, ktorym sie nie spieszylo. W koncu o 10.30 dobiegam pod bramke, zeby zobaczyc, ze samolot i tak jest opozniony. A opozniony jest bo oczywiscie strajk i zaloga odmowila zaladowania samolotu. Po 1h 45m spoznienia odlatujemy. Nawet te 11h lotu bezposredniego jakos mi zlecialo. Jedzenie, film, drzemka, film, jedzenie i przelecialo. Kontrola imigracyjna przebiegla szybciutko, a oficer zagadal o Lublinie i Solidarnosci, szok!
Metro do centrum az 8,1 dolca i wysiadlem przy Powell street. Pierwsze wrazenie zajebiste! Od razu widok na stare tramwaje jezdzace pod gore ta ulica. Mnostwo zebrakow i innych probujacych jakos zarobic. Przeszedlem sie te 20 min z buta zameldowac sie do hostelu. Wyrzucilem troche rzeczy z plecaka i wrocilem robic zdjecia. Niestety juz po 17 robi sie ciemnawo, ale przejazdzka tramwajem, mimo, ze to az 5 dolcow to nie moglem sobie odmowic. W hostelu w koncu prysznic, posluchanie stekajacej pary idac korytarzem do pokoju i moge skorzystac z darmowego wifi.
Jutro Golden Gate, China Town i moze Alcatraz.
2.11.2009, San Francisco
Spanie w dormach ma jeden plus - cena i kilka minusów. Ten, w którym jestem kosztuje jakieś 20$ za łóżko w pokoju 4 osobowym. Pościel czyściutka i codziennie sprzątają. Łazienka bardzo czysta, aż szok, że tak czysta jak na hostel. Sporo pokojów jest wolnych, ale niestety jak meldują to przydzielają do mieszkających już osób. W ten sposób poprzedniej nocy pokój był pełny. Poszedłem spać ok. 21, ale w nocy jeszcze inni wracali z miasta i mnie budzili. Zaletą tego hostelu jest też darmowe wi-fi i 15 minut z buta do centrum downtown.
Jet lag zawsze daje się we znaki, więc po 6 już wstałem i zacząłem zbierać się do wyjścia. 6.45 już śmigałem w okolicach China Town. Miasto było jeszcze przykryte mgłą, ale piękne niebo wskazywało, że dziś będzie gorąco. Nie mogłem znaleźć nic otwartego by zjeść śniadanie, więc zadowoliłem się muffinem z chińskiego sklepu. China Town różni się tym od pozostałych części miasta, że napisy są dwujęzyczne oraz że jest kilka sklepów typowo chińskich, podobnie jak i knajp.
Mgła zaczęła ustępować więc zszedłem nad nadbrzeże. Usłyszałem dziwne dźwięki i przeszedłem do Pier 39, gdzie moim oczom ukazały się setki wylegujących się lwów morskich. Przedni widok. Na początku ciężko przyzwyczaić się do smrodu, ale potem już daje radę. Nie wiedziałem, że te stworzenia tak walczą ze sobą i tak głośno krzyczą.
Obok z Pieru 41 odpływają promy na wyspę Alcatraz, ale musiałem się tylko zadowolić widokiem na wyspę, bo dziś niedziela i wszystko pozamykane na 4 spusty. Powoli zacząłem iść w stronę Golden Gate. Kawał drogi, ale i tak nie miałem co robić i było wcześnie rano. Zrobiło się już ciepło. Doszedłem do miejsca, gdzie biegli maratończycy, jakiś pół-maraton się tu odbywał. W końcu moim oczom ukazał się most. Piękny. Postanowiłem do niego dojść, w końcu przyjechałem do San Francisco by przejechać się tramwajem po Powell Street i przejść Golden Gate. Szedłem i szedłem ze 2h - kawał drogi. Natomiast sama droga ładna nad morzem, w morzu nurkują pelikany i pływają lwy morskie. W końcu doszedłem - most z bliska robi niezłe wrażenie, a jak sie na niego wejdzie i zobaczy te przęsła to jeszcze większe. Straszny ruch na tym moście, więc zbyt długo w hałasie wytrzymać nie można.
Wróciłem na początek mostu i złapałem autobus do centrum. Zjadłem niezłe burito w meksykańskiej knajpie i wróciłem do hostelu trochę odpocząć. Po południu byłem jeszcze połazić po dzielnicy finansowej i po pozostałej części downtown. W sumie niezły klimat jest w tym San Francisco, dużo bardziej pozytywne wrażenie na mnie zrobił niż Chicago. Zobaczymy jak będzie za kilka dni w Nowym Jorku i Waszyngtonie.
Tymczasem jutro o 12 mam samolot do Fargo, gdzie spędzę 3 dni na spotkaniach służbowych.
4.11.2009, Fargo
Po 4,5h lotu z przesiadka w Minneapolis wylądowałem w Fargo. Mały szok termiczny z 20 do zera stopni ;-). Dziś już drugi dzień trwa spotkanie służbowe i nawet nie ma czasu wyjść nigdzie. Schemat to hotel - biuro - restauracja - hotel. Dziś pewnie podobnie, a jutro o 5 rano mam odlot do Nowego Jorku. Mam nadzieje, że będzie trochę cieplej ;-)
6.11.2009, Nowy Jork
Pobudka 3.40, taksówka o 4, a o 5 odlot do Minneapolis jednym z moich ulubionych samolotów czyli Embraer 175. Szybka przesiadka i już siedziałem w Airbusie A319 do Nowego Jorku. Tylko 2h lotu i lądujemy na JFK. Przeogromne lotnisko, chyba z 8 terminali. AirTrain za 5$ zabiera do metra i potem godzinka w metrze do dolnego Manhattanu. Wysiadłem przy budowie nowego World Trade Center. Budowa jak budowa, obok kilka innych, a oprócz wysokich budynków nic ciekawego nie widać. Poszedłem na Wall Street ale jakoś mnie nie zachwyciło. No to poszedłem nad rdzewiejący Brooklyn Bridge - może być. Potem trochę chodziłem zygzakiem, aż w końcu na północ Broadwayem. Odwiedziłem kilka sklepów, m.in. wszedzie Levisy 501 za 30$, w Polsce grubo ponad 250zł. Jako, że mało spałem to szybko się zmęczyłem tym spacerem i na 14 ulicy wsiadłem w metro do hostelu. Wysiadłem na 125tej, a tu sami czarni. Schowałem aparat, Harlem nie wydawał się najbezpieczniejszy. 10 minut spacerkiem i wylądowałem w jednym z tańszych miejsc w mieście do spania. Przynajmniej wyczytałem przed rezerwacja, że tu jest najczyściej z tanich miejsc i nie ma żadnych robali - poczytajcie recenzje przed rezerwacja najtanszych miejsc w mieście. Szybko zapadł zmrok, a ja wychodzić nie zamierzam ;-), na szczęście jest darmowe wi-fi.
Na razie Nowy Jork mnie rozczarował, jutro obejrze Central Park i okolice Times Square, ponoć dużo ciekawsze. Wieczorem już odlot do Waszyngtonu.
9.11.2009, Warszawa
Już w domu, ale po kolei. Drugiego dnia w Nowym Jorku podjechałem metrem na ulicę, gdzie poprzedniego dnia skończyłem zwiedzanie. Najpierw poszedłem na 23cia zobaczyć Flatiron - zajebisty budynek. Chyba najładniejsza rzecz w Nowym Jorku jaką widziałem ;-). Potem poszedłem na Times Square i oberzałem dzielnicę teatralną. Mnóstwo ludzi, reklam i wszystkiego na kupie. To ponoć najciekawsze miejsce Nowego Jorku. Potem poszedłem na zakupy, ale nic nie kupilem poza koszulka Hard Rock Cafe i czapeczka NY. Na koniec Central Park i powrót do Times Square. Tu wszedłem w podziemie i szedłem korytarzami z 10 minut zanim w końcu trafiłem na odpowiednią linię. Metro nowojorskie, choć syfiaste jest niezle rozbudowane...
Na lotnisku wsiadłem w mały Canadair 50 i poleciałem do Waszyngtonu. 2h mi zeszło dojechanie do hostelu. Masakra. Najpierw jedzie się 16 mil autobusem do metra (10$), potem metrem do Metro Central gdzie sie przesiadlem w druga linie. W piatek wieczorem metro jezdzilo dosc rzadko i dlatego tyle mi to zeszlo. Miałem chrapiącego partnera w pokoju, ale stopery z Air France się przydały.
Zwiedzałem Biały Dom z zewnatrz. Ustawiłem się w kolejce, ale jakaś pani przyszła i powiedziała, że muszę mieć list z ambasady. Kij wam więc w ucho ;-). Poszedłem pod Lincoln Memorial obejrzeć pomnik Abrahama Lincolna - bardzo fajny. Okolica też fajna z oczkami wodnymi i pomnikami to tu to tam. Przeszedłem się pare kilometrów w drugą stronę pod Capitol. Porobiłem zdjęcia i postanowiłem jeszcze podjechać metrem pod Pentagon. Okazało się to jednak stratą czasu, bo budynek to nic ciekawego i nawet zdjęć nie można robić.
7h w samolocie do Paryża i następne 2 do Warszawy i mogłem w końcu się wyspać.
15.11.2009, zdjęcia z Portugalii
Kompletnie o nich zapomniałem i dopiero teraz wrzuciłem zdjęcia z sierpniowego wyjazdu do Portugalii (Lizbona + Sintra).
Archiwum
2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil