2.7.2007, Triglav zdobyty
W sobotę o 6 rano zjawiłem się na Okęciu. Niesamowite jest to, jak to lotnisko jest przeładowane. Ledwo da się wejść do środka. Próbowałem odnaleźć kolejkę do LOTu, ale był to niezły problem. Mając tylko 30 minut na odprawę poszedłem do stanowisk biznesowych. Poszło gładko. Samolot do Wiednia wyleciał godzinę opóźniony, a ja miałem 50 minut na przesiadkę w Wiedniu, super. Na szczęście jak tylko wyszedłem na płytę lotniska okazało się, że samolot Adrii do Ljubljany będzie opóźniony by można było spokojnie zdążyć. Pobiegłem więc do bramki i tam okazało się, że moja karta pokładowa z Warszawy nie działa. Dostałem zatem nową kartę i business klasie, bomba :-). A do Ljubljany mój bagaż nie doleciał. Wiedziałem, że prędzej czy później się doigram i zgubią mi bagaż. Zgłosiłem sprawę w okienku i wyszedłem na zewnątrz, gdzie za chwilę dojechali moi towarzysze wyprawy na Triglav. Pojechaliśmy do centrum miasta pozwiedzać i zabić 4 godziny. Była duża szansa, że mój bagaż doleci następnym samolotem za ten czas. Ljubljana jest mała i całkiem fajna, ale nie siedząc w knajpach to nie ma co tam robić tyle czasu ;-). Po 4 godzinach udaliśmy się z powrotem na lotnisko i mój bagaż się znalazł, fart. Ruszamy nad jezioro Bled, oglądamy piękną scenerię przez ponad godzinę i ruszamy do schroniska Aljazev Dom od północnej strony Triglavu. Nocleg jest za 16 euro, w schronisku czysto, łóżka też są ok.
Na drugi dzień wstajemy o 5.30, małe śniadanie i po 6 wychodzimy w góry. Mamy 1800m w pionie do przejścia. Idziemy teoretycznie najtrudniejszym szlakiem opisanym w przewodniku przez via ferratę. Na początku monotonny marsz pod górę w lesie, potem już wychodzimy na ścianę. Wspinaczka jest dość trudna, niesprawna osoba nie ma co szukać na szlaku, zabezpieczenia są w dodatku dość mizerne, a niskie osoby mogą mieć spore problemy by łapać się poszczególnych zabezpieczeń. Po 4h wspinaczki nasz szlak łączy się z innym i idziemy w stronę Triglavskiego Domu. Cudem dochodzę, nie miałem już kompletnie siły, w końcu ostatnie 3 lata nie byłem w żadnych górach, a ostatni rok to tylko siedzę na dupie w domu, biurze lub samochodzie. Aż dziw, że dotrzymywałem kroku chłopakom, zapalonym taternikom. W schronisku jem makaron z mięsem za 5 euro, odpoczywamy godzinę i oglądamy wielkie białe chmury nad Triglavem. Do szczytu zostało 300m w pionie i wg znaków godzinę. Szliśmy dwie godziny szybkim tempem i dopiero doszliśmy do szczytu. Uwaga, bo wszystkie czasy na szlakach są niedoszacowane! M.in. pokazują, że w górę i w dół idzie się tyle samo. Siedzimy chwilę na szczycie, ale nic nie widać. Zejść postanawiamy całkowicie z drugiej strony, szlaku nie było opisanego w przewodniku. Zejście było masakryczne, dużo dużo trudniejsze niż wejście. Całe nogi i kolana po prostu mi wymiękały. Wiele razy schodziliśmy w kominie nad przepaściami bez żadnych zabezpieczeń, bo ich nie było. Po 4h dochodzimy do przełęczy na 1700m skąd jeszcze 600m w dół piargami. Na każdym kroku noga mi się ślizgała i byłem już skrajnie wyczerpany (woda dawno się skończyła). Pozostałem 2h do schroniska okazało się koszmarem, cały czas wysłuchiwałem strumienia wody, ale ciągle było słychać tylko szum lasu. W końcu udało się i zobaczyłem rzeczkę, gdyby nie ona to pewnie bym nie doszedł do schroniska. Po 15,5h jak dla mnie ekstremalnego marszu jesteśmy przy samochodzie.
Po 2 godzinach jazdy o 1 w nocy dojeżdżamy do hotelu w Portoroz, a tam tydzień zabawy, hulanki i swawoli w pięciogwiazdkowym hotelu :-)
Archiwum
2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil