20.7.2005, Egipt i Izrael
Jutro o 8 rano lecimy do Sharm el-Sheikh. Planu nie mamy, bo nawet nie miałem czasu na czytanie przewodników. Wszystko wyjaśni się na miejscu. Śledźcie zatem relację na żywo i dowiadujcie się o naszych przygodach na bieżąco.
22.7.2005, Kair
Jestesmy w Kairze. Co za miasto...! Nasz czarter z Eccoholiday to przelot liniami Fisher Air - gowno niesamowite, bo nawet jedzenia nie dali. Na kanapki za 10zl raczej sie nie skusze. Przynajmniej samolot byl prawie nowy. Juz z samolotu widzielismy piramidy, dosc smiesznie wygladaja te wszystkie hotele dla turystow w Hurghadzie i Sharm. Z lotniska mozna wydostac sie tylko taksowka, ze startowej ceny 80LE wytargowalismy 55 za nasza dwojke... Ponoc to 18km od miasta, faktycznie bylo kawalek. Kupilismy od razu bilety autobusowedo Kairu i o 18.30 wyjechalismy (kolejne 55LE). Na miejscu bylismy o 2 w nocy. Wszedzie w cholere policji i czekpointow. Sprawdzali nam tez wizy. W Kairze musielismy sie zdac na taksiarzy bo nie bylo innego wyjscia. Zaproponowali nam przejazd za 20LE i swietny hotelik Sun za 60LE/dwojka z wiatrakiem i czystymi lazienkami na korytarzu oraz ze sniadaniem. Niezly deal. Hotel jest na 9 pietrze i jakies 200-300m na poludnie od Muzeum Starozytnosci. Dzis rano pojechalismy na piramidy. Troche byl problem z autobusem, ale w koncu znalezlismy nr 997 i za marne 25 piastrow od osoby podjechalismy sobie przez caly Kair. Ogromne to miasto, wielki smog, no i tez charakterystyczny dla krajow arabskich ruch uliczny. Lubie ten klimat. Wjazd do piramid 40 LE, nigdzie w srodku malych piramid nie mozna robic zdjec, ale oczywiscie pilnujacy policjant za marne 5LE pozwoli na wszystko. Ja sie jednak nie nabralem. Jak prawdziwi zachodni turysci wzielismy sobie trip wielbladami ;-). Nigdy nie sadzilem, ze cos takiego zrobie, ale byla w koncu okazja zeby sprobowac. Monice na sama mysl przejazdzki smiala sie buzka ;-). 70LE za dwie osoby to spora cena za polgodzinny trip, chociaz startowa byla oczywiscie o wiele wieksza. Zabrali nas chociaz na pustynie obejrzec piekny widok na wszystkie piramidy, warto wlasnie tam pojsc, czyli od poludniowej strony. Na wielbladzie zajebiscie trzesie i po dluzszej jezdzie odpada dupa i uda ;-). Ale zdjecia fajne...
Po powrocie do miasta poszlismy na dworzec Ramses kupic bilety na nocny pociag do Asuanu na jutro wieczor. Sa sypialne w kosmicznej cenie (powyzej 50$), druga klasa klimatyzowana jest za 47LE, ale miejsca wykupione na pare dni wprzod. Szkoda mi marnowac czas bo mam go niewiele, wiec kupilismy 1 klase i jak burzuje bedziemy podrozowac za 82LE. Mamy problem z wymiana kasy bo jest piatek i zaden bank nie pracuje, jutro ponoc takze, na szczescie na dworcu jest bankomat. Potem wsiedlismy w metro i pojechalismy do Kairu Koptyjskiego. Wszystko niestety rozwalone lub w robotach i za duzo do zobaczenia nie ma. Natomiast okolica starego Kairu jest niesamowita. Naprawde widac jak tu ludzie zyja, w jakim ubostwie i jakie rzeczy robia dla przetrwania. Stwarzalismy ogromne zainteresowanie, ale wszedzie jest bezpiecznie bo policja jest na kazdym kroku. Generalnie milo. Jutro zwiedzimy Muzeum Starozytnosci oraz Kair muzulmanski. A potem dalej w droge.
23.7.2005, Kair
A dwa dni temu bylismy w Sharm... Widzielismy polskich turystow, ktorzy jechali do hoteli, a dzisiaj bum. Mam nadzieje, ze postawia teraz cala policje na nogi i bedzie mozna bezpiecznie podrozowac dalej.
24.7.2005, Asuan
Witamy z Asuanu. Wczoraj w Kairze zwiedzalismy Muzeum Starozytnosci, gdzie nie wpuszczaja z aparatami. Nie zostawie im mojego aparatu w przechowalni, wiec gonilem z powrotem do hotelu. W przechowalni moze sie okazac, ze dostanie sie inny model. W przewodniku bylo napisane, ze trzeba kupic bilet na zdjecia i mozna je robic w srodku, jednak teraz calkiem tego zabronili. Po poludniu pojechalismy do Cytadeli, gdzie znowu strasznie zdzieraja za wjazd (35LE), ale przynajmniej widoki ze wzgorza warte tego. Widac nawet piramidy. Meczet tez byl OK. Potem rzucilismy sie w wir soukow w dzielnicy muzulmanskiej. Wygladalo na to, ze to my jestesmy atrakcja dla nich niz oni dla nas. Klimaty sa niesamowite, wszystko wyglada duzo bardziej autentycznie niz w wielu innych krajach arabskich jakie odwiedzilem. Oczywiscie nie kontrolowalismy gdzie jestesmy, wiec w koncu po dojsciu do duzej ulicy zlapalismy taksowke za 5LE i dojechalismy do hotelu. Tu nam pozwolili jeszcze wziac prysznic, poszlismy na falafele po pol funciaka, soki wyciskane z pomaranczy i ruszylismy w strone dworca. 1 klasa w pociagu to przedzialy ze 2 razy wieksze niz polska 1 klasa. Klima ostro dzialala, wiec spiwor sie w koncu przydal. WC tez sa czyste. Podroz trwala od 22 do 10.10.
W Asuanie jest cholernie goraco, Nil plynie leniwie, brud jeszcze wiekszy niz w Kairze, choc woda czysta. Mamy pokoj w hotelu z klima, wlasna lazienka i czysta posciela za jedyne 25LE. Bylismy juz na wyspie Elefantine, gdzie mozna sie dostac promem za funciaka, oczywiscie na poczatku chcieli 5 za leb. Widzielismy tradycyjny dom nubijski z wypatroszonymi krokodylami, za wstep musielismy jedynie zaplacic za cole ;-). Poniewaz nasz hotel ma niezle ceny na wycieczki, wiec o 3 nad ranem mamy pobudke i jedziemy do Abu Simbel oraz do swiatyni File. Bedzie nas to kosztowalo po 55LE, niezle, zwazywszy, ze sam autobus do Abu Simbel powinien kosztowac podobnie. Przynajmniej bedziemy tam z samego rana, gdy nie bedzie wielkiego skwaru i zbyt wielu turystow. Potem jedziemy do Luxoru, ale o tym juz w nastepnej relacji.
26.7.2005, Luxor
Jestesmy od wczoraj wieczorem w Luxorze. Od razu nie podoba mi sie to miasto, ale moze po kolei. Wczoraj bylismy w Abu Simbel. Wyjazd tam jest chyba mozliwy tylko w zorganizowanej grupie, bo rano jedzie sie konwojem i wraca sie konwojem. Poza tym wyjazd jest o 4 rano i jest sie na miejscu o 7, a wtedy jest najpiekniejsze swiatlo na zdjecia i swiatynie sa oswietlone bez zadnego cienia. Swiatynie przepiekne i ogromne, warte wydania tych 65LE od osoby... Uwaga jednak na agencje posredniczace, poniewaz mielismy busa bez klimy, a to jest jednak podstawa w takim skwarze. O 18 wsiedlismy do pociagu do Luxoru, kosztuje 21LE w 2 klasie. Na miejscu przechwycil nas koles z hotelu Everest. Hotel w sumie ok, bo za 20 LE, ale gosc troche nas naciagnal na objazd po zachodniej stronie Luxoru. W ramach wycieczki ogladalismy jeszcze sklep alabastrowy z dzieciakami blagajacymi o kase, chcieli nam wsadzic open bufet za 35LE, no i zamiast obiecanych max 10 osob, na tripie bylo 32... Odbywalo sie to przez Petra Travel Agency, nigdy z niej nie korzystajcie. Zabytki warte zobaczenia i samemu trzeba byloby sie sporo nachodzic.
Dzis dzwonili do nas z Eccoholiday, ze odwolane zostaly wszystkie wyloty z Sharm. Zaproponowali nam powrot 3 dni wczesniej z Hurghady lub 4 dni pozniej, ale za doplata 50$ za zmiane rezerwacji kazdego biletu + oplata za prom z Sharm. Poglupieli. Calkiem nam to rozwalilo plan. Poklocilismy sie z nimi i w koncu zaproponowali pozniejszy powrot bez tej kasy za zmiane rezerwacji. Tylko niezle bekne za odbior rozmow w roamingu.
Decydujemy sie zostac dluzej, bo przeciez nie bedziemy tu wracac, a Izrael chcemy zobaczyc. Zwalniamy zatem tempo, bo mamy jeszcze 2 tygodnie. Generalnie mamy dosc juz Egiptu, odradzam kazdemu ten kraj beznadziejnych ludzi. Najgorszy kraj arabski w jakim bylem. Ciagle tylko zaczepianie, naciaganie, walka o kazdy funt, wstepy do zabytkow cholernie drogie. Zobaczymy jeszcze Karnak i dosc tych ruin. Moze przynajmniej kasy mniej bedzie szlo ;-)
29.7.2005, Jerozolima
Jestesmy juz w Izraelu, ostatnie dwa dni byly jak koszmar. Zostalismy jeszcze jedna noc dluzej w luxorze, ale zmienilismy hotel na jednogwiazdkowy, ktory zreszta niczym sie nie roznil od reszty. O 14 wyjechalismy autobusem do Suezu przez Hurghade. No i oczywiscie w srodku pustyni po 2h jazdy silnik autobusu zgasl. Zatrzymalismy sie, wyszlismy a tu silnik sie pali. Siedzielismy 3h na pustyni i czekalismy na nowy autobus, ktory dojechal dopiero na 21. Koniec koncow w Suezie bylismy o 6 rano zamiast o 22 dnia poprzedniego. Monika dostala bialej goraczki, nawrzeszczala na policjantow no i znalazla sie dla nas darmowa taksowka do centrum miasta. Chcielismy sie wykapac i odpoczac kilka godzin przed dalsza jazda, ale zadnen z 3 tanich hoteli nie mial miejsc. Pieprzone brudasy nie chcialy nawet pozwolic nam wziac prysznica za kase. Wrocilismy wiec miejscowymi minibusami na dworzec, koszt jednego to 25 piastrow, ale oczywiscie chcieli i 10 funtow. Mamy dosc tych oszustow, zlodzieji i terrorystow. Najlepiej podsumowali egipcjan spotkani amerykanie - FUCKING EGYPTIANS.
W Suezie o 11 byl autobus do Nuwejby, chcielismy tam odpoczac troche nad morzem przed ruszeniem do Izraela. Poniewaz mielismy ponad 3h to poszlismy na taksowki wieloosobowe. Do 10.30 gosc mial tylko 4 osoby i z umowionej ceny 30LE chcial podniesc na 45. Powiedzialem, ze dam 40. Nie chcial jechac i przedluzal celowo abysmy nie poszli na autobus. Chcial tez kase wczesniej, ale go olalismy. Gdy o 10.40 zaczelismy zabierac plecaki to w koncu sie ruszyl. Troche pokrzyczelismy i pojechalismy. Litr diesla w Egipcie kosztuje 45 groszy, a turysci nawet za autobusy kursowe placa oczywiscie wieksza cene w tym zlodziejskim kraju. Zamiast 4,5h jechalismy w sumie 6h, a na do widzenia gosciowi i tak dalem umowione wczesniej 30 od osoby. Oni nas oszukuja na kazdym produkcie, to i ja z nimi bede twardo gral. Gosc cos sobie poprzeklinal po arabsku i pojechal.
W Nuwejbie nic sie nie dzieje. Totalny melanz, miasto umarle, po ulicy biegaja wolne wielblady. Wzielismy sobie chatke bambusowa na plazy za 20LE i jakos sie kimnelismy. Choc bylo trudno z powodu goraca. Dzis rano zlapalismy autobusik do Taby do czekpointu, dalej taksowke do granicy. Na granicy egipskiej dostalismy re-entry visa na powrot do Egiptu za 52,5LE. Niezla cena. Na przejsciu izraelskim poszlo dosc latwo. Sprawdzaja wszystko dokladnie, pytaja dokad sie jedzie, czy ma sie kase, karty, itp. Niektore rzeczy sprawdzaja jakimis dziwnymi urzadzeniami. Gdy zobaczyli pieczatke libanska w moim paszporcie to zaczal sie maly problem. Pytali czy znam kogos w Libanie. W koncu laska poszla do przelozonego i dostalismy pozwolenie na 10 dni pobytu. Z przejscia jest autobus miejski nr 15, ktory wyglada nota bene na dalekobiezny i za jedyne 6,4 szekli, co daje ponad 5zl podjechalismy na dworzec. Ten bilet to pierwsza oznaka drozyzny izraelskiej. Autobus do Jerozolimy kosztowal 65 szekli. Mial przynajmniej klime, no i nikt nie palil tak jak w arabskich. Kierowca dodatkowo zrobil nam zajebista niespodzianke, bo zatrzymal sie na darmowym kapielisku nad Morzem Martwym i moglismy pomoczyc dupy przez 15 minut :). Milo bylo znowu polewitowac. W piatek wieczorem w Jerozolimie autobusy juz nie jezdza z powodu szabatu. Poklelismy sie z taksiarzem i za 20 szekli dojechalismy do Bramy Damascenskiej. Mieszkamy w hostelu Hebron za 25 od osoby w dormie. Jest ok. Wlasnie wrocilismy spod Sciany Placzu, gdzie Zydzi zbieraja sie na modly. Ale klimat! Setki kiwajacych sie Zydow w tych swoich ubiorach, czapkach i fryzurach. Zdjec niby nie mozna robic, ale raz sie zyje ;-). Te ktore wyjda to umieszcze na stronie. Dopiero rzucilismy okiem na stare miasto, ale juz wiemy, ze jest niepowtarzalne. Bardzo waskie uliczki, na pierwszy rzut oka bardziej mi sie podoba niz do tej pory uwazane przeze mnie za najlepsze damascenskie.
Kilka dni tu zostaniemy jesli nasz portfel to wytrzyma ;-)
31.7.2005, Jerozolima
Wczoraj caly dzien zwiedzalismy Stare Miasto. Tak niewielki obszar jest podzielony na dzielnice chrzescijanska, zydowska, muzulmanska i ormianska. Sam wyglad ulic moze nam mowic, gdzie ktora dzielnica jest. Oczywiscie najwiekszy syf jest w muzulmanskiej. Bazylika Grobu Panskiego zrobi wrazenie nawet na ateistach. Czuc historie i obecnosc religii, o ktorej sie uczylismy cale zycie. Przeszlismy sobie przez wszystkie stacje drogi krzyzowej, na koniec dnia chcielismy zajsc do meczetu Kopuly Skaly, ale nas nie wpuscili. Za to dzis rano wpuscili nas na dziedziniec, ale do srodka moga wejsc tylko muzulmanie. Meczet jest niesamowity, szkoda, ze gorna czesc byla w rusztowaniach, a jego oryginalna zlota kopule sprzedal kiedys tam jeden z kalifow w celu uregulowania swoich dlugow. Obecnie jest to jakis stop, ale i tak niezle lsni. Obejrzelismy Gore Oliwna z domniemanym grobem Maryji, grote i ogrod Getsemani oraz Gore Syjon z miejscem ostatniej wieczerzy oraz miejsce, w ktorym zmarla Maryja. Obok na cmentarzu jest grob Oscara Schindlera, znanego z filmu Spielberga.
A potem wsiedlismy w busa nr 124 i dojechalismy pod czekpoint pod Betlejem. Dalej jest slynny mur, ktorym Izraelczycy odgradzaja sie od Palestynczykow. Robi wrazenie, jest wysoki na jakies 2 pietra. Ciagnie sie i ciagnie. 20 minut butowania i bylismy w Bazylice Narodzenia Panskiego. Skromny kosciol, zadnych tlumow, widac, ze wszystko ma ponad tysiac lat. Wewnatrz byly tylko 2 zakonnice modlace sie, a my zobaczylismy miejsce narodzenia Jezusa oraz miejsce jego zlobka. Sam zlobek jest w Rzymie. Kilkaset metrow dalej jest Grota Mleczna, gdzie wg przekazow Maryja w czasie karmienia Jezusa uronila kilka kropel mleka i grota stala sie biala.
To juz chyba wszystko z Jerozolimy i okolic. Jutro ruszamy do Nazaretu i powoli spadamy z powrotem na poludnie. Drogo tu jednak ;-), chociaz przynajmniej nigdzie sie za wstepy nie placi.
Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil