2.11.2018, Kornwalia i Wyspy Scilly, Wielka Brytania

Na tydzień przed długim weekendem listopadowym na szybko rozglądałem się gdzie polecieć i jedyna sensowna cenowo opcja to był Bristol. W sumie fajnie, bo Walię planowałem od dawna. Zarezerwowałem samochód na 3 doby za czapkę gruszek oraz noclegi za punkty w Holiday Inn i zastanawiałem się nad planem. Rzutem na taśmę kupiłem jeszcze przelot z krańca Kornwalii na wyspy Scilly, bo w sumie nigdy tu raczej nie wrócę.

Nie znoszę Modlina i Ryanaira, ale mają tanie loty i zawsze byli punktualni. Tak też docieram do Bristolu i idę odebrać samochód. Dostaję Renault Captura i tego dnia tylko dojeżdżam do hotelu i idę spać.

Pobudka o 6 i o 6:25 już byłem na śniadaniu. 6:40 zacząłem skrobać samochód - zapowiada się piękny dzień, bo skoro jest mróz to będzie piękne słońce. Tak też było. Najpierw dojechałem szybko do zamku Tintagel, ale niestety był zamknięty i nie dało się nawet przez bramkę przeskoczyć. Obejrzałem więc piękne wybrzeże dookoła i pojechałem dalej. Następny przystanek to Bedruthan Steps, czyli znowu piękne wybrzeże z poszarpanymi skałami. Spędziłem tu chwilę czasu i ruszyłem na kraniec Kornwalii, czyli do Lands End. Po drodze zahaczyłem jeszcze o Porthcurno - Kornwalia to przede wszystkim piękne wybrzeża. Chciałem zostać chwilę dłużej na Lands End, ale sam parking to 4 funty... Pojechałem więc na lotnisko, bo mój lot na Scilly już się zbliżał. Musiałem nadać nawet mój mały plecaczek. Zabrałem tylko aparat i obiektyw w rękę i wsiedliśmy do 17-osobowego Twin Ottera. Lot trwał 15 minut.

Na Scilly miałem 3h. Zrobiłem spacer przez większą część wyspy. Czas się tu zatrzymał. Jest fajna ścieżka nabrzeżem, gdzie znowu oglądam piękne skałki i poszarpane wybrzeże. Na koniec zaglądam do głównego miasteczka, ale właściwie to nic się tu nie dzieje. Spacerkiem między polami wracam na lotnisko. Z powrotem leciałem już Islanderem. Było nas tylko 4 osoby, a sam samolot mieści 9 osób. Przeżycie ciekawe, prawie jak Cessna, którą kiedyś lecieliśmy w Wenezueli i Peru. Dotarłem już jak się zmierzchało, a jeszcze musiałem przejechać 250 km do hotelu. Dałem sobie nieźle w palnik dziś.

Jutro Walia.

3.11.2018, Walia

Pobudka jak zwykle po 6 i przed świtem byłem w drodze. Do Walii wjechałem mostem od strony Bristolu i niestety musiałem zapłacić 5.6 funta za przejazd. Najpierw pojechałem do Tintern Abbey, gdzie są ruiny opactwa. Chyba byłem jednak za wcześnie, bo wszystko było pozamykane na 4 spusty. Pooglądałem więc z zewnątrz i pojechałem do Cardiff. Tam interesował mnie zamek. Z zewnątrz i w środku wygląda fajnie, ale kosztuje aż 13 funtów. Pooglądałem ile można i się zawróciłem. Pochodziłem jeszcze po centrum, kupiłem kanapkę w Subwayu i pojechałem do parku narodowego Brecon Beacons. Tu chciałem się przejść szlakiem 4 wodospadów. Zabrałem się na lekko tylko z aparatem i ruszyłem. Najpierw ostra wspinaczka, a potem idzie się fajnie polanami. Dookoła jesienne kolory i ogólnie bardzo ładnie. Po 50 minutach dochodzę do pierwszego wodospadu. Nie wiem jak się nazywa, bo nazwy są walijskie i ciężko to wymówić czy napisać. W każdym razie był ładny. Szlak prowadził z tyłu wodospadu, więc trzeba było trochę nasiąknąć wodą. Następnie ścieżką w dół doszedłem do drugiego wodospadu. Tu grupka wariatów skakała z góry do wody. Trudno chyba ich inaczej nazwać ;-). Trzeci i czwarty wodospad też fajny i po 2h zakończyłem szlak. Trzeba było jednak jeszcze dojść 5 km asfaltem do samochodu. Jechało kilka samochodów z parkingu, ale nikt nie chciał mnie zabrać na stopa. W ekspresowym tempie chyba przeszedłem w 45 minut.

Jechać na koniec Walii już mi się nie chciało, tym bardziej, że zaczynał siąpić deszcz. Pojechałem więc powoli w stronę hotelu w Gloucester. Miałem jednak jeszcze trochę czasu, więc podjechałem pod zamek w Eastnor. Ten jednak też był zamknięty. Ruszyłem się zatem do Worcester obejrzeć wspaniałą tutejszą katedrę. Do hotelu zajechałem już sporo po zmroku.

4.11.2018, Bristol, Anglia

Ostatni dzień długiego weekendu rozpocząłem od zwiedzania docków w Gloucester. W niedziele rano zawsze jest pusto, więc miałem docki dla siebie. Fajnie to wygląda - ceglane magazyny dookoła kanałów. Kiedyś służyły jako magazyny dla zboża, a dziś jest to atrakcja turystyczna. Zobaczyłem jeszcze katedrę, podobną do tej w Worcester i ruszyłem do Bath. Tam niestety zaczął się prawdziwy bath, bo deszcz zaczął mocno padać. Miasteczko ogólnie jest super i w czasach rzymskich służyło jako jedna wielka łaźnia. Nie udało mi się jednak wejść do głównego budynku bo jeszcze było zamknięte. Bilet za 16,5 funta pewnie by jednak i tak mnie ostudził, a tak miałem wymówkę. Pojechałem więc dalej, do Glastonbury, które jest słynne z festiwalu. Są tu także ruiny opactwa, ale znowu wstęp masakrycznie drogi, no i pada deszcz...

Zbieram się zatem dalej, do wąwozu Cheddar. Tu to już prawdziwa ulewa. Wąwóz fajny, ale dołem leci normalna droga asfaltowa. Można wejść szlakiem na górę i z góry podziwiać, ale wejście na szlak to aż 20 funtów! Zgłupieli ci anglicy.

Pojechałem zatem do Bristolu na słynny most wiszący. Przestało padać, więc zrobiłem sobie spacer po moście. Widok z niego jest super. Na koniec jeszcze pokręciłem się trochę po centrum i zebrałem się na lotnisko.

Ogólnie weekend bardzo udany. Tylko ostatniego dnia dopadła mnie angielska pogoda.

Archiwum
2018 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2018 Piotr Wasil