13.4.2017, Kluż-Napoca, Rumunia

Po 5 dniach powrotu z Mumbaju, czas na kolejną podróż. Zamiast spędzać święta za stołem to lecimy do Rumunii. LOT otworzył niedawno połączenie do Kluż-Napoki, a Transylwania zawsze nas ciekawiła. Dolecieliśmy więc sprawnie w 1h20min i na lotnisku czekał na nas przedstawiciel KlassWagen z lokalnej wypożyczalni samochodów. Dostaliśmy nowego (66km) Forda Focusa kombi automat. Samochód niby nowy, ale w schowku była skórka po bananie, a zbiornika paliwa kompletnie pusty, mimo umowy pełny-pełny. Po zatankowaniu, samochód też pokazał, że engine service jest potrzebny, ale po powrocie do wypożyczalni pan powiedział by z tym jeździć. Jedziemy do hotelu, zrzucamy graty i wracamy do centrum coś zjeść i pozwiedzać. Na nieszczęście zaczyna kropić i po obiedzie niestety nie przechodzi. Kręcimy się jeszcze trochę w kroplach deszczu - zwiedzamy centrum z kościołami i teatrem i jednak wracamy. Po dotarciu do hotelu oczywiście się wypogadza, ale szybko idziemy spać, bo jutro spory program po górach.

14.4.2017, Sybin, Rumunia

Rano ruszyliśmy do Wąwozu Turzii. Jechaliśmy trochę dziwnymi drogami i nawet gruntową, ale dotarliśmy. Pionowe skały wąwozu już z daleka robiły wrażenie. Jako jedyni na parkingu zostawiamy auto i idziemy na spacer. Mijamy po drodze 3 wiszące mosty i oglądamy nagie ściany wąwozu od środka. Jest bardzo ładnie. Godzinna wycieczka w 2 strony z naszym 5-latkiem nam wystarcza, choć są tu szlaki na kilka ładnych godzin. Jedziemy dalej do Rimetea. Ponoć ładna wioska w górach. Są tu dwa monastyry i kawałek białych domków w ładnej scenerii gór, ale aż tak wielkiego wrażenia nie robi. Potem próbujemy dostać się do kolejnego wąwozu, ale znowu chce mnie prowadzić po jakichś drogach gruntowych, a dookoła jest bardzo daleko. Konrad też zaczyna trochę pojękiwać, więc jedziemy prosto do Alba Iulia. Jemy pizzę, gdzie dziadek-kelner z jednym zębem pięknie mówi po angielsku i ruszamy na zwiedzanie. Alba Iulia słynie z pięknej i wielkiej fortecy. Mury dookoła to 20 minut pojazdem elektrycznym, który oczywiście bierzemy jako atrakcja dla dziecka. Mury naprawdę robią wrażenie. Potem idziemy do środka. Tu jeszcze piękniej - kościoły, uniwersytet i piękne zabudowania. Spędzamy trochę czasu i zbieramy się do Sybina.

Trochę się zdziwiłem, bo do Sybina prowadziła piękna autostrada i szybko dojechaliśmy. Z daleka już widać piękne, ośnieżone szczyty, do których pojedziemy jutro w trasę transfogaraską. W Sybinie meldujemy się w hotelu i idziemy na miasto. Zwiedzamy trochę pobieżnie, bo na głównym placu jest wesołe miasteczko, więc trochę nam schodzi ;). Idziemy jeszcze coś zjeść do niby niezłej restauracji, ale jedzenie było dość kiepskie. Po ciężkim dniu wracamy odpoczywać. Jutro szykuje się nam super pogoda. Mam nadzieję, że widoki będą piękne.

16.4.2017, Szosa Transfogaraska, Braszów i Sighisoara, Rumunia

Wczoraj przy pięknej pogodzie pojechaliśmy na Szosę Transfogaraską słynącą z przepięknej drogi wijącej się serpentynami. Wiedziałem, że droga jest zamknięta, ale można dojechać do kolejki górskiej zabierającej na wysokość 2050 m npm do jeziora Balea. Z rana było mało ludzi więc czekaliśmy na zapełnienie się wagonika (minimum 10 osób). Zabraliśmy ciepłe ubrania dla Konrada i pojechaliśmy na górę. Droga zniknęła pod śniegiem i na górze po wysiadce było ogólnie mega dużo śniegu. Widoki na okoliczne szczyty cudowne, a jezioro Balea było jeszcze mocno zamarznięte. Pochodziliśmy tu po okolicznych domkach, zjedliśmy coś na lunch i pojeździliśmy skuterem śnieżnym po jeziorze - przednia zabawa.

Wczesnym popołudniem postanowiliśmy się zbierać na dół, bo też nasze letnie buty nie nadawały się do chodzenia po śniegu więc szybko przemokły. Ruszyliśmy w stronę Braszowa, to ponad 100km ale postanowiliśmy pojechać. Droga dość długa, bo sporo miejscowości jest po drodze, choć ruch niezbyt duży. Braszów robi wrażenie. Mówi się, że ma klimat podobny do Krakowa. Nad miastem góruje szczyt z napisem Brasov - ala Hollywood. Pokręciliśmy się trochę po mieście i po drodze z powrotem zajechaliśmy jeszcze do Rasnova, gdzie ponoć mieszkał w zamku Drakula. Zamek niedawno odnowiony i pięknie położony. Zamykali już go, więc dokładnie nie udało nam się zobaczyć, ale i tak warto było tutaj wpaść.

Dziś pojechaliśmy do Sighisoary. To 100km od Sybina. Z daleka widać mury i wieżę oraz kościół tego średniowiecznego grodu. Brukowane uliczki i kolorowe kamieniczki są całkiem fajne, ale rozczarowało mnie trochę, że miejscowi wszędzie w grodzie parkują samochody, które całkowicie psują klimat. Do kościołów trzeba płacić za wstępy niestety. Może lekkie rozczarowanie wynikało z tego, że dużo sobie po tym miasteczku obiecywałem. Obiektywnie trzeba przyznać, że jest niezłe, ale nie jakieś super. Wieczorkiem idziemy jeszcze pospacerować po Sybinie i jutro wracamy do Kluż i do Polski.

29.4.2017, Erewań, Armenia

Bilety do Erewania na weekend majowy kupiłem jeszcze w październiku zeszłego roku za czapkę gruszek w jednej z promocji LOT. Super jest to połączenie, ale ma jedną wadę - nocny lot. Nasz samolot miał odlecieć o 22:20, a odleciał dopiero o 23:30 z powodu późnego przylotu samolotu z poprzedniego rejsu. Zdenerwowali nas też w saloniku Bolero, bo nie wpuścili nas wszystkich, czepiając się, że dziecko ma 5 lat, a w regulaminie jest że do 3 lat bezpłatnie. Co za bezsens!!! Ile to dziecko skonsumuje? Nigdy się nas nie czepiali, a teraz jakaś formalistka się znalazła.

Z przyjemnością opuszczamy zimną i deszczową Warszawę i po 3:30h lotu jesteśmy w Armenii. Wypożyczamy samochód w Sixt (750 zł za 4 dni z pełnym ubezpieczeniem), dostajemy strasznie porysowanego Chevroleta i gdy już świtało to zajechaliśmy do hotelu. Tu nas zameldowali o 6 rano nie płacąc ani grosza za poprzednią noc. Super. Padamy jeszcze na kilka godzin i o 12 czasu lokalnego zbieramy się. Najpierw jedziemy do pobliskiego centrum handlowego na śniadanie i kupić podstawkę zamiast fotelika dla Konrada (koszt 2x tańszy niż wypożyczenie na lotnisku, a mamy na własność). Potem jedziemy do Garni i Geghard. W Garni po południu są już spore tłumy, ale świątynia mimo, że mała, robi mega wrażenie. Aż dziw bierze, że tak dobrze się zachowała (jest z I wieku N.E.). Okoliczne góry robią nie mniejsze wrażenie.

Po 30 minutach w Garni, jedziemy do Geghard. Tu świątynia jest większa, ale też w innym stylu i młodsza. Wrażenie robi również wspaniałe. Kręcimy się po jej zakamarkach oraz po okolicy. Góry tutaj też są super.

Wracamy do Erewania na wzgórze i spędzamy czas na wesołym miasteczku i jedząc obiad. Padniemy dziś dość wcześnie z powodu zerwanej poprzednio nocki. Jutro jedziemy na wschód.

Archiwum
2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil