24.1.2012, Miami
No i jesteśmy na Florydzie. Miło poczuć 25 stopni gdy w Polsce pada śnieg. Długi lot do Orlando przez Frankfurt upłynął na szczęście całkiem nieźle, bo udało mi się upgrejdnąć do biznes klasy. Z lotniska zabrała nas do swojej siedziby firma Priceline, gdzie wynajmowaliśmy samochód. Koszt netto 9$/dzień za samochód klasy średniej. W praktyce jak to zwykle w USA doliczane jest mnóstwo podatków oraz ubezpieczenie. To ostatnie wolę wziąć dla świętego spokoju. Łączny koszt wynajęcia to 103$, co w sumie mnie pozytywnie zdziwiło, bo w Salt Lake City za dzień dłużej płaciłem 230$. Miał być mid-size a dostaliśmy Toyote Camry. Dojechaliśmy do zarezerwowanego wcześniej za 40$ Days Inn i padliśmy spać.
O 6 pobudka, 6.30 śniadanie i przed 7 byliśmy już w samochodzie jadąc do Cape Canaveral. Chcieliśmy choć z daleka zobaczyć rakiety. Wejście do Kennedy Space Center z podatkiem to 50$, więc daliśmy sobie spokój. Obejrzeliśmy parę rakiet na zewnątrz, ale to raczej makiety. W planie mieliśmy zjechanie wybrzeżem na południe do Miami licząc na ładne widoki na ocean. Po jakichś 100km jadąc po miasteczkach gdzie nie widać nic oprócz nieskończonych zabudowań postanawiamy zmienić plan. Wpadamy na autostradę i śmigamy jak najszybciej do Everglades. Do parku dojechaliśmy o 14, ale w sam raz by zobaczyć wszystkie szlaki. Najciekawszy był pierwszy, gdzie było pełno krokodyli oraz różnych przepięknych gatunków ptaków. Pozostałe szlaki to widoki na bagna, namorzyny i inne roślinności. Też fajne, ale już nie tak ciekawe. Po dojechaniu do końca do Flamingos okazało się, że na ostatnią łódkę spóźniliśmy się godzinę. Można nią przez 1h 45 min popływać albo w głąb lądu albo na wyspy na oceanie. Koszt 26.5$, więc też sporo. Jutro planujemy dojechać aż do Key West i zjeść tam rybkę.
25.1.2012, Miami
Kolejny dzień zwiedzania. Wstaliśmy o 5.15 i przed 6 byliśmy już w drodze na Key West. Po drodze kiepskie śniadanko na stacji benzynowej i jak po 7 zaczęło się robić jasno to dopiero zaczęliśmy coś widzieć. Na początku to niekończące się zabudowania i zero widoków na morze. Potem się to trochę zmieniło i zatrzymywaliśmy się od czasu do czasu by podziwiać morze i mosty. Szkoda, że na najdłuższy most nie bardzo jest jakiś widok, a na samym moście nie można się zatrzymywać. Do Key West dojechaliśmy po 11, zapłaciliśmy za parking 10$ i ruszliśmy zwiedzać pieszo.
Key West to generalnie kicz i tandeta. Pełno sklepów z pamiątkami oraz barów. Były jakieś wycieczki na ocean/morze, ale ceny od 40$ do 160$ - odpuściliśmy. W sumie szkoda, bo można zobaczyć i delfiny i żółwie.
Zjedliśmy rybkę w barze, która nota bene do tej pory nam się odbija, zahaczyliśmy o najbardziej południowy punkt i ruszyliśmy z powrotem.
Do Miami dojechaliśmy dopiero o 16 klucząc po autostradach i rzucając okiem na kilka wysokich budynków dojechaliśmy do Miami Beach do dzielnicy Art Deco. Klimat super, takie lata 20-te, świetne bary, plaża i morze. Pochodziliśmy do zmroku i naprawdę nam się podobało. Potem jeszcze przez korek z powrotem do Florida City do naszego hotelu, 5 min w outlecie, w którym nie było nic ciekawego i czas na zasłużony odpoczynek. Jutro zwiedzanie reszty Miami i powrót do Orlando.
28.1.2012, Orlando
Nasza firma to jednak umie się bawić. Zaproszenie do Orlando w podziękowaniu za doskonałe rezultaty pracy to świetny pomysł. Nocleg zapewniony w Boardwalk na terenie parku, dostaliśmy karty ze 100$ na wydatki (o dziwo ja znalazłem w swoim pakiecie dwie takie), 2-dniowy karnet działający na wszystkie parki tematyczne. Oprócz bankietu zabrali nas na pokaz fajerwerków oraz na dyskotekę. Impreza skończyła się o 2 w nocy, więc dziś ciężko było wstać by pobawić się w Disneylandzie.
Byliśmy cały dzień w Magic Kingdom, gdzie udało się praktycznie wszystko zobaczyć. Najfajniejszy zjazd łódką w dół z ok. 5 piętra i space mountain, czyli rollercoaster w ciemności. Jutro idziemy do Epcot i o 20 powrót do Europy.
29.1.2012, Orlando
Drugi dzień w Disneylandzie poświęciliśmy na Epcot. Bardzo fajnie wyglądają tu miniaturki architektoniczne krajów z wystawami, sklepami i restauracjami. Warto pokrążyć, bo można poczuć klimat. Przy okazji zjedliśmy standardowe fish&chips w Anglii, ale nie smakowało najlepiej. Pojeździliśmy na test tracku, w rakiecie kosmicznej i jeszcze paru mniejszych kolejkach, natomiast generalnie brakowało w obi parkach, które widzieliśmy jakiegoś szalonego rollercoastera. Ten park bardziej wygląda dla małych dzieci. Pamiętam jak kiedyś w Wiedniu bałem się wejść do ponad połowy kolejek, a tu nie ma strachu do żadnej.
Autobus na lotnisko odjeżdża aż 4h przed odlotem międzynarodowym, więc trzeba zabić czas na internecie. Powrót w economy, fotele nie mają indywidualnej rozrywki, ale mam nadzieję, że jestem na tyle zmęczony, że prześpię całą drogę.
Archiwum
2017 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil