7.11.2013, nowa wersja strony
Po wielu latach postanowiłem coś zmienić na swojej stronie. Jest więc nowa grafika i następna wersja przeglądania zdjęć. Zrezygnowałem także z relacji, bo one i tak ostatnio były bardziej wpisami na żywo, a te można znaleźć w archiwum.

Tydzień temu wróciłem po raz 4 w tym roku z Indii. Wyjazd bez historii, poza tym, że pierwszy raz złapałem jakąś chorobę - zapalenie spojówek. Niezbyt groźne, ale uciążliwe. Oczy czerwone i łzawią. Mam nadzieję, że się wyleczę, bo za tydzień długie loty do USA na trasie WAW-BRU-IAD-SEA, tu poranek w Seattle na zobaczenie wieży, i dalej SEA-SFO-ORD, 4 dni służbowe w Chicago i powrót ORD-MUC-WAW.
10.11.2013, Żyrardów
W jeden z ostatnich w miarę ciepłych weekendów w tym roku wybraliśmy się do Żyrardowa. Miasto jest dość blisko, a jakoś nigdy nie byliśmy. Miasto słynie z XIX-wiecznej osady fabrycznej. Na osadę fabryczną składa się osiedle murowanych z czerwonej cegły domów dla robotników, dzielnica willowa dla kadry kierowniczej i właścicieli fabryki, a także szereg budynków użyteczności publicznej - kościoły, szkoły, przedszkole, szpital, resursa, dom kultury, a także pralnia i łaźnia miejska.
W mieście najbardziej w oczy rzuca się Kościół farny pw. Matki Bożej Pocieszenia i tam najpierw poszliśmy. Okolica kościoła, czyli Plac Jana Pawła II otoczony budynkami z czerwonych cegieł prezentuje się dość okazale. Dookoła biega kilka osób w przebraniach historycznych i dowiadujemy się, że będą kręcone sceny filmu o strajku szpularek. Za kościołem jest dużo więcej ludzi oraz sporo jeźdźców na koniach. Świetna sprawa, że osiedle robotnicze jest cały czas zamieszkałe przez ludzi. Podobnie jak szpital czy szkoły. Natomiast z głównej fabryki zrobiono centrum handlowe, ale z zachowaniem pierwotnego kształtu. Jest tam też hotel. Bardzo ciekawa wycieczka na 2-3h. Zdjęcia już zamieściłem w katalogu Polska.
17.11.2013, Seattle
Po 21h lotów jestem w Seattle. Wyruszyłem rano o 7.20 lotem do Brukseli. Niestety z powodu ogromnej mgły w Brukseli wystartowaliśmy godzinę później. Nasz samolot to Embraer 195, a na pokładzie ok. 30% zajętych miejsc, ale znalazł się były minister sprawiedliwości pan Ćwiąkalski. Szybko zasypiam, bo wstałem przed 6, więc omija mnie szopka z płatnym jedzeniem, a darmową wodą i prince polo. W Brukseli normalnie miałem mieć prawie 3h na przesiadkę, więc mi się skróciło. Lotnisko bardzo ładne, a ja idę dość sporo do saloniku. Pierwszy raz wykorzystam moją nową kartę United, która doszła do mnie w czwartek. Salonik jest pełny i zapraszają do innego partnerskiego. Tam w sumie też pełno, ale udaje mi się zająć miejsce przy małym stoliku na wysokim krześle. Zbyt wiele zjeść nie można, ale udaje się zrobić kanapkę z serem i szynką.
Przy boardingu okazuje się, że moja karta pokładowa wydrukowana w Warszawie nie może być użyta i muszę iść do transfer center. Tam jeszcze dostaję multum pytań odnośnie mojego bagażu (czy sam pakowałem, czy ktoś mi coś dał, itp.) oraz dostaję nowe karty. Lot do Waszyngtonu potrwa 8h, a ja mam bardzo dobre miejsce w Economy Plus i przede mną nie ma żadnego fotela. Jest to niezły przywilej dla posiadaczy karty Premier Platinum. Na obiad dostaję bardzo dobrą wołowinę oraz średnio zjadliwą sałatkę z kapusty pekińskiej. Z kartą Platinum dostałem kilka voucherów, więc mogłem sobie wypić whisky z colą. Szkoda, że normalnie w UA alkohol jest płatny, ale chyba lepiej mieć dobre siedzenie i więcej miejsca na takim locie niż bezpłatny alkohol. Obejrzałem kilka filmów i jakoś czas zleciał.
W Waszyngtonie dość szybkie immigration i poszedłem do saloniku United. Miałem jeszcze jakieś 2h na lot do Seattle. Saloniki w USA to beznadzieja w porównaniu do europejskich. Do jedzenia są tylko orzeszki i chipsy. Piwo, wino za darmo, ale mocniejszy alkohol już trzeba płacić.
Używając Regional Premier Upgrade, który dostałem z kartą Platinum, upgrejdowałem się do pierwszej klasy na locie do SEA. W końcu to 5,5h lot, a ja wiedziałem, że ciężko będzie przeżyć w Economy tak długi lot po poprzednich kilkunastu godzinach. Mam dość szeroki i wygodny fotel, ale nie ma podnóżka - wychyla się tylko do tyłu. Serwis był dość fajny - napoje non stop, bardzo dobry obiad (wołowina znowu) oraz duże lody na deser. Donosili jeszcze jakieś orzeszki i chipsy, ale ja generalnie spałem cały czas i budziłem się co chwilę zobaczyć czy nie przegapiłem jakiegoś jedzenia. Dolecieliśmy o 20 i zostało mi tylko 300m do przejścia do hotelu Holiday Inn. Szybki prysznic i po tak długiej podróży nawet jet-lag nie przeszkadzał i spałem do 7 rano.

Mając odlot dopiero o 12:30 (przez San Francisco do Chicago) postanowiłem pojechać na chwilę do centrum by chociaż zobaczyć kawałek Seattle. Z lotniska jeździ pociąg (2.75$), który pół godziny jedzie do centrum. Widać, że tu wszystko jest nowe. Pociąg przez pierwsze kilometry jedzie w ogóle na wiaduktach, potem dopiero na poziomie ulicy jak tramwaj. W samym downtown natomiast jest tunel. Miasto w niedzielę rano dość wymarłe. Jest kilka wysokich budynków i zaglądam także nad morze. Udaje mi się zobaczyć najsłynniejszą budowlę miasta czyli Space Needle, ale tam otwierają dopiero o 10, a ja o tej godzinie to muszę być już z powrotem niedaleko hotelu, więc nawet nie podchodzę tam. Po 1.5h spaceru po centrum niestety zaczyna padać, co jest bardzo częste w tym mieście. Pogoda jest tu podobna do irlandzkiej. Cóż, kiedyś trzeba będzie tu wrócić, bo chciałbym zobaczyć piękną okolicę miasta z Olympic National Park na czele.
18.11.2013, Chicago
Seattle pożegnało mnie regularnym deszczem, więc dobrze, że wstałem rano i udało mi się coś zobaczyć. Korzystając z drugiego upgrejdu lecę przez San Francisco do Chicago w pierwszej klasie. Lot do SFO trwa 1h 40 min w Airbusie A320, a na pokładzie oprócz dużego fotela dostaję batonika i nieograniczony wybór napojów, które co chwilę dolewają. Lot bez historii oprócz pięknej pogody nad San Francisco, dzięki której mogłem podziwiać Golden Gate i downtown. Szybka przesiadka na Boeinga 757 i czekał mnie jeszcze 4h lot do Chicago. Fotel taki sam, ale tym razem dają pełny obiad i znowu pełno napojów. Wypijam trochę whisky i idę spać.
Dolatujemy do Chicago trochę przed czasem, a na lotnisku jeszcze nie pozbierali się po kilkugodzinnej masakrze pogodowej. Czekamy 30 min na dojechanie do gate, a potem czekam 30 min, bo w kolejce do taksówki było z 200 osób. Udało się w końcu przed północą dojechać do hotelu. Teraz czeka mnie kilka dni w Chicago na spotkaniach służbowych.
24.11.2013, Powrót z Chicago
W Chicago spędziłem 4 służbowo intensywne dni. O tej porze roku niestety jest już zimno i dość mocno wieje, więc nie było zbyt przyjemnie. Zrobiłem jak zwykle trochę zakupów ciuchowych oraz odwiedziłem jedną z moich ulubionych restauracji, czyli Phil Stephani's wcinając zajebistego steka New York strip.
Wieczorami także padało i taka pogoda żegnała mnie na lotnisku O'Hare. Wracając liniami United do Monachium miałem miejsce przy oknie zaraz za klasą biznes. Przede mną była dość spora przestrzeń na nogi oraz można było nogi oprzeć o ścianę by trochę odpoczęły. Za kupon dostałem 2 buteleczki whisky, dzięki którym przespałem większość lotu. Wszystko odbyło się w zasadzie bez historii, poza tym, że wszystko wskazuje na to, że to mój ostatni tak długi lot w tym roku. Łącznie miałem w tym roku 9 tak długich round tripów, co złożyło się na łącznie 99691 zebranych mil statusowych w United. W połowie grudnia czeka mnie jeszcze wizyta w Utrechcie, więc przelecę ponad 100k mil, co pozwoli mi na uzyskanie najwyższego statusu w United, czyli 1K. Po co mi ten status? Np. po to, że do każdej zebranej mili dostanę 100% bonusu, więc zbieranie mil będzie 2x szybsze. Dostanę także aż 6 voucherów na upgrade do klasy biznes, które mogę wykorzystać na lotach United oraz Lufthansa. Przywileje są zdecydowanie wyższe niż te w M&M, a podatki na lotach-nagrodach 10x niższe.
Na koniec roku jest jeszcze wysyp promocji w różne miejsca, ale mi zostało jedynie 7 dni urlopu. Wczoraj miałem już prawie kupić Nowy Jork lub Chicago w promocji za 150 euro, ale w sumie i tak mam tam przeloty za darmo. Jakby były loty w wakacje to bym się nie zastanawiał, bo byśmy polecieli dalej na Alaskę albo Hawaje. W ofercie last minute jest też co tydzień Bangkok czarterem LOTu za 1300-1500zł. No ale mój urlop mnie ogranicza i nie mogę lecieć na 2 tygodnie. Może coś będzie na początku stycznia to wtedy w ogóle nie będę się wahał.
Archiwum
2017 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil