1.5.2017, Goris, Armenia

Śniadanie w hotelu serwowali dopiero od 9, także dopiero o 10 ruszyliśmy dalej. Z drzwi hotelu roztaczał się piękny widok na Ararat, ale do monastyru Khor Virap będziemy jechali dopiero ostatniego dnia. My ruszamy nad jezioro Sewan, do miejscowości o tej samej nazwie. Prowadzi tam droga dwujezdniowa, więc dość szybko dojeżdżamy. Niestety pogoda się trochę psuje i słońce zachodzi za chmury. Na półwyspie, jest tutaj klasztor Sevanank, gdzie odbywa się akurat nabożeństwo. Obok jest chyba jeszcze starszy monastyr, ale niestety zamknięty. Oba + widoki na okoliczne ośnieżone szczyty i jezioro naprawdę robią super wrażenie.

Jedziemy dalej do miejscowości Noratus, gdzie znajduje się bardzo stary cmentarz. Chowali tam ludzi już od IX wieku. Jest też nowsza część. Zdobnictwo kamieni jest bardzo ładne i całkiem nieźle się zachowało.

Jadąc i jadąc przez góry i kiepskie drogi, dojeżdżamy do końcu do Vayk, gdzie mamy świetny hotel na wzgórzu z super widokiem na dolinę i miasto. Konrad jeszcze trochę się bawi z dziećmi pod jednym z blokowisk, a my stanowimy dla wszystkich nie lada atrakcję. Chodząc pomiędzy blokami obserwuję życie mieszkańców. Bloczyska są niesamowicie brzydkie (nasza wielka płyta przy tym to szczyt estetyki). Balkonów nie ma, ale wszyscy mają kręcone sznurki na bieliznę. Także anteny satelitarne. Ktoś naprawia starą Ładę, która ciągle stanowi tutaj główny środek lokomocji. U nas się już takich nie widzi.

Dzisiaj pojechaliśmy dalej na wschód do Goris. Najpierw jednak zatrzymujemy się w Szakach, gdzie jest wodospad. Jak tam podeszliśmy to ledwo co spływała woda. Posiedzieliśmy z 10 minut i nagle jakby ktoś otworzył tamę. Woda mało nas nie zalała i uciekaliśmy w popłochach. Z daleka wtedy już było pięknie widać spadającą wodę. Do Goris, mimo, że jest blisko, jechaliśmy bardzo długo. Takich dziur w drodze już dawno nie widziałem i często slalomy w ogóle nie pomagały i kilka razy z hukiem wpadłem w dziurę. Oby ten samochód dojechał do końca... W Goris zameldowaliśmy się w hotelu i pojechaliśmy zaraz do Khdzoersk, gdzie cały kanion jest usiany jaskiniami i kiedyś było tu miasto. Jest też bardzo stary kościół. Ogólnie rewelacja. Na drugą stronę kanionu prowadzi wiszący most. Pochodziliśmy trochę i wróciliśmy do Goris na wesołe miasteczko dla Konradka. Jutro przez Tatev i Khor Virap wracamy do Erewania.

2.5.2017, Erewań, Armenia

Budzimy się dość wcześnie, bo dziś mamy dużo drogi do zrobienia. Najpierw jedziemy pod kolejkę linową Wings of Tatev, żeby dojechać pod monastyr Tatev. Pakujemy się w jakąś krótszą, ale strasznie dziurawą drogę i znowu kilka razy przycieram podłożem. Pod kolejką jesteśmy o 8:45, ale otwierają ją dopiero o 10. Jedziemy zatem na dół serpentynami. Widoki na wąwóz kosmiczne. Zjeżdżamy szybko na sam dół i tam chodzimy chwilę w dole wąwozu. Pod górkę niestety droga jest szutrowa. Chyba nie opłaca im się budować drogi, bo nie byłoby klientów na kolejkę. Dojeżdżamy w końcu pod klasztor, którego mury są w remoncie. Na szczęście środek i sam kościół nie ma żadnych rusztowań czy robotników, więc możemy prawie sami sobie pozwiedzać. Miejsce jest bardzo ładnie położone, niedaleko ośnieżone szczyty, wodospad, no i ten wąwóz. Sam kościół, jak to inne w Armenii, zrobione z kamieni i dość surowe. Jednak ich wiek i stan zachowania robią wrażenie.

Dochodzi 10, więc idziemy na kolejkę. Jest ona prawie nowa i bilety dla nas wszystkich w 2 strony kosztują ok. 80 złotych (można płacić kartą). Jedziemy w naszym wagoniku sami i podziwiamy fantastyczne widoki z góry. Zabieramy się od razu z powrotem, ale już są mega tłumy.

Czeka nas długa, na ponad 200 km droga do Erewania. Stan dróg jest tak fatalny, że jedzie się wiele godzin. Ilość dziur, zakrętów jest zatrważająca. Mieliśmy jeszcze wstąpić po drodze do monastiru Noravank, ale spieszyliśmy się na Khor Virap, bo pogoda była coraz gorsza, a chcieliśmy jeszcze zobaczyć ten monastir na tle Araratu. Dojechaliśmy tam po 15 i już górę ledwo było widać. Khor Virap nie odróżnia się zbyt wiele od innych monastirów, więc nie ma co tu dużo pisać. Wspinamy się jeszcze na górę i obserwujemy okolicę.

Wracając drogą dwujezdniową do Erewania było kilka mostów w budowie i ograniczenie do 20, którego oczywiście nikt nie przestrzegał. Ja niestety miałem pecha, bo policja mnie z tyłu nagrywała. Powiedzieli, że jechałem 65/20 i mandat 100k (ok. 800zł). Dogadałem się na łapówkę za 8k (ok. 50 zł). Sami proponowali - ja jestem gość i ja mówię ile mogę zapłacić. Zaczęli straszyć, że zabiorą prawko i oddadzą dopiero jak mandat zapłacę, a jutro rano wylot. Cóż, i tak tanio się wykpiłem. W Erewaniu wpadamy jeszcze na wesołe miasteczko i kolację i meldujemy się w hotelu. Pobudka w nocy i 4:40 wylot.

Archiwum
2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil