1.8.2005, Jerozolima
Rano spakowalismy plecaki i pojechalismy do Nazaretu. Nie ma bezposrednich polaczen, trzeba sie przesiadac w Afuli. Laczny koszt biletu to 5,5 do dworca, 31 do Afuli i 9,5 do Nazaretu. Miasto jak miasto, nic szczegolnego. Sama Bazylika Zwiastowania jest wielkim kosciolem z ciekawym wnetrzem, nie ma przepychu, ale tez nie rzuca na nogi. Jest cisza i spokoj. Poniewaz nie moglismy znalezc zadnego noclegu wrocilismy znowu do naszego hostelu w Jerozolimie. Przy okazji obejrzelismy kilka innych hosteli i cieszymy sie, ze mieszkamy w Hebronie ;-).
Jutro o 9 mamy autobus do Ejlatu i wracamy do Egiptu. Beda nudy przez nastepne 6 dni, ale moze jakos zorganizujemy sobie czas. Lepiej siedziec w Egipcie niz wydawac tu po 17zl za kanapke ;-)
3.8.2005, Dahab
Od wczoraj byczymy sie w Dahab nad Morzem Czerwonym. Na razie odbywa sie to przez lezenie na lozku, bo na dworze jest cholernie goraco i duszno a w pokoju mamy nowa klime ;-). Wczoraj rano wsiedlismy w Jerozolimie w autobus nr 444 do Ejlatu, potem w miejski nr 15 i bylismy na granicy. Oplata wyjazdowa 70 szekli (zydowskie zlodzieje), granica bez problemow i pare minute przed 15 bylismy juz poza przejsciem. Chcielismy szybko zlapac taxi do dworca autobusowego, ale robili nam sztuczne problemy. W koncu z 2 Kanadyjczykami zaplacilismy 10 funtow i jakis gosc nas podrzucil. Na dworcu okazalo sie, ze autobus do Dahab odjechal 5 min wczesniej... Pieprzeni taksiarze nas specjalnie przetrzymali. Kanadyjczycy pojechali o 16.30 do Kairu a my o tej samej porze innym autobusem do Nuwejby. Pierwszy raz byla klima w egipskim autobusie, wow ;-). W Nuwejbie musielismy pogonic ostro z buta na glowna droge i tam stopowalismy do Dahab. W koncu zatrzymal sie... "wyjatek od reguly" i strasznie mily gosc z rodzinka zapytal czy zmiescimy sie we dwojke w Lanosie, w ktorym juz jechalo 5 osob. Oczywiscie sie zmiescilismy. Podwiozl nas do samego centrum Dahab, 15km od rogatek i jego trasy do Sharm el-Sheikh i co dziwne nie chcial zadnej kasy. Az nie moglismy uwierzyc.
Dahab to backpackerski kurort. Ceny ustalone i normalne, jest duzy market, gdzie sa soki Tymbark za jedyne 18 funtow ;-). Mamy hotel za 60 z widokiem na morze. Idziemy cos pozwiedzac, ladny jest tu deptak ze sklepami i restauracjami. Potem poplywamy i jutro trzeba spadac do klasztoru sw. Katarzyny.
5.8.2005, Kair
Przez pieprzone zlomy pod szyldem East Delta Travel musielismy ominac klasztor sw. Katarzyny. Jest jedyny autobus z Dahab do klasztoru o 9.30, popsul sie w Nuwejbie i oczywiscie nie puscili zadnego zastepczego, mimo iz na dworcu w Dahab stalo kilka autobusow i czekalo nie wiadomo na co. W gre nie wchodzil wyjazd jutro do klasztoru bo potem jest tez problem z wydostaniem sie z klasztoru. W razie jeszcze jednej podobnej porazki nie zdazylibysmy dojechac do Hurghady na samolot, wiec postanowilismy wsiac w autobus do Kairu. Jechalismy kolejnym wehikulem przez 10h z pseudoklimatyzacja, potem taksowka i znowu jestesmy w naszym Sun hotel. Po drodze jechalismy przez Sharm i oczywiscie na dworcu kilkunastu plecakowiczow, czartery z Niemiec normalnie lataja, a nasze biura chyba za szybko sie przestraszyly i odwolali wszystkie loty. Tak to bylibysmy dzis juz w Polsce, a niestety musimy sie doczlapac do Hurghady. Bez sensu. Dzis rano zobaczylismy karalucha, wiec to jest chyba normalne tutaj, bo praktycznie w kazdym hotelu takowe widzielismy. Najwiekszy byl na przjesciu egipsko-izraelskim wielkosci palca wskazujacego, no i siedzial sobie w lodowce.
Jest tak cholernie goraco, w nocy mimo maksymalnie wlaczonego wiatraka, cale przescieradlo pode mna bylo mokre, ze juz tesknimy do polskiego klimatu. jednak tutaj klima w pokoju to podstawa. inaczej ciezko sie wyspac. zaraz chyba pojedziemy na kairskie cmentarze, czyli do Miasta Umarlych, ponoc mieszka tam 3 mln ludzi. ciekawe.
9.8.2005, nareszcie Warszawa
I tylko tyle.
28.8.2005, po weselu
Marcin (www.tramping.slask.prv.pl) i Ania mieli rewelacyjny pomysł. Zorganizowali wesele w harcówce Głodówka za Bukowiną Tatrzańską, gdzie jest przepiękny widok na Tatry Wysokie, ślub wzięli w kapliczce przy schronisku na świeżym powietrzu. Potem na samej zabawie przez ponad 2h przygrywała i opowiadała niesamowite historyjki prawdziwa kapela góralska (piękną mamy kulturę). Na dodatek do jedzenia pieczony świniak oraz grill. Byłem na wielu banalnych weselach, gdzie się tylko je i pije, ale teraz dopiero widzę jak można zorganizować coś ciekawego, innego i o czym naprawdę będzie się długo pamiętało...
19 września na 5 dni firma wysyła mnie do Kaliningradu :). Przy okazji objeżdżę całą tą eksklawę. W 2002 nie chcieli mnie tam wpuścić, w końcu będzie okazja pozwiedzać.
Archiwum
2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil