2.4.2014, Segwayem po Utrechcie
Po kilku dniach przerwy znowu wróciłem do Holandii. Tym razem duże spotkanie na ponad 30 osób. Oczywiście zwykle przy okazji takich spotkań organizowane są tzw. Team buildings. Nie znoszę tych organizowanych w Stanach, bo np. ostatnio biegaliśmy po Chicago wykonując jakieś głupie zadania. Tutaj wymyślili jeżdżenie segwayami po Utrechcie. Super sprawa. Jak stanąłem na segwaya to nie czułem się zbyt pewnie, ale po dosłownie minucie już wszystko było proste. Jeździliśmy w sporej grupce, ale było bardzo ciekawie. To chyba moja 5 wizyta w tym mieście, a dopiero miałem czas coś zwiedzić. Szczególnie podobała mi sie zabudowa wzdłuż kanałów, gdzie domy mają szyby od ściany do ściany i od podłogi do sufitu. Do tego katedry i piękne uliczki pełne rowerów. Godzina jazdy szybko minęła. Szefowa mi powiedziała, że rok temu robili wyścigi Fiatami 500 gdzieś w środku Holandii na wydzielonym torze, więc zdecydowanie w tej firmie umieją się bawić :-)
18.4.2014, Tbilisi
Z 2 latkiem do Gruzji? Czemu nie. Wizzair oferuje teraz bardzo tanie loty wiec skorzystalismy. Podroz do Kutaisi minela bardzo szybko, a my jako ze z dzieckiem to mielismy priority boarding. Po wyladowaniu skorzystalismy z Georgian Bus, firmy z nowymi busikami i za 5 lari pojechalismy do centrum. Kierowca rozwozil wszystkich po ich hotelach i my tez wysiedlismy pod naszym wczesniej zarezerwowanym. Jak tylko bus odjechal to zorientowalismy sie, ze zostawilismy w nim jeden maly plecak. Nastapila panika, a jeden z kierowcow obok zapytal sie co sie stalo. Ruszylismy za busem, ale nie wiedzielismy gdzie pojechal. Pokazalem bilet, pan zadzwonil na numer, a za chwile zadzwonil kierowca busa ze bedzie kolo glownej fontanny i faktycznie za chwile odzyskalem plecak. Pan ktory mi pomagal nie chcial ani grosza.
W hotelu czekala nas nastepna niespodzianka, bo wszystkie pokoje byly zajete, a wlascicielka stwierdzila, ze trzeba bylo dzwonic. Szukala dla nas miejsca gdzies indziej, ale bylo pelno. W koncu oddala nam swoj pokoj i moglismy pojsc spac. Nastepnego dnia w planie byly 3 monastyry. Pani w hotelu proponowala taksowke za 50, ale bez problemu znalezlismy za 40. Najpierw pojechalismy do Gelati. Szkoda, ze byl w remoncie, ale i tak robil wrazenie. Z okazji Wielkiego Tygodnia w srodku bylo nabozenstwo. To niesamowite, ze to miejsce ma 800 lat. Kolejny monastyr to Matsemida. Sporo mniejszy, ale rownie swiety. W srodku rownoez bylo nabozenstwo. Jest pieknie polozony przy urwisku rzeki. Ostatni monastyr to Bagrati, krolujacy nad Kutaisi. Jest duzy i piekny.
Taksowkarz wyrzuca nas przy knajpie niedaleko hotelu, jemy i wracamy sie kimnac. Wlascicielka przygotowala nam nowy pokoj typu lux, ale lozko luksusu raczej nie widzialo. Po poludniu chodzimy po centrum Kutaisi, gdzie jest kilka ladnych uliczek oraz udajemy sie na targ, gdzie udaje mi sie zrobic troche fajnych zdjec.
Rano zegnamy Kutaisi i jedziemy na dworzec. Tam lapiemy marszrutke do Tbilisi i mowimy, ze chcemy wysiasc w Gori. Bierzemy 3 bilety i caly tyl jest nasz. Bus to Merc Vito sciagniety z Anglii, wiec miejsca mamy dosyc. W Gori wysiadka na obwodnicy i utargowalismy z taksiarzem na 40 lari by nas zabral do dobrej knajpy, poczekal, potem do skalnego miasta i wrocil do Gori. Skalne miasto bardzo fajne - dziecko mialo troche problemow z chodzeniem po skalach, ale wtedy go wnosilismy. Jest tu sporo wykutych jaskin i oczywiscie spichlerze na wino. Do kosciolka na szczycie nie udalo sie wejsc.
Taksiarz bardzo chcial jeszcze na nas zarobic i sie uparl, ze zawiezie nas do Tbilisi, ale my rownie sie uparlismy na marszrutke i pojechalismy za 3 lari.
W Tbilisi zatrzymujemy sie w Sheratonie :-). Nie placimy ani grosza, bo zarezerwowalem 2 noce za punkty, ktore zebralem podczas moich sluzbowych pobytow w Indiach w Westinie. Dostajemy wielki apartament i dodatkowe lozko dla dziecka. Postanawiamy jeszcze wyjsc na miasto, chcielismy na kolejke, ale nie dogadalismy sie z taksiarzem i zawiozl nas na kolejke wyciagiem na najwyzszy szczyt w miescie, gdzie jest wesole miasteczko. Nasze dziecko ma zatem troche zabawy korzystajac z kilku kolejek. Do hotelu zajezdzamy juz po zmroku i padamy ze zmeczenia.
19.4.2014, Tbilisi
W Sheratonie za punkty zarezerwowalem normalny pokoj i taki sie pokazywal do czasu jak tydzien przed odlotem zadzwonilem tam proszac o lozeczko dla dziecka. Wtedy wlasnie dostalem darmowy upgrade do apartamentu i nagle w rezerwacje wskoczylo mi, ze sniadanie jest wliczone. Po odbytym sniadaniu kelnerka scigala mnie bym podpisal rachunek na 90 lari. Sniadanie dla 2 osob za jakies 160zl? Troche drogo. Postanowilem wyjasnic sprawe w recepcji. Na szczescie mialem wydruk rezerwacji, gdzie bylo napisane, ze sniadanie jest w cenie. Oni szli w zaparte, ze sniadanie sie nie nalezy bo rezerwacja za punkty i upgrade, i ja rowniez bo mam na wydruku. Kompromisem okazalo sie zrezygnowanie przez hotel z rachunku za dzisiejsze sniadanie, a przez nas z jutrzejszego. Szkoda, bo wybor jedzenia byl naprawde fajny.
Po tych przygodach ruszylismy na marszrutke do Mcchety. Jest to dawna stolica Gruzji i jedno z piekniejszych miasteczek. Najpierw idziemy do jednego kosciola na zewnatrz, a potem juz na stare miasto na brukowane uliczki. Klimat jest fajny i zaraz docieramy do glownego placu z wielkim monastyrem otoczonym murami. Bardzo nam sie podoba, widac i czuc historie. Chcialem zrobic kilka zdjec w srodku, ale bylo zakazane i jeszcze mnich mnie upewnial ze no photo. Pokrecilismy sie po kilku uliczkach i skorzystalismy z oferty taksowkarza by podjechac do monastyru Jvari gorujacym nad miastem. Cena 15 lari, choc w LP pisali, ze 25. Jvari to najswietsze z najswietszych miejsc w Gruzji. Monastyr jest z chyba V wieku, jest niewielki, ale zdecydowanie warto tu przyjechac, nawet jesli jak my widzialo sie juz z 10 monastyrow. Do tego jest przepiekny widok z gory na Mcchete i rozwidlenie rzek.
Bylo juz kolo poludnia i zar lal sie z nieba. Dopiero polowa kwietnia a jest z 30 stopni i slonce pali nad glowa. Nie wyobrazam sobie przyjechania tu w lecie, przeciez tu wtedy musie byc z 35-40 stopni. Taksiarz podrzuca nas na miejska marszrutke i za chwile juz odpoczywamy w hotelu.
Po poludniu postanowilismy zwiedzic stare miasto Tbilisi. Schodzimy z hotelu w dol pieszo przez 15 minut. Idziemy najpierw na kolejke linowa i za kilka groszy wjezdzamy na gore by podziwiac widok. Jest tu ogromna statua i jakies szczatki baszty. Potem chodzimy po starym miescie. Jest tu kilka odnowionych kamienic i uliczek, szczegolnie z restauracjami, ale jest tez tona ruin i sypiacego sie syfu. Ogolnie dosc 'ciekawy' klimat. Co troche razi to bardzo nowoczesny most i budynki ze szkla, ktore w ogole nie wspolgraja ze starymi kamienicami z drewnianymi fasadami. Szkoda, ze to wszystko tak sie gryzie.
Jutro jedziemy w gory Gruzinska Droga Wojenna do Kazbegi by zobaczyc gory. O ile cos bedzie jezdzic w niedziele wielkanocna...
22.4.2014, Tbilisi
W niedziele Wielkanocna dworzec Didube byl troche mniej ruchliwy, ale marszrutek bylo pelno. Czekalismy chwile i kupilismy jak zwykle 3 miejsca, zeby dzieciak mial troche przestrzeni. Jechalismy z Polakami z Krakowa, ktorzy podrozowali na rozkladanych stolkach miedzy fotelami. Kierowca pedzil jak wariat szybko mijajac punkty widokowe, az w koncu zaczely sie ostre serpentyny do przeleczy Jvari. Tu dopiero zaczynaja sie piekne widoki na osniezone gory. Do Kazbegi dojezdzamy w 2:15h i kierowca podrzuca nad pod nasz hotel Rooms, ktory jest najlepszym w miescie. Coz, zaszalelismy z noclegiem po 100 dolarow z 2 powodow - czesc naszych noclegow byla darmowa oraz ten hotel jest naprawde rewelacyjny z nieprzecietnym klimatem. Jest w wiekszosci z drewna, ma ogromny taras i restauracje/miejsce do odpoczynku z widokiem na Kazbeg oraz basen z takim samym widokiem i z ktorego 2 razy korzystalismy. Cale popoludnie mamy piekna pogode i super widok na Kazbeg i klasztor Tsemba Samida. Taksiarze proponuja nam tam wjechanie za 40 lari, ale my to zaplanowalismy na nastepny dzien. Wtedy jeden z nich powiedzial po co czekac skoro jest pogoda. Niestety zemscilo sie to na nas, bo nastepnego dnia lalo az do poludnia, a po poludniu nie bylo nic widac ponad monastyr. Dzis jak rano wyjezdzalismy bylo podobnie, ale padal deszcz.
Marszrutka o 10 do Tbilisi, mimo ze miala 6 wolnych miejsc to nas nie zabrala z powodu rezerwacji. Czekanie na nastepna bylo albo do 12.30 albo do 14, bo nikt nie byl pewny. Tymczasem zrobilo sie 6 stopni i lalo jak z cebra. Trudno, zdecydowalismy sie zaplacic 100 lari za transport Honda CRV jednego z taksiarzy prosto do Tbilisi. Nie chcielismy ryzykowac przemoczenia i choroby dziecka. Jak tylko wyjechalismy z Kazbegi to nie zalowalismy ani grosza. Caly czas byla sciana wody i kilka lawin blotno-kamienistych, ktore ledwo przekroczylismy. Przed przelecza Jvari zaczal mocno sypac snieg i zamiast po asfalcie to jechalismy po sniegu i lodzie. Tuz przed sama przelecza jedna marszrutka wyleciala z drogi, a za nia stalo juz kilka tirow i nie mogly ruszyc. Udalo nam sie cude przejechac bokiem i pojechalismy dalej, ale pewnie jak bysmy poczekali na transport dluzej to moglibysmy utknac na pare ladnych godzin.
zjezdzajac w dol snieg przestal sypac, ale ulewa towarzyszyla nam az do Tbilisi. Tym razem zatrzymalismy sie w Holiday Inn, tez za punkty. Hotel jest w drozszej dzielnicy i ma nowoczesny i wysoki budynek. Dostajemy pokoj na 20 pietrze, lozeczko dla dziecka i kosz owocow. Probowalismy jeszcze pospacerowac, ale ciagle kropilo, no i chodniki dla wozka w tym kraju sa masakryczne.
Jutro juz tylko powrot do Kutaisi skad mamy wylot do Warszawy. Gruzja z dzieckiem daje rade.
Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil