10.1.2019, Baarle i Leeuwarden, Holandia

Pierwszy lot w tym roku, czyli podróż służbowa do Eindhoven. Zerwałem się na lot o 6:05, a spotkanie przełożyli i zaczyna się dopiero o 14. Wolne 3h zagospodarowałem na zwiedzenie Baarle-Nassau i Baarle-Hertog. Niby jedno miasteczko ale jak się spojrzy na mapę to widać coś dziwnego. Jest to kilkanaście małych enklaw belgijskich w Holandii i nawet holenderskich wewnątrz tych belgijskich. Biegną one po środku domów bez żadnego ładu. Jest też polski akcent z żołnierzami walczącymi tutaj podczas II wojny światowej. Resztę czasu spędzam na intensywnych spotkaniach.

Mając w czwartek nagle całe popołudnie wolne z powodu wcześniejszego końca spotkania, zastanawiałem się co robić do wieczornego samolotu. Wybrałem Fryzję, bo w tym regionie jeszcze nie byłem. Miasteczko Leeuwarden jest super, ale nie wziąłem pod uwagę, że przecież wcześnie się ściemnia. Udało się jednak niecałą godzinkę pochodzić po mieście i zobaczyć piękną zabudowę i kanały.

14.1.2019, Hamburg i Brema

Niemcy zawsze traktowałem trochę po macoszemu. Niby blisko, ale z drugiej strony brak jakichś spektakularnych atrakcji. Czas jednak pozapełniać niektóre białe plamy w Europie i przy okazji podróży służbowej do Berlina, postanowiłem polecieć do Hamburga, odwiedzić to miasto oraz pobliską Bremę. Wyjazd planowałem jeszcze w listopadzie i zamiast 85 euro, płaciłem po 20 euro za pociągi ICE.

W Hamburgu miałem 3h. Były tylko 3 stopnie, ale trochę słońca ułatwiało chodzenie. Widać, że to miasto z rewolucji przemysłowej. Mnóstwo ceglanej zabudowy, która robi niezłe wrażenie. Odwiedziłem najpierw starówkę z ratuszem i przepięknym City Hall. Dalej udałem się do Speicherstadt, czyli zabudowy przemysłowej nad kanałami. Wygląda to wszystko super. Jest tu też kilka nowych apartamentowców, zwisających nad kanałami, które ładnie się komponują ze starą zabudową. Potem zobaczyłem fantastyczny budynek filharmonii, a następnie długim spacerem wzdłuż rzeki doszedłem do Repperbahn, czyli dzielnicy czerwonych latarnii. Śmiesznie wygląda budynek, gdzie na dole jest McDonalds, a na górze reklamuje się burdel :).

Metrem wróciłem na dworzec i pojechałem do Bremy. Tutaj starówka jest malutka, ale robi mega wrażenie. Wąskie i kolorowe uliczki wypełnione galeriami, sklepami i knajpami robić świetne wrażenie. Niestety po godzinie zaczął sypać śnieg i musiałem się ewakuować na dworzec. Tu mój pociąg okazał się opóźniony i w Hamburgu nie zdążyłbym na przesiadkę do Berlina. Na szczęście drugi pociąg też był opóźniony i udało się zdążyć. Kolejne 3 dni spędzę w Berlinie na szkoleniu i spotkaniu.

26.1.2019, Rustenburg, RPA

Nasz odlot British Airways z Okęcia się opóźnił. Ponoć z powodu długiego załadunku bagażu, pogody, a następnie opuszczenia slotu na Heathrow. Przeczuwaliśmy kłopoty na naszej 2-godzinnej przesiadce i sprawdziłem kolejne odloty z Londynu do Johannesburga. Okazało się, że leci jeszcze A380 2h później, a kolejne 2h później następny samolot. Niesamowite jaki jest ruch między tymi miastami. Przylecieliśmy 30 minut przed odlotem naszego samolotu, ale od razu nas przerzucili na następny. Zamieniliśmy więc Dreamlinera na Super Jumbo i dostaliśmy vouchery na jedzenie za 20 funtów. Skorzystaliśmy w jednej z knajp, a następnie weszliśmy do w pełni zapakowanego Airbusa A380 na 11h lotu.

Baliśmy się, że nasze bagaże nie przerzucą na nowy lot, ale po długim oczekiwaniu jednak dotarły. Wypożyczamy samochód z Bidvesta i jedziemy w stronę Hartbeespoort. Pierwsze wrażenia są takie, że trudno odróżnić ten kraj od innych rozwiniętych, gdyby nie czarnoskórzy mieszkańcy.

W Hartbeespoort chcieliśmy skoczyć nad sztuczne jezioro, ale całe dojście do niego jest ogrodzone, a wjazd na ośrodki kosztuje mnóstwo kasy. Jedziemy zatem na kolejkę górską. Ta też kosztuje sporo, ale jedziemy na górę i podziwiamy fantastyczne widoki. Ruszamy w stronę Rustenburga, ale jeszcze oglądamy tamę i wodospady. W Rustenburgu meldujemy się w naszym B&B, coś jemy, choć ciężko tu o restaurację i decydujemy się jechać do parku narodowego Pilanesberg. Płacąc 260 randów za wstęp, słucham narzekań jakiegoś Afrykanera, który mówi, że park jest żałosny i szkoda na niego nawet 20 randów. Trudno, jedziemy. Od razu prawie widzimy słonia :). Potem trochę antylop, zebr i niestety martwego nosorożca. Potem jadąc główną drogą Monika wypatruje w dali dwa nosorożce. Czekamy i one powoli przychodzą pod główną drogę i nam pozują. Jedziemy dalej, widać zbiorowisko ludzi. Ponoć wysoko na skałach jest lampart. Szukamy go i szukamy i jest! Leży sobie pod skałą wysoko i obserwuje okolicę. Dalej udaje nam się zobaczyć hipopotama w jeziorku i następnego słonia, który stał przy drodze i żadnego samochodu nie puszczał. Jak ktoś podjeżdżał bliżej to wyciągał trąbę do góry. Musieliśmy więc objechać, ale to nic, bo widzieliśmy 4 żyrafy. A przy wyjeździe z parku kolejne 4 nosorożce! Zachwyceni wracamy do Rustenburga.

28.1.2019, Kimberley, RPA

Całą niedzielę spędziliśmy w Sun City na Valley of Waves. Jest to wspaniały park wodny, gdzie jest generowana sztuczna fala. Do tego jest mnóstwo świetnych zjeżdżalni na pontony oraz zwykłych. Jest też zjazd pionowo w dół, gdzie ciężko się było odważyć, ale zjechałem w końcu 3 razy :).

Dzisiaj przejechaliśmy aż 500 km do Kimberley. Zeszło nam 6h z przerwą na jedzenie i tankowanie. Tutaj od razu obejrzeliśmy Deep Hole, czyli byłą kopalnię diamentów, obecnie zalaną szmaragdowym jeziorem. W pakiecie zwiedzania jest też oglądanie kopalni i diamentów. Jutro jedziemy do Lesotho.

30.1.2019, Lesotho

Z Kimberley ruszyliśmy 300 km do Lesotho. Wiedziałem, że trzeba mieć e-visę, która kosztuje aż 150$ od osoby, ale czytałem też o osobach, które pojawiały się na granicy na przypał i dostawały permit na granicy. Zamiast więc płacić 450$, pojawiliśmy się na granicy i udaliśmy głupa, że nie wiedzieliśmy, że trzeba wizę. Pani wzięła na bok i załatwiliśmy co trzeba za 1000 randów, czyli połowę jednej wizy :). Stolica Maseru wita zaraz za granicą. Czuć od razu Afrykę. Dojeżdżamy do naszego noclegu, zrzucamy graty i jedziemy do wioski Thaba Bosiu, gdzie jest coś w rodzaju skansenu. Nawet ładnie. Mamy przewodnika, który opowiada jak kiedyś ludzie żyli. Prawdę mówiąc dużo się to nie różni od obecnych domostw, bo na wsiach widać kamienne domy kryte strzechą. W miastach jest niestety przytłaczająca przewaga blachy falistej.

Drugiego dnia w Lesotho ruszyliśmy na południe do wodospadów Maletsunyane. Niby niecałe 100 km, ale po górskich drogach jedzie się wolno. Do tego wszędzie progi zwalniające. Widoki za to porażające. Ostatnie 8 km przed wodospadami zjeżdżamy na kiepską drogę kamienistą. Wodospad spada 200 metrów w wielki kanion. Okolica jest super i spędzamy tu trochę czasu. Potem podjeżdżamy do wioski obok, która była jedną z większych na naszej drodze. Wśród budek z blachy falistej znajdujemy jakąś co serwuje jedzenie. Można kupić lekko zimne frytki, kurczaka i jakąś sałatkę. Nie boimy się i jemy. Zaglądamy też obok do przedszkola, głównie po to by Konrad chwilę zobaczył się z dziećmi. Jak oni biegali to Monika rozmawiała z opiekunką. Są 2 osoby na 50 dzieci. Mają kawałek wymurowanego domu z wybitymi oknami i klepiskiem w środku. Prawie brak zabawek. Na szczęście jest kawałek podwórka, ale piłki też nie mają.

Jesteśmy jakieś 40km od prowincji Qacha Nek i wąwozu rzeki. Postanowiliśmy więc pojechać. Tu serpentyny są już mega i jadę ponad godzinę. Robimy co chwila zdjęcia pięknych okolic. Wracając, postanowiliśmy kupić trochę zabawek do tego przedszkola i je przekazaliśmy. Do Maseru dojechaliśmy dopiero o 17. Mimo niecałych 300 km, jechaliśmy samochodem dużo dłużej niż nasz 500 km przejazd po RPA. Jutro opuszczamy Lesotho.

Archiwum
2019 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2019 Piotr Wasil