13.12.2010, Afryka Wschodnia
W sobotę lecimy na chyba największą do tej pory wyprawę życia. W ciągu 25 dni zamierzamy zobaczyć goryle w Rwandzie, wodospady Murchisona i źródło Nilu w Ugandzie, 3 parki narodowe na 6-dniowym safari w Kenii, rzucić oko na Kilimandżaro i na końcu odpocząć na Zanzibarze w Tanzanii.
Lecimy za mile w biznes klasie - Warszawa - Frankfurt - Addis Abeba - Kigali Lufthansą i ostatni odcinek Ethiopian airlines, a powrót z Dar es Salaam przez Zurich do Warszawy SWISSem.
Nasze pierwsze spotkanie z Czarną Afryką, mamy nadzieję na zobaczenie pięknych miejsc i wspaniałych zwierząt. Relacja na żywo na stronie!
20.12.2010, Gisenyi, Rwanda
Jestesmy w Rwandzie. Dluga podroz mimo, ze business class to jednak meczaca. Ostatni lot z Addis Abeby do Kigali byl jeszcze spozniony a my dostalismy wpisane reczne boarding passy. Taksiarze na lotnisku na szczescie nie oszukuja i biora napisana na tablicy stawke 10k frankow. Dojechalismy do naszego guesthouse One Love, ktory mial byc taki fajny, ale jednak byl w ogole nie warty 30$. Chcieli od nas nawet 40$, ale pokazalem rezerwacje.
Kigali wyglada jak duza wies, ale jest super. Wszedzie zielone wzgorza, ludzie super mili przybijaja nawet piatki z nami. Podjechalismy motorkami do Memorial Center, zeby obejrzec muzeum ludobojstwa. Tu nastapil maly zgrzyt, bo muzeum niby bezplatne to jednak kazdemu bialemu wciskaja audio guide za 25$. My nie chcielismy tego, wiec zaczelismy sluchac gadki, ze nie respektujemy miejsca. Postawilismy jednak na swoim i oszczedzilismy 50$. Wole jednak sam dac jakis datek niz zeby ktos wymagal na mnie placenie za cos, czego nie potrzebuje.
Z muzeum podreptalismy prawie godzine do centrum. Mijalismy mnostwo ludzi odswietnie ubranych (w koncu jest to niedziela), ktorzy sie zawsze do nas usmiechali. Pozniej weszlismy jeszcze do ponoc slynnego z czasow belgijskich hotelu i na tym koniec atrakcji Kigali. Po powrocie motorkami do guest house, poszlismy spacerkiem wzdluz drogi i ogladalismy jak mnostwo kobiet i dzieci nosi ogromne baniaki z woda. Straszny widok, bo my przeciez odkrecamy kurek i mamy...
Dzis za 2k frankow od osoby, czyli jakies 12zl pojechalismy do Gisenyi. Po drodze przejezdzalismy przez Musanze, skad bedziemy tropic goryle. Po drodze mielismy jeszcze jeden przerazajacy widok - byl jakis wypadek i jakis czlowiek lezal na ulicy w kaluzy krwi i przykryty...
W Gisenyi z dworca chcielismy pojsc cos zjesc, ale nie bardzo bylo widac jakas restauracje, potem zaczelismy szukac noclegu w misji katolickiej, ale tez nie moglismy tego znalezc. Zapytana kobieta zaprowadzila nas pod drzwi. Milo. Zjedlismy tu tez od razu posilek - wyglada to jak szwedzki stol, a do wyboru sa ryz, makaron, fasola, banany smazone i sos. Ludzie obok kladli totalnie pelny talerz z gorka, no ale my sie najedlismy polowa ich porcji. Platne od talerza, wiec oni jedli ile mogli. Po jedzeniu poszlismy na spacer na jezioro - piekne widoki i mnostwo egzotycznych kwiatow, ktore w Polsce sprzedaja w sklepach za ciezkie pieniadze. Tu zreszta sa kilka razy wieksze, szczegolnie jakies kaktusy. Idac droga nad jeziorem doszlismy w koncu do granicy z DRC, no ale tam sie nie wybieramy...
Po powrocie chcielismy znowu cos zjesc, a tu sie okazuje, ze kazda restauracyjka w tym miescie ma taki sam szwedzki stol z podobnym wyborem. Grunt to sie napchac.
Dzis juz tylko odpoczynek, a jutro jedziemy do Musanze odebrac pozwolenia na goryle. Pojutrze tropienie.
24.12.2010, Jezioro Bunyoni, Uganda
jestesmy nad jeziorem Bunyoni, przepieknym miejscu w zakatku Ugandy. Nie odzywalismy sie jakis czas, ale byl problem z internetem.
W moje urodziny obejrzelismy Goryle - cos wspanialego, udalo nam sie zalapac do najwiekszej grupy i jeszcze mielismy darmowy transport. Jeden goryl nawet dotknal Monike.
Uganda juz jest gorsza niz Rwanda pod wzgledem ludzi, probuja oszukiwac i nie sa tak przyjazni. Mielismy juz pare scysji z powodu kasy za przejazdy bo chcieli bysmy placili 2 raz wiecej niz lokalni. Dzis 4h wycieczka po jeziorze i potem spadamy do kampali.
27.12.2010, Jinja, Uganda

Uff, ciezko znalezc internet, ale przynajmniej mozna z wifi skorzystac przez telefon. Jestesmy w Jinja nad zrodlami Nilu wyplywajacego z jeziora Wiktorii, ale po kolei.
Nad jeziorem Bunyonyi wynajelismy canoe z przewodnikiem na 4h i zrobilismy sobie wycieczke po tym przepieknym jeziorem polozonym wsrod wzgorz i z 29 wysepkami. Weszlismy na jedna z wysp by zobaczyc zyjacych ludzi, szkole i kosciol. Jedno z dzieci przywitalo nas slowami give me money. Udalo nam sie ledwo zdazyc przed wielka burza i w tym czasie zjedlismy swietny posilek. Polecamy jedzenie w tym miejscu, ale nocleg i warunki sa ogolnie fatalne. Po poludniu zabieramy sie do Kabale, gdzie peobujemy znalezc transport do Kampali, ale jest on dopiero wieczorem. Wsiadamy wiec w busa do Mbarara cieszac sie, ze mamy miejsca z przodu. Z tylu jechalo ze 20 osob, czesc w pozycji pollezacej, kury i mnostwo bagazy. Gdy zapadl zmrok jazda zrobila sie naprawde wariacka wiec zrezygnowalismy z dalszego transportu i zostalismy w tutejszym hotelu.
Rano w Boze Narodzenie wzielismy autobus do Kampali, ktory jechal jak wariat, ale nas dowiozl. Okolice dworcow w Kampali to syf, kila i mogila. Sterty smieci, blota i ogolnego syfu, jakiego chyba jeszcze nie widzielismy. Z radoscia wzielismy autobus do Masindi, gdzie postanowlismy zostac 2 noce blisko parku Murchison Falls. Plan na 2 dzien swiat byl taki by dojechac 90km do wodospadow, wziac lodke i poplywac po Nilu. Nie ma tam publicznego transportu a lokalesi za podwozke chcieli 100 dolcow!
W jedna strone udalo sie zlapac na stopa hinduska rodzine w Landcruiserze, a z powrotem austriacka. Wodospady sa super, szczegolnie to widac jak sie pod nie podjedzie bo z lodki widok nie jest najlepszy.
Dzis zebralismy sie z niestety mokrym praniem do Jinja znowu przez te syfiasta Kampale. Jutro Kenia.
28.12.2010, Nairobi, Kenia
Po 11h jazdy jestesmy w koncu w Nairobi. Wczoraj jeszcze podjechalismy nad zrodlo Nilu, ktory wyplywa z jeziora Wiktorii. Uznalibysmy ten czas za stracony, ale kupilismy 3 banany i karmilismy malpki z reki - niezla zabawa.
W naszym bed & breakfast rano zabraklo sniadania i na glodnego wsiedlismy do autobusu. Autobus na szczescie dosc komfortowy bo i duzo miejsca i siedzenia mozna sporo wychylic. Jakos ta droga minela.
Nairobi na razie zrobilo na nas pozytywne wrazenie, choc widzimy je tylko w nocy. hotel zarekomendowany przez biuro z safari kosztuje 25$ i jest chyba najlepszy do tej pory jaki mielismy! Jutro spacer po Nairobi, zrobic pranie, pojsc do ambasady i spotkac sie z kolezanka z mojej firmy, ktora poki co jedyna jest w calym biurze.
29.12.2010, Nairobi, Kenia
Zupelnie nie rozumiemy tych wszystkich opinii o tym, ze Nairobi to niebezpieczne miasto. Naszym zdaniem jest wrecz przeciwnie i bardzo nam sie tu podoba. Sa oczywiscie jak wszedzie ludzie katujacy o taksowki czy dzieci pytajace o pieniadze, ale nic poza tym. Czuc tez troche oddech Europy i ulozenia pewnych rzeczy.
Rano spotkalismy sie z szefem biura, gdzie zarezerwowalismy safari i uzgodnilismy szczegoly. Mamy cene 110 dolcow za dzien, co jest troche nizej niz obecny standard. Gosciu w zamian liczy na polecenia wiec bardzo sie maja starac by nam sie podobalo.
Potem pojechalismy do dzielnicy ambasad, gdzie spotkalismy sie z ludzmi z polskiej ambasady na piwku i lunchu. Spedzilismy milo troche czasu w Market Village - dosc ekskluzywnym centrum handlowym super wygladajacym. Nastepnie zdzwonilem sie z kolezanka z mojej firmy, ktora jako jedyna poki co jest zatrudniona w Kenii. Pogadalismy, wypilismy kawke i od niej, jako lokalnej dowiedzielismy sie, ze Nairobi obecnie jest bezpiecznym miejscem i zwykle srodki ostroznosci wystarcza.
Rozwazamy ciagle co robic po safari, myslelismy by wziac lot na Zanzibar za 169 dolarow, ale troche za drogo. Za 30 dolcow po 15-18h powinno sie dac dojechac komfortowym autobusem do Dar es Salaam. No zobaczymy.
Od jutra jestesmy 6 dni na safari w Masaai Mara, Nakuru i Amboseli.
30.12.2010, Masai mara, Kenia

Jestesmy po pierwszym dniu safari. Jechalismy na miejsce po fatalnych drogach, a nasz kierowca zapierdalal jak wariat po kamienistych drogach. Od 4 do 6.30 mielismy pierwsza przejazdzke po parku i juz widzielismy lwy, gepardy, slonie, zyrafy, zebry i niezliczona ilosc antylop. Niezle! Ruch samochodowy w parku tez jest spory, np. wylegajace sie lwy ogladali ludzie z 22 samochodow. Jutro mamy cay dzien safari, bierzemy lunch packi i podjedziemy az pod granice z Tanzania, a wieczorem czeka nas wizyta w wiosce Masajow.
31.12.2010, Masai mara dzien 2

Dzis mielismy caly dzien w Masai mara. Zaczelo sie fajnie od 2 lwow, potem 3 gepardy, slonie i multum innych zyjatek. Potem Monika wypatrzyla cos w krzakach i jak podjechalismy to byla to grupa 15 lwow - cos pieknego. Potem pojechalismy nad rzeke Mara obejrzec mnostwo hipopotamow oraz kilka krokodyli. Dlugo nie moglismy znalezc zyraf, ale jak juz zobaczylismy jena to ukazalo sie duzo innych.
Potemnasz przewodnik uslyszal w radio, ze gdzies jest lampart. 2 razy wracalismy w to miejsce, ale nie moglismy go zobaczyc. Na koniec wizyty przyjechalismy na miejsce, gdzie widziane rano gepardy upolowaly antylope i ja prawie zjadly a stado kilkudziesieciu sepow czekalo na swoja kolejke.
Wieczorem za 1000 szylingow poszedlem odwiedzic wioske Masajow. Komercja straszna i takie przedstawienia, ze az mi glupio bylo, ale to byla jedyna okazja by porobic im zdjecia i dlatego tam poszedlem. Do tego mialem swietne swiatlo zachodzacego slonca.
Sylwestra przespimy, bo jutro o 6.30 do 9 mamy poranna jazde po parku, a potem jedziemy do Nakuru.
Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil