1.1.2011, safari dzien 3

Pobudke mielismy juz o 6, a o 6.30 bez sniadania ruszylismy znowu do Masai mara. Udalo sie zobaczyc wczorajsze gepardy z pelnymi brzuszkami oraz pelno innych zwierzat. Przez radio dostalismy informacje gdzie sa lwy i podazylismy tam. Okazala sie to grupa okolo 15 osobnikow, ale chyba inna niz wczoraj, bo byl jeden malutki. Nasz kierowca bez skrepowania wjechal 5m od lwow abysmy mieli dobre zdjecia. Doszla 9 i trzeba bylo wracac na sniadanie, a o 10 odjechalismy z campingu.
Ruszylismy w strone Nakuru, ale byl jakis problem z ukladem wydechowym i dojechalismy po 17. W naszym programie mielismy dzis miec jeszcze przejazdzke po parku, ale kierowca powiedzial, ze to nie bylo w jego planie. Zadzwonilem wiec do naszego biura i powiedzialem co jest nie tak. Okazuje sie, ze jutrzejsza wieczorna przejazdzka po Amboseli tez nie bedzie miala miejsca co nas troche zdenerwowalo. Powiedzialem, ze albo oddaja kase za pol dnia albo ide na policje. Czekam na ich reakcje jutro.
3.1.2011, Amboseli National Park, Kenia

Wczoraj rano wjechalismy do parku Nakuru. Mial to byc raj dla milosnikow ptakow, a w szczegolnosci pelikanow, lecz tych zbyt wielu nie widzielismy. Bylo za to mnostwo innych ptakow, piekne widoki na jezioro, nosorozce w koncu udalo sie zobaczyc i po raz kolejny prawie widzielismy lamparta. Nastepnie ruszylismy w strone Nairobi, po drodze zjedlismy podly lunch, a potem pozegnalismy Francuzow i Australijczyka ruszajac w strone Amboseli.
Droga na Mombase bardzo uczeszczana, ale dalej po skreciejuz byl luz i nowiutka droga. Naszym oczom ukazal sie tez Kilimandzaro z pieknym lodowcem. Chcialem poczekac do zachodu slonca i dojechania na miejsce by porobic zdjecia, ale zanimdojechalismy to juz lodowiec zaslonily chmury. Tuz przed naszym campem droge przebiegly nam dwa gepardy. Camp duzo gorszy niz w Masai Mara, ale ciepla woda jest. W namiocie za to nie mielismy moskitiery i komary zgotowaly nam najciezsza dotychczas noc.
Dzis caly dzien zwiedzalismy Amboseli, ktore jest miejscem 2,5 tysiaca sloni. Ogromne grupy majestatycznie przechodza sie w cieniu Kilimandzaro, ktore niestety caly dzien bylo zasloniete. Z powodu suszy i soli, zbyt wielu zwierzat tutaj nie ma i niestety dlugo jezdzilismy nie widzac nic. Jutro rano jeszcze jedna przejazdzka po parku i albo wracamy do Nairobi albo uda sie tu z kims zalatwic transport na granice z Tanzania.
6.1.2011, Stone Town, Zanzibar, Tanzania
Po 14 godzinnej mordedze w autobusie dojechalismy do Dar es Salaam. Szybka taksa do hotelu i wzielismy pokoj za 20 dolcow z wiatrakiem. Szybko okazalo sie, ze tu jest zbyt goraco i wiatrak nie pomaga - nasze nastepne pokoje musza byc z klima, zeby w ogole mozna bylo spac. Rano kupilismy bilet na wolny prom Flying horse, gdzie spotkaly nas 2 dobre wiadomosci - prom kosztuje tylko 20 dolcow i plynie 3h, a my mamy miejsce w salonie vip z klimatyzacja.
W Stone town jakis naganiacz zabral nas do hotelu gdzie stargowalismy na 35 dolcow z klima i zostajemy tu dwie noce. pierwsze wrazeina z Zanzibaru niezle, a Stone Town to platanina waskich uliczek, gdzie bardzo latwo sie zgubic. jutro jedziemy na spice tour, a potem plaze na sam koniec wyjazdu.
4.1.2011, Nairobi, Kenia
dzis rano w Amboseli obudzilismy sie przed switem i o 6.15 ruszylismy juz do parku. Od rana mielismy piekny widok na bezchmurne Kilimandzaro, a swit ogladalismy juz w parku. 5 min po wschodzie slonca cale Kili totalnie zaszlo chmurami, a my ruszylismy ogladac slonie, ktore szly na swoje pastwiska. Na 20 min przed powrotem naszym oczom znowu okazalo sie Kili i moglismy wresszcie porobic zdjecia takie jakie chcielismy, czyli slonie na tle Kilimandzaro. O 9 bylismy juz z powrotem w campie na sniadaniu i ruszylismy do Nairobi. Pozegnalismy nasze 2 finki na drodze do Mombasy i tylko we dwojke jechalismy dalej. Nasz kierowca zlapal gume i totalnie rozwalil opone, ale patrzac na styl jego jazdy i stan opon to cieszymy sie, ze tylko tyle bylo problemu z samochodem.
Za brak wypelnienia programu mowie przy rozstaniu, ze napiwek zaplaca mu w biurze, a my znowu zatrzymujemy sie w hotelu Parkside dostajac bardzo ladny pokoj.
Niestety zadne autobusy do Dar es Salaam nie maja klimatyzacji, a to 15h jazdy. Kupujemy w koncu bilet w Dar Express na jutro na 6.30 za 3000 szylingow i robimy zakupy, gdzie udaje nam sie wydac co do grosza cala kase. Jutro caly dzien w autobusie, a pojutrze juz odpoczynek na Zanzibarze!
9.1.2011, Jambiani, Zanzibar, Tanzania
Od wczoraj jestesmy na plazach na poludniowym-wschodzie Zanzibaru. Zadzwonilem pod numer z przewodnika by zarezerwowac hotel, ale nie bylo miejsc i zarezerwowali nam inne miejsce. Mamy dosc prosty pokoik z lazienka, wiatrakami i widokiem na ocean za 40$. Duzo kasy, ale to jedna z najtanszych opcji na plazy. Woda jrst turkusowa, plaze biale i pelno palm, a 100m od plazy bieda az piszczy.
Wczoraj w srodku dnia postanowilismy juz poplywac i wyskoczylismy nieposmarowani. Niestety ze 200m od brzegu byly caly czas plycizny i miejscowi sadzili porosty. Bylismy zawiedzeni tym morzem az do wieczora, kiedy to nastapil kilkunastometrowy przyplyw. Od razu zrobilo sie inaczej i piekna gleboka woda byla zaraz od brzegu. Pierwszy raz widzialem takie przyplywy.
Dzis rano pojechalismy na delfiny. Zaplacilismy 60$ za nasza dwojke, mielismy transport do Kizimkazi i wlasna lodke oraz lunch. Delfiny sa super, gosciu podplywa lodka na kilka metro i mowi by skakac. Obserwuje sie pod woda przez maske. Delfiny troche slacza nad woda, ale przede wszystkim pieknie je widac jak plyna pod woda. Po napiciu sie pare razy slonej wody i gonitwie za delfinami wrocilismy na brzeg, gdzie akurat rozpetala sie tropikalna burza. Mielismy tez szczescie, ze podczas plywania z delfinami slonce bylo za chmurami, bo po wczorajszym plywaniu mamy totalnie spalone plecy. Trzeba uwazac na slonce, nawet 20 minut bez ochrony potrafi spalic na raka.
Jutro planujemy podjechac do parku Jozani ogladac czerwone malpy, a pojutrze spadamy do kraju.
7.1.2011, Stone Town, Zanzibar
Rano pojechalismy za 15$ na Spice Tour, czyli wycieczka na plantacje z przyprawami. Po drodze mielismy tropikalna ulewe, ale na szczescie przestalo wpadac jak wysiedlismy. Na plantacji obejrzelismy szereg przypraw, w tym cynamon, gozdziki, galka muszkatalowa, pieprz, wanilia oraz duzo roznych owocow. Poprobowalismy prawie wszystkiego, a goscie z plantacji chodzili i zawiazywali na rekach jakies kwiatuszki. Na koniec chodzili za ludzmi z koszyczkiem i chcieli napiwki po 10 tysiecy szylingow. Ja dalem im 2 tysiace czyli 4zl i zaczeli mowic, ze to za malo. Wysmialem ich, ale wkurzyli mnie troche, bo pierwszy raz spotkalem sie by ktos mowil, ze dostal za maly napiwek. Na koniec kupilismy herbate kardamowowa i wanilie i pojechalismy godzine na rajska plaze.
Po poludniu zlazilismy cale Stone Town i kupilismy bilety na wtorek na prom o 3.30. Niestety tylko szybkie po 35$ wracaja do Dar w ciagu dnia, a ten jest ostatni. Jutro jedziemy do Jambiani na plaze.
27.1.2011, zdjęcia z Rwandy i Ugandy
Udało mi się już wrzucić zdjęcia z Rwandy i Ugandy. Wracają wspomnienia szczególnie ze wspaniałej Rwandy z fantastycznymi ludźmi.
Kenia i Tanzania powinna być za jakieś 2 tygodnie. Niestety od powrotu z Afryki cały czas mam podróże służbowe - w zeszłym tygodniu Berlin, w tym tygodniu też Berlin, a za tydzień Lizbona. W sobotę za to lecę na 2 dni na Madeirę, mam nadzieję na jakieś piękne widoki!
30.1.2011, Funchal, Madeira
Lufthansą, Tapem i Easyjetem po 10 godzinach wylądowałem na Madeirze. Szczególnie ten ostatni pozytywnie mnie zaskoczył - bardzo ładny i czysty samolot, a ja wchodząc prawie ostatni miałem miejsce przy oknie przy wyjściu awaryjnym. Ludzie chyba nie wiedzą gdzie jest najwięcej miejsca na nogi. Madeira przywitała mnie deszczem, ale do autobusu, na który musiałem czekać 45 minut, było jedynie kilka metrów od dachu. Za 5 euro po drodze ekspresowej pojechaliśmy do Funchal. Droga ujawnia górzysty charakter wyspy - jedzie się albo mostami albo tunelami. Wzgórza są pięknie oświetlone przez domy. Mój 2 gwiazdkowy hotel za 20 euro ze śniadaniem jest naprawdę super i czysty. Podoba mi się jeżdżenie poza sezonem.
Dzisiaj pojechałem z rana na wschodni kraniec wyspy do Ponta de Sao Lourenco - czyli słynny kilkugodzinny szlak do podziwiania klifów. Coś pięknego - polecam pójść na sam koniec, gdzie można podziwiać ostatnie zielone wysepki z ogromnymi klifami. Przypomina się trochę Irlandia.
Resztę dnia spędziłem w niedalekim miasteczku Canical, gdzie zjadłem sobie dobre danie: chleb czosnkowy, zupa warzywna, 2 rodzaje ryby z frytkami, sałatką i piwem za 12 euro.
Wieczorem przeszedłem się jeszcze po Funchal do infomacji turystycznej, ale była zamknięta. Z przystanków autobusowych nie mogłem wynieść żadnej informacji jak się dostać na szlaki (levadie) w zachodniej części wyspy - trzeba będzie jutro wrócić do tej informacji. Jutro jeszcze chcę pojechać kolejką linową do ogrodów botanicznych i o 20.30 uciekam do Lizbony.;
Archiwum
2017 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil