14.12.2008, W czwartek do Chin
Wiza odebrana, plan z grubsza nakreślony, lecz bez większych szczegółów. Mamy prawie 3 tygodnie na ten ogromny kraj, ale ze względu na zimę skupimy się na południu i na rejsie po Jangcy, gdyż to właściwie ostatnia okazja przed pełnym zalaniem. Szukałem jeszcze przelotów wewnętrznych po Chinach i okazuje się, że są dość tanie. Zamiast jechać pociągiem 24h za jakieś 120zł, można polecieć 1,5h za 180zł. Trochę się boję kupować długo wprzód, ponieważ może być problem ze zdążeniem lub bedziemy za wcześnie gdzieś. Z tego co jednak patrze to ceny są w miarę niskie i stałe nawet na 2-3 dni przed wylotem. Pewnie skorzystamy, a co...
18.12.2008, lecimy
Moj plecak wazy zaledwie 12kg, ciekawe ze jak lecielismy na krocej do Wenezueli to wazyl pare lg wiecej ;-). Podstawili wlasnie samolot lufy na pierwsza czesc podrozy do frankfurtu wiec wyglada na to, ze nie bedzie jakichs przygod. Zegnamy deszczowa i zimna Wawe i mam nadzieje ze przywita nas 25 stopni w Kantonie.
20.12.2008, Yangshuo
To juz drugi dzien w Chinach, na razie bardzo nam sie podoba. Po dlugim locie powitalo nas nowiutkie i przepiekne lotnisko w Kantonie. Udalo sie dogadac na tyle, zeby wsiac w express bus za 17Y do centrum miasta pod dworzec kolejowy. Tam pokazujac napis dworzec autobusowy w chinskich rozmowkach kolejni policjanci pokierowali nas w dobre miejsce. O 19 jestesmy pod kasa i pokazujac znowu napisane po chinsku Yangshuo kupujemy bilety po 150Y na godzine 20.30. Pani nie czaila nic po angielsku, ale zawolala kolezanke, ktora mowila po angielsku i upewnily sie, ze na pewno w to miejsce chcemy jechac. Szukamy jeszcze czegos do jedzenia, ale jedyne miejsce w poblizu to McDonalds. Trudno, zjemy jeszcze ten europejski shit ;-). W Macu tez znalazla sie Pani mowiaca po angielsku, kazala od razu siadac do stolika i obsluzono nas jak w normalnej restauracji. Autobus do Yangshuo komfortowy, duze fotele, tylko trzy fotele w rzedzie, ale jednak tylko fotele. Liczylismy na autobus sypialny, zeby sie po prostu polozyc. Autobus byl pelny, a my mielismy miejsca na samym koncu, fartownie zalapalismy sie na ten transport. Po kolejnej nocy w fotelu dojezdzamy ledwo zywi przed 5 rano. Jakis gosciu w motorykszy podrzuca nas pod jeden z hotelikow z LP. Okazuje sie, ze tu jest zatrzesienie hotelikow i idziemy w koncu do jakiegos innego. Probujemy dogadac sie z wlascicielem, za ta noc w ogole nie liczy, a za dwie nastepne i za dwie osoby w czysciutkim pokoju z lazienka 60Y. 25zl za wlasciwie 3 noclegi? Niezla cena! Polozylismy sie tylko na chwilke, a spalismy do 13 :).
Po sniadanku w przydroznej knajpce, jakich tu na peczki poszlismy nad rzeke, gdzie dalismy sie namowic na godzinny rejs po rzece wsrod przepieknych ostancow wapiennych. Stargowalismy na 90Y za dwie osoby i bylismy sami na lodce. Widoki cudne, to trzeba zobaczyc. Idziemy jeszcze na jedno wzgorze, gdzie mozna podziwiac widoki z gory (wjazd 30Y), potem siadamy na obiadzik. Jedna knajpa serwuje zupe z psa, z tej rezygnujemy. W innej nabralismy mnostwo jedzenia i picia i zaplacilismy 71Y. Na jutro chcemy wynajac rower i pokrecic sie po okolicy. W jednej z licznych agencji kupilismy tez bilet na hard sleeper Guilin-Kunming za 280Y od osoby + 40 prowizja. Strasznie ciezko kupic bilet na ten pociag w Guilin, a my nie mamy sily na kolejna noc w fotelu. Samoloty byly za drogie. Teraz tez piszac te kilka slow kupilem bilet na samolot Kunming-Chengdu za 410Y od osoby. To tylko 40zl drozej niz 16h podroz pociagiem, a oszczedzi nam tez troche czasu. Musze tylko znalezc drukarke i przefaxowac zgode na uzycie karty kredytowej ;-)
21.12.2008, Yangshuo
Jet lag jeszcze nas trzymal, o 1 w nocy bylem wyspany i praktycznie lezalem do rana, gdy znowu zachcialo mi sie spac i ledwo w koncu wstalismy po 8. Sniadanko i idziemy wynajac rowery. Wzielismy takie gorskie z napisem Giant - ciekawe czy oryginalne ;-). W kazdym razie wynajem tego roweru to 20Y, zwyklego bez przerzutek 10Y, ale ze w okolicy sporo gorek to lepiej doplacic te 4zl. Kaucja az 400Y, trzeba wziac kwitek by potem oddali kase. Wzielismy chyba dopiero trzeci rower, bo w jednym nie dzialaly przerzutki, a w drugim hamulce. Na rowerze nie jezdzilem juz pare lat, ale jakos dalo rade. Pojezdzilismy we wszystkie strony gdzie byla asfaltowa lub betonowa droga oprocz oczywiscie glownej drogi do Guilin, bo tam duzy ruch i glosno. W koncu widzimu troche autentycznych Chin, sprzedawcow miesa, zwyklych rzemieslnikow, rolnikow. Widoki niezle, ale dzis slonca nie ma i wszystko zamglone. Po paru godzinach jazdy niezle nas dupy rozbolaly i wrocilismy do miasteczka. Kaucje odzyskujemy bez problemu, siadamy cos zjesc i jeszcze pytam o bilety lotnicze, te z ktorymi kupnem walcze z elong.com. Wymyslili sobie jakies durne authorization letter, dodatkowo skany paszportu i karty. Skany zrobilem w Polsce i mialem na pendrive, ale mialem problem z wydrukowaniem tego listu. W koncu za 1Y w pewnej agencji mi wydrukowali. Nastepnie poszedlem do innej wyslac to faxem. Niby poszlo, skasowali 5Y, a w mailu mi napisali ze nie doszlo. W koncu zrobilem zdjecie listu aparatem i wlasnie wyslalem. Zobaczymy czy to w koncu przejdzie.
Jeszcze moze o miasteczku - oprocz wszelakiej tandety i podrobek, z co lepszych to zegarki Longines po 200Y, kurtki i polary goretexy i niezliczona ilosc t-shirtow Lacoste, Ralph Lauren czy Tommy Hilfiger, to jest sporo naprawde pieknego rekodzielnictwa. Kupilismy maske, bo zbieramy maski z roznych czesci swiata. Piekne drewno, zdobione i malowane, chcieli 200Y, ale moje zdolnosci negocjacyjne wytargowaly 80Y. Monika kupila sobie torebeczke i chustke - te akurat tanizna ;-). Wyslalismy tez kartki do domu.
Jutro po sniadaniu jedziemy do Guilin, skad o 16 mamy pociag do Kunming - 18h w hard sleeperze. Musze jeszcze dzis o 22 odebrac bilety z agencji.
Chce kupic jeszcze jeden bilet lotniczy z Wuhan do Guangzhou na 4 stycznia, ten to w ogole kosztuje niewiele ponad 100zl a to cholernie dlugi odcinek. Dzieki temu bedziemy mieli szanse zobaczyc Hong Kong i Macau w ostatnie 2 dni. No to tyle na dzis.
24.12.2008, Dali
Troche sie nie odzywalem, wiec po kolei. 22go rano w Yanghsuo zastal nas niezly mroz, wiec kupilismy rekawiczki i czapki i ruszylismy autobusem do Guilin. Tam bylo juz naprawde zimno i troche marzlismy, a do pociagu mielismy ze 4h. Polazilismy po miescie i poszukalismy dodatkowych ubran, lecz tu byla tylko tania i masakrycznie tandetna chinszczyzna. Jakos dotrwalismy do pociagu, choc na peron wpuszczaja dopiero na 20-30 min przed odjazdem. W pociagu tez zimno i nie grzeja. Dostalismy niestety gorne lozka, gdzie nie dalo sie normalnie usiasc, co najwyzej lezec. Z nawiewu wialo tez zimnem i jak ktos palil w miedzy wagonami to lecialo na nas. Niezly smrod. Spotkalismy Polaka, ktory jezdzi po Chinach od 5 tygodni i ma juz dosc zimna i zmierzal do Laosu. Po 18,5h jazdy wysiadamy w Kunming, gdzie jest znacznie cieplej. Kupujemy od razu bilety na autobus do Dali i jedziemy autostrada 5h. Autostrada troche kreta i nierowna, no ale...
Dali jest ladne, stare miasto za murami, duzo kramow, fajnie sie to wszystko komponuje. Znajdujemy guesthouse za 50Y, a raczej guesthouse znajduje nas, bo napisy byly tylko po chinsku ;). Wieczorem i nastepnego dnia rano zwiedzamy stare miasto. Szczegolnie warto wejsc na mury. Potem jeszcze pojechalismy do Trzech Pagod, ale ogladamy tylko z zewnatrz. Wjazd az 121Y, a i tak do srodka nie mozna wejsc...
29.12.2008, Kunming
Huh, po tym jak w Yangshuo internet byl wszedzie to tutaj mamy troche problemow ze znalezieniem. Zreszta czasu tez malo.
Z Dali pojechalismy do Lijang, gdzie obejrzelismy jedna z najpiekniejszych Starowek na swiecie. Jest tak po prostu pieknie - architektura wszystko drewniane, uliczki brukowane, kanaly, kramy z pieknym rekodzielem... Staralismy nie patrzec na ten tlum chinskich turystow i rozkoszowac sie miastem. Spalismy w guesthouse, do ktorego nei sposob trafic bez przewodnika za 50Y, ale luz, potem juz trafialismy. Najlepiej Lijang ogladac z samego rana, bo wtedy nie ma w ogole turystow, tak tez robilismy nastepnego dnia.
Po Lijang czas byl na Wawoz Skaczacego Tygrysa, gdzie zrobilismy 2 dniowy trek. Widoki na 5-tysieczniki z osniezonymi szczytami, a w dole rzeke Jangcy zapadna nam dlugo w pamieci. Na treku mielismy tez swietny nocleg za 100Y, niby sporo, ale widok na szczyty rekompensowal wszystko. Swietne mieli tez jedzenie.
W Wawozu potem caly czas transport - najpierw 2h do Lijang, potem nocny autobus do Kunming. Autobus mega smierdzacy i mielismy najgorsze miejsca, bo na koncu. Spi tam 5 osob. Do tego na koncu najbardziej telepie wiec wyszlismy z autobusu lekko rozwaleni.
W Kunming z rana nie bylo co robic, wiec wsiedlismy w nastepny autobus - jedyne 7h do Yuanyang, gdzie zgarnal nas gosciu z hostelu. Do Yuanyang przyjechalismy ogladac tarasy ryzowe, ktore rozciagaja sie na okolicznych wielkich wzgorzach. Wieczorem zachodu slonca nad tarasami niestety nie obejrzelismy, bo naszly chmury. Nastepnego dnia z rana okropnie lalo, a gosciu wsadzil nas do samochodu z dwojka chinskich turystow i mielismy jezdzic caly dzien za 100Y. Najpierw pojechalismy bardzo daleko na jakis targ - w sumie niezly autentyk i kolorowo ubrani ludzie, ale zle sie oglada w deszcz. Nastepnie jednak gdy wracalismy chmury powoli ustepowaly i udalo sie zobaczyc czesc tarasow. Potem pojechalismy do pewnej wioski, gdzie akurat byl Nowy Rok. To jest piekna uroczystosc raz w roku, gdzie ludzie z calej wioski wystawiaja na stolach na glownej ulicy wszystkie potrawy jakie maja i potem wszyscy siadaja, jedza i pija. My tez sie zalapalismy! Poprobowalismy roznych specyfikow i bylismy naprawde zawodoleni biorac udzial w tej uroczystosci. Nie jest to jakas sztuczna uroczystosc dla turystow lecz pelen autentyk. Turystow zagranicznych bylo zaledwie kilku i kilkudziesieciu chinskich. Na koniec pojechalismy ogladnac najwieksze tarasy tutaj i szczeka kompletnie nam opadla! Zobaczycie na zdjeciach.
Po kolejnym smierdzacym nocnym autobusie jestesmy znow w Kunmingu. Od razu wsiedlismy tez w nastepny i po 1,5h bylismy w Shilin, gdzie jest tzw. Kamienny Las. Cena wstepu 140Y to totalne przegiecie, ale przyroda calkiem fajna. Deszcz jednak popsul zwiedzanie.
Po powrocie do Kunmingu wzielismy sobie tym razem lepszy hotel za 180Y, z najprawde dobrym pokojem. Musimy sie wysuszyc, dobrze wykapac i odpoczac po ostatnich hardkorowym tempie.
Jutro lecimy do Chengdu.
31.12.2008, Leshan
Na lotnisku w Kunming bylismy sporo przed odlotem bo w hotelu nie mozna bylo zostac po 12. Wzielismy taksowke bo lotnisko jest niedaleko centrum i zaplacilismy jakies grosze. Znowu widzimy sporo sklepow z pieknym rekodzielem, ale nie bedziemy poki co wiecej dzwigac.
Przed bramkami na czysciutkim lotnisku nikt nie charkal ani nie smiecil. Juz myslelismy, ze tu sa jacys inni Chinczycy, ale kilku facetow i mlode dziewczyny wpadli na pomysl, ze przeciez mozna charkac i pluc do smietnikow w wyniku czego caly smietnik i jego otoczenie zostalo oplute. A w samolocie przeciez mozna pluc do torebek chorobowych, wiec kilku skorzystalo. Poza tym lot bez przygod.
Chengdu zastalo nas nizsza temperatura i ogromnymi chmurami, cale miasto i okolice tona we mgle. Z lotniska wzielismy autobus za 10Y do centrum, gdzie obok zaraz byl Dave's hostel. Zobaczylismy, ze jest calkiem ok pokoj za 120, ale zdecydowalismy pojechac miejskim autobusem pod dworzec kolejowy, gdzie mial byc fajniejszy hotel no i blizej miejsc transportowych. Okazalo sie, ze tego hotelu juz nie ma, a chyba w 15 innych obok nie bylo miejsc. Co jest kurde - pomyslelismy i trzeba bylo wracac z powrotem do Dave's. A tam juz nie bylo pokojow po 120 i musielismy wziac po 160. Zdrowia juz nie bylo na szukanie czegos innego po 21-szej.
Dzis rano podjechalismy znowu autobusikiem pod kolejowy, skad juz taksowka do osrodka hodowli pand za 25Y. Wjazd kolejne 30Y. Pandy sa rewelacyjne! Akurat bylismy rano w porze karmienia, wiec sie objadaly bambusem :D. Potem poszlismy do pandy czerwonej - przepiekne, mniejsze i bardziej ruchliwe. Obejrzelismy tez maluchy jak sie bawia. Pandy maja dosc spore wybiegi i wyglada na to, ze dbaja o nie.
Wrocilismy po plecaki i pojechalismy do Leshan, bilet 45Y, nowka autostrada. Na dworcu zwalilo sie na nas stado naganiaczy, ale na dworcu jest piekna tabliczka, ze autobus miejski nr 13 rozwiazuje problemy komunikacyjne turystow. Wsiedlismy wiec i w centrum, gdy zobaczylismy Bank of China postanowilismy wysiasc. Wymienilismy ostatnie dolary, wyjalem troche gotowki z bankomatu i zobaczylismy obok jakis hotel. Pomni wczorajszych doswiadczen oraz tym, ze LP pisze ze tu nie ma tanich miejsc zostajemy w tym hotelu. Mimo wywieszonych kosmicznych cen dostajemy piekny pokoj w standardzie 3 gwiazdek za 150Y. Chyba najladniejszy pokoj dotychczas. Nikt nie mowi ani slowa po angielsku, ale slowniczek z LP rzadzi. Podjechalismy jeszcze pod wejscie do Wielkiego Buddy, ale bylo juz za pozno by cos zobaczyc, wiec zwiedzimy jutro.
Szampanskiego sylwestra!
Archiwum
2017 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil