27.9.2010, Maroko
Lufthansą do Frankfurtu, potem Spanairem do Madrytu, gdzie nawet picia nie dają za darmo. W Madrycie spotkałem się z Nuno z Portugalii i polecieliśmy spóźnionym Ryanairem do Fezu. Narzekać na spóźnienie nie będę, bo bilet kosztował 7 euro, a my siedzieliśmy przy wyjściu awaryjnym. Każdy kto latał Ryanairem wie jak ważne jest siedzenie właśnie tam ;-).
W Fezie spędziliśmy ponad godzinę w kolejce do odprawy paszportowej. Niestety siedząc w środku samolotu wyszliśmy jako ostatni. Wzięliśmy taksówkę do hotelu, którego położenie było przepiękne. Zarezerwowałem go wcześniej na booking.com. Ze wzgórza mieliśmy piękny widok na medinę, a po drugiej stronie hotelu góry. Zjedliśmy obiad z jagnięciny i położyliśmy się spać planując zwiedzanie od rana.
Dojście na dół do medyny wcale nie okazało się takie proste, ponieważ dzieliła nas wysoka skarpa. W końcu idąc po cmentarzu trafiliśmy na zejście i zakątek gdzie miejscowi chodzili sikać. A na dworcu obok był darmowy kibel... Odnaleźliśmy bramę medyny i zagubiliśmy się w uliczkach. Było jeszcze rano, więc miasto dopiero się budziło. Medyna jest przeogromna i kilka razy pobłądziliśmy w zaułkach bez wyjścia. Pod koniec udało nam się też dojść do słynnych garbarnii. Goście za jakąś dużą kasę chcieli nas oprowadzić na dole, ale woleliśmy widoki z góry. Znalazł się też jakiś przewodnik mówiący po angielsku i trochę nam poopowiadał za 5 dirhamów. Garbarnie wyglądają super, smród też niezły :-).
Po południu wsiedliśmy w pociąg i ruszyliśmy do Casablanki. Miała być klimatyzacja, ale ledwo wiało. Strasznie nagrzani byliśmy. Standard pociągu był bardzo dobry, ale brak klimy jednak doskwierał. W Casablance pojechaliśmy od razu do hotelu, gdzie klimatyzacja zaskoczyła mnie znowu w drugą stronę - było mega zimno w pokoju. Poszedłem od razu pod prysznic, a potem zamiast wyłączyć tę klimatyzację to trochę w niej posiedziałem, żeby się ochłodzić. Niestety okazało się to zgubne, bo już na drugi dzień zaczęło mnie gardło boleć. Kolejnego dnia chcieliśmy odwiedzić meczet Hassana II, jako jedyne miejsce dla którego warto przyjechać do Casablanki. Mnie oprócz gardła zaczął cieknąć potok z nosa i czułem się fatalnie. Wstęp do meczetu to aż 120 dirhamów. W środku niby ładny, ale jakoś taki bez klimatu. Obejrzeliśmy też łaźnie pod nim. Zasadniczo jakbym poprzestał na odwiedzeniu z zewnątrz to by wystarczyło.
Wieczorem jeszcze zjedliśmy dobrą kolację i o 22 ruszyłem na lotnisko. Resztki dinarów, które mi zostały nie miałem jak wydać, bo okazało się, że w strefie wolnocłowej nie przyjmują lokalnej waluty - niezłe jaja. Dopiero jakiś ochroniarz powiedział, że mi wymieni po złodziejskim kursie. Do 2 paczek snickersów dostałem jednak darmową paczkę bounty, więc i tak wyszedłem na swoje.
Pełen Airbus A321 do Frankfurtu mnie nie przeszkadzał, bo od razu zasnąłem. Obudziło mnie lądowanie, podczas którego z powodu choroby myślałem, że mi uszy wyrwie. To samo powtórka przy lądowaniu w Warszawie. Doktor, antybiotyk, i będę żył.

11-15 październik Chicago.
Archiwum
2017 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil