3.1.2015, powrót z Malezji
Przedostatniego dnia jednak nie wytrzymaliśmy leżenia na plaży i wynegocjowaliśmy z taksówkarzem za 160zł przejażdżkę po okolicznych atrakcjach. Na pierwszy rzut poszła farma motyli z wielką ilością wspaniałych okazów. Potem przykład miejscowego wyrabiania ubrań ręcznie malowanych oraz tama wodna. Następnie pojechaliśmy do ogrodu botanicznego w Georgetown, gdzie główną atrakcją były małpki. Dzień zakończyliśmy w buddyjskich świątyniach - coś pięknego. Jest nawet leżący Budda, ale trochę mniejszy niż w Bangkoku i nie złoty.
Powrotu z Malezji trochę się bałem ze względu na długie przesiadki. Najpierw dolecieliśmy AirAsia do Kuala Lumpur, gdzie mieliśmy spędzić 6h. Na szczęście 2h Konrad pobawił się na placu zabaw na lotnisku, a potem poszliśmy do saloniku. O 23.30 wylot i Konrad od razu zasnął. Lot trwał 11h, a on spał 9h, więc nieźle. W Stambule czekało na nas 7.5h przesiadki. Poszliśmy znowu do wspaniałego saloniku Turkisha i nawet dość szybko ten czas zleciał. W samolocie do Warszawy Konrad przespał jako poobiednia drzemka. W Warszawie 5 stopni, więc nie tak źle jak na styczeń, ale jednak sporo zimniej niż w Malezji :-)
13.1.2015, Mumbai, Katar i Bahrajn
Dopiero co wróciliśmy z Malezji i już trzeba było pakować plecak na pierwszy w tym roku wyjazd służbowy. Nie wiem kiedy następny raz polecę do Indii, więc jeszcze na początku grudnia szukałem czegoś skok w bok. Z uwagi na temperatury idealna wydawała się Zatoka Perska. Najtańsze bilety oferował British Airways (w zasadzie zadziwiająco tanie) i na dokładkę dołożyłem Jet Airways do Doha. Trasa zatem WAW-LHR-BOM-DOH-BAH-LHR-WAW. Niestety nie dało się tego jakoś sensownie połączyć z Kuwejtem. Na Katar mam 20h (od 3 rano do 23), na Bahrajn 25h (od 1 rano do 2 następnego dnia). Nocleg mam za punkty w Bahrajnie w Holiday Inn Express (jedyne 10k punktów). To będzie ciężka podróż - 3 noce w samolocie w tydzień. W Katarze wynająłem samochód za 100zł, a w Bahrajnie za 70zł. Śmieszna cena, a benzyna na miejscu prawie za darmo.
Lot WAW-LHR na A320. Miałem wrażenie, że samolot wyszedł dopiero z fabryki, bo fotele nówka sztuka, miękkie i wygodne. Serwis to kanapka, ale napakowana w środku, a nie sam chleb. Termin przydatności do spożycia był na jutro, więc świeżutkie.
LHR to jednak masakra na przesiadkę - jeżdżenie autobusami między terminalami, podwójne kontrole bezpieczeństwa. No i totalna lipa latanie bez saloników. Człowiek się przyzwyczaił do luksusów ;-)
Boeing 777 już starszy, ale ekrany IFE nowe, więc dobrze się oglądało. Samolot napakowany do pełna i załodze zajęło aż 3h, żeby zrobić serwis (odlot o 21:25). Wózek z napojami jadący za obiadem to tylko wino białe lub czerwone. Obudziłem się na 2h przed lądowaniem i chciałem się czegoś napić, ale już wyjechali z wózkami i nic nie było. Na śniadanie znowu długo czekałem. Siedziałem w 41 rzędzie, za mną jeszcze sporo rzędów, a już na mnie skończyło się 'non-veg' breakfast. Napojów nie było i nie było, dopiero rzucili herbatę na 40 min przed lądowaniem. Do tego karty imigracyjne im się skończyły na Y+ i większość osób się oburzyła w Y. Na tyle, że Angielka za mną zdecydowała się napisać skargę na ogólny serwis (stewardessa przyniosła jej odpowiednie papiery). Główny plus to lądowanie 35 minut przed czasem. Szofer i w miarę szybko melduję się w Westin Garden. Dla mnie ten hotel to rewelacja. Jak zwykle dostaję upgrade do pokoju deluxe i dodatkowo jeszcze mam teraz narożny i mam super widoki z 28 piętra. Następne 3 dni spędzę w naszych biurach.
17.1.2015, Dzień w Katarze
Przyleciałem o 4 rano, odebrałem samochód (miał mniej niż pół baku, dopiero później zobaczyłem), zajechałem na jakiś parking przy Corniche i przyciąłem komara do 7 rano.
Jako, że była jeszcze trochę mgła to tylko zajechałem do Costa Cofee na śniadanie i pojechałem w kierunku Al Khor. Corniche i widok na Skyline robią wrażenie.
W drodze na Al Khor pół miasta rozkopane - budują wszystko co się da, w tym metro. Chciałem po drodze zobaczyć Katara Cultural Village, ale nie mogłem przez te roboty dojechać.
Al Khor - byłem koło 9, kawałek nabrzeża, gdzie jeszcze zobaczyłem rybaków z połowem - uśmiechali się i pozwalali robić zdjęcia. Obok hala ze świeżymi rybami - też zapraszali i pokazywali największe okazy. Atrakcja ok na 15 minut (widziałem lepsze porty rybackie). Potem pojechałem zobaczyć rock carvings. Za cholere nie mogłem tam trafić i nie było totalnie żadnych znaków. A na inne byle jakie budowle historyczne są, więc nie wiem o co chodzi. Nie dojechałem w każdym razie. Pojechałem dalej do Al-Ruwais - z Doha jest cały czas 4-pasmowa autostrada, a ruch jak w Korei Północnej - 1 samochód na parę minut. Al Ruwais totalna beznadzieja. Senne miasteczko arabskie z kwadratowymi domami otoczonymi murami (standard). Chciałem wjechać do portu, ale się nie dało. Jedyny plus to turecka knajpa, gdzie wziąłem pitę z kurczakiem i postawili na stół humus, pomidory, ogórki, chałwę, herbatę i właściciel zaprosił do swojego stołu (to chyba w ramach przyjaźni polsko-tureckiej, choć on nie wiedział, gdzie jest Polska).
Dalej kurs na twierdzę w Zubarah - kawałek murów postawionych od nowa - małe i w połowie w rusztowaniach :(. Szkoda czasu. Obok ruiny starej wioski Zubarah, ale że tam coś było to trzeba się domyślać, bo parę kamieni jest przemieszanych z kamieniami pustynnymi. No, ale są nowe betonowe mury - nie wiem po co to postawili.
Potem pogoniłem do Dukhan zobaczyć te słynne formacje skalne. Jak już to zobaczyłem to się zastanawiałem czy to jest to. Atrakcja chyba tylko dlatego, że cały Katar jest to płaska i kamienista pustynia, a tutaj jest kilka pagórków z płaskimi stokami (można sobie to w pełni darować, nic ciekawego). W Dukhan nad morze nie dało się zajechać - szlabany i wszędzie znaki, że nie można robić zdjęć. Pozytyw to Mc Donalds, gdzie mogłem się napić kawy.
Wkurzony zmarnowanym właściwie do tej pory czasem pojechałem do Al Shahaniyah, no i tu się w końcu udało. Było tysiące wielbłądów, które się przygotowywały do biegów. Pochodziłem, porobiłem zdjęć i ten czas na pewno nie był stracony.
Miałem jeszcze jechać do Masaieed na piaszczyste wydmy, ale pomyślałem, że to pewnie taka atrakcja jak te formacje skalne i popołudnie/wieczór postanowiłem spędzić w Doha.
Wjeżdżając od zachodu też pół miasta się buduje. Zajechałem pod Souq Waqif i jedynie tutaj poczułem klimat arabskiego kraju. Trochę za ładnie i czysto porównując do souków w innych krajach arabskich, ale jest to chyba najciekawsze miejsce w całym Katarze. Resztę czasu poświęciłem na spacery po Corniche oraz po downtown. Samochodem łącznie zrobiłem 510 km.

Jak dla mnie to poza Doha to ten Katar to bida z nędzą. Można spokojnie ograniczyć się do stolicy. Zaraz lecę do Bahrajnu, zobaczymy jak tam będzie.
18.1.2015, Dzień w Bahrajnie
Zarezerwowałem najmniejszy samochód w Budget za 80zł na cały dzień a dostałem nowego chińskiego SUVa marki BYD (pierwsze słyszałem o takiej). Spałem w Holiday Inn Express za 10k punktów, w sumie spoko hotel.
Rano pojechałem do Al Areen wildlife, myślałem, że to jakiś fajny park, a to było zoo po bahrajńsku. Wsiada sie w autobus, który obwozi po zagrodach ze zwierzętami i ogląda sie przez szybę. Jak jest upał przez większość roku to i tak pewnie z klimy nie chce się wychodzić. Wychodzi się na chwilę zobaczyć kaczki i flamingi przy stawie oraz zwierzęta z Afryki z klimatyzowanego holu a klatki na są zewnątrz. No i był biały tygrys.
Obok zajechałem na tor formuły 1. Toru nie da się zobaczyć bo wszystkie wejścia na trybuny są zamknięte, ale wślizgnąłem się na jedne by zrobić kilka zdjęć. Obok jest sklep z pamiątkami. Ogólnie oba miejsca trochę kiepskie no ale to tylko 40km od Manamy więc można się przejechać.
Wróciłem do stolicy i pojechałem do Bahrain Fort. Nie ma żadnych znaków więc nawigacja Nokii rulez. Fort fajny i duży, nieźle zachowany i można porobić fajne zdjęcia starych ruin i nowoczesnych wieżowców Manamy. Dałem się też nabrać na muzeum z niezłą kolekcją co w tym forcie się zachowało.
Potem czas na centrum. Manewrowanie SUVem po wąskich uliczkach starej Manamy było ciężkie, w końcu trafił się jakiś parking i sporo pochodziłem po soukach piechotą. Klimacik jest.
Następnie w planie zrobienie zdjęcia World Trade Center z wiatrakami wbudowanymi w budynek - świetny projekt.
Dzień kończę w Muharraq. Najpierw spacerek wybrzeżem z pięknym widokiem na wieżowce, ale zaczął padać deszcz. W sumie to ostatnia rzecz, jakiej bym się tu spodziewał. Jadę jeszcze do malutkiego Arad Fort, ale wszystko zamknięte. Potem kręcę się samochodem po wąskich uliczkach Muharraq. Tu jest najprawdę super - typowa arabska zabudowa, meczety, souki, żałuję, że tak pada, bo chętnie bym pochodził. Przejechałem w zamian ile się dało samochodem. Zrobiło się ciemno więc to koniec zwiedzania, oczekiwanie na lot na dość kiepskim lotnisku.
Nawet ciekawy ten Bahrajn na 1 dzień. Dużo bardziej arabski niż Katar
Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil