6.4.2015, Północne Włochy
Zamiast siedzieć za stołem, postanowiliśmy spędzić święta we Włoszech. Z pomocą przyszły tanie bilety Wizzair do Bergamo. Wylot w piątek wielkanocny o 6 rano pozwolił wykorzystać cały ten dzień na zwiedzanie. Wynajęliśmy samochód przez pośrednika w Locauto. Zamawialiśmy Pandę, a dostaliśmy nowe Polo TDI. Konradek dostał swój fotelik, a my ruszyliśmy w stronę jeziora Garda. Jest piękne słońce i ok. 15 stopni. Autostradą dojeżdża się do jeziora dość szybko, ale potem jest już strasznie duży ruch, jeden wielki ciąg miejscowości i jedzie się bardzo wolno. Nawet to dobrze, bo położone wśród gór jezioro Garda jest przepiękne. Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do Malcesine, pięknej miejscowości skąd jest kolejka na górę na Monte Baldo. Góra ma ponad 1700 m npm i widoki z góry są kosmiczne. Wieje mocny wiatr, ale robimy spacer i oglądamy jak mnóstwo osób wykorzystuje wiatr i prądy konwekcyjne i lata na spadochronach. Na wieczór wróciliśmy do Werony. W nocy w Weronie w naszym B&B było dość zimno i ogólnie pogoda się trochę popsuła. W sobotę wielkanocną było ok. 8-10 stopni, a my zwiedzaliśmy Weronę. Mimo takiego zimna w Weronie i tak było mnóstwo ludzi, a do balkonu Julii prawie nie można się było dostać. Bierzemy jeszcze półgodzinny przejazd kolejką turystyczną dookoła starówki. Ogólnie bardzo ładne miasto. Około południa ruszamy w kierunku Bergamo. Tam meldujemy się w kolejnym B&B i idziemy na starówkę. Położona jest ona na wysokim wzgórzu i nieźle trzeba się namęczyć by tam dojść. Po drodze wspaniałe widoki na resztę miasta i pobliskie góry. Starówka Bergamo jest dość kompaktowa, ale naprawdę ładna. Potwierdzają się opinie o uroku tego miejsca. Szkoda jedynie, że główny plac zagrodzony, ale nie widać by coś było remontowane. W niedzielę od rana mocno padało, ale i tak postanowiliśmy ruszyć nad jezioro Como. Jest to kolejne górskie jezioro w kształcie odwróconej litery Y, bardzo malowniczo położone. Gdy dojechaliśmy do Bellagio to deszcz akurat przestał padać. Zostajemy tu kilka godzin i także bierzemy kolejkę by pojeździć dookoła. Chmury powoli ustępują i odsłaniają się piękne widoki na pobliskie góry. Na koniec dnia pojechaliśmy jeszcze do Mediolanu zobaczyć katedrę i teatr La Scalla. Katedra faktycznie robi wrażenie. To tyle. W poniedziałek rano powrót do Polski. Miło spędzone 3 dni.
17.4.2015, Chicago

Ostatnie 4 dni byłem w Chicago, dopiero pierwszy raz w tym roku. Poleciałem Lufthansą przez Monachium. Lot zleciał nawet dość szybko po obejrzeniu filmu i przeczytaniu książki. Na miejscu dzięki bagażowi podręcznemu omijam ogromne kolejki do immigration i przechodzę przez One Stop.

Po dniu pełnym spotkań drugiego dnia postanowiliśmy pojechać poza centrum do warzelni piwa Evolution. Uwielbiam większość piw amerykańskich (oczywiście nie takich popularnych jak Bud czy Miller). Mimo poniedziałku miejsce było kompletnie zapchane i poszliśmy do knajpy meksykańskiej na przeciwko. Bardzo tanie miejsce, cerata na stołach, a jedzenie to kompletny odjazd. Kolega z Hiszpanii rozmawiał z kelnerką po hiszpańsku i zamówił kilka talerzy z różnościami. Palce lizać.

Kolejnego dnia odwiedziliśmy przytulną knajpkę Havana w centrum. Nie planowaliśmy tego, ale większość miejsc była totalnie zapchana, bo w mieście odbywała się jakaś mega konferencja medyczna. Miejsce też super, bardzo dobre jedzenie, no i capirinha :-)

W środę trzeba było już wracać. Po raz pierwszy leciałem z USA przez Londyn. Przelot starutkim Boeingiem 767 United. Miał system rozrywki w każdym fotelu, ale wszyscy oglądali to samo. Udało mi się obejrzeć Taken 3 i poszedłem spać. Do Londynu przylecieliśmy przed czasem. Nie znoszę tego lotniska na przesiadki, bo zawsze są podwójne kontrole bezpieczeństwa. Na szczęście w ogóle nie było ludzi. Zajrzałem jeszcze do świetnego Senator Lounge Lufthansy na śniadanie i udałem się do Dreamlinera LOTu na rejs do Warszawy. Ciekawa sprawa, że taki samolot lata na trasach europejskich. Marnotrawstwo. Biedny LOT nie ma wystarczającej ilości rejsów międzykontynentalnych. Dostałem miejsce zaraz za Y+ ze sporym miejscem na nogi, ale z lotu nic więcej nie pamiętam, bo przespałem.

23.4.2015, nowe zdjęcia
Odrobiłem wszystkie zaległości przed Nową Zelandią i wrzuciłem zdjęcia z Madrytu, Andory, Północnych Włoch oraz Trójmiasta.
29.4.2015, Oslo
Jeszcze w zeszłym roku w wyniku błędu taryfowego zarezerwowałem nocleg w Oslo w hotelu Radisson Blu (4*) za 100zł/doba ze śniadaniem w dniach 28-30 kwiecień. Cena przednia, szczególnie, że hotel dosłownie rzut beretem od dworca kolejowego. Nie trzeba było płacić z góry, więc z kupnem biletu lotniczego chciałem się wstrzymać do momentu jak ceny spadną. Ryanair miał loty po ok. 400zł dla naszej trójki w tamtym czasie. Potem zrobiłem room upgrade do suite by każdy z nas miał łóżko i cena skoczyła do 200zł (dalej dobra). Właściwie to miałem już nie jechać bo to 3 dni przed wylotem do Nowej Zelandii, ale miesiąc temu Ryanair rzucił bilety po 19zł/osoba, więc za 118zł kupiłem dla nas wszystkich na 1 dzień i zmieniłem rezerwację z 2 noclegów na jeden. Koniec końców poleciałem tylko z Konradem. Wycieczka samemu z 3.5 letnim dzieckiem to wyzwanie samo w sobie, ale postanowiłem go zabrać, bo lubi latać i jeździć pociągami (krew ojca ;-) ). Pojechaliśmy zatem samochodem do Modlina parkując na jednym z parkingów obok lotniska, co było od razu błędem bo na lotniskowym parkingu można było zaparkować za jedyne 5zł więcej. Ryanair gratisowo dał priority boarding (upgrade! ha), choć i tak teraz wszyscy mają przydzielone miejsca. Odprawiłem nas wszystkich więc mieliśmy we dwóch trzy miejsca. Na przeloty z punkty A do B, szczególnie w takiej cenie do Ryanaira nie można się przyczepić. Nawet trochę zmniejszył się handel obwoźny znany sprzed paru lat. W Oslo Rygge lądujemy równo z czasem rozkładowym, ale czekanie na wózek spowodowało, że nie zdążyłem na darmowy autobus na dworzec kolejowy. Czekaliśmy zatem godzinkę na następny, a następnie komfortowym pociągiem w 50 minut dojechaliśmy do Oslo. Po bezproblemowym zameldowaniu się w hotelu ruszyliśmy na miasto. Obejrzeliśmy główną ulicę handlową Karl Johans, budynek parlamentu, siedzibę króla, Aker Brygge i na koniec budynek Opery. O 17 Konradek zasnął mi w wózku i dałem radę jedynie na zakupy w sklepie. Miasto pięknie położone, szczególnie było to widać z 20 piętra z naszego pokoju. Budynki też bardzo ładne, jedynie co rzuca się w oczy to pełno żebraków z krajów Trzeciego Świata i ogólnie pełno Arabów i Murzynów. Cenami w Norwegii też wszyscy straszą, ale nie jest tak źle. Za napoje podobnie płaci się w Niemczech czy Francji. Zestaw w Burger Kingu można zjeść za 25-35zł. Konrad spał od 17 do 5, gdy musiałem go zbudzić na drogę powrotną. W hotelu dostaliśmy jeszcze pakunki śniadaniowe i pociągiem ruszyliśmy na lotnisko. Lot powrotny szybko i sprawnie, jedynie wracając w środku dnia przez całą Warszawę odczułem mega korki. Często wydaje mi się, że Wisłostrada jest bardziej zawalona w środku dnia niż w porannym szczycie.
Archiwum
2017 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil