22.8.2011, Yellowstone i Grand Teton
Po kilku dniach w Chicago poleciałem do Salt Lake City. Tam na miejscu czekał na mnie wynajęty z Thrifty samochód. Cena przez internet najtańsza - 20$ za dzień, co daje 80$ za 4 dni. ALE, do tego dochodzi wiele podatków, jedno obowiązkowe ubezpieczenie i jedno podstawowe, które powoduje, że za nic nie odpowiadam. Całość 338$! 80$ za samochód i 258$ za dodatki z podstawowym ubezpieczeniem. TOTALNE ŹDZIERSTWO. Nie wiem czy to jest specyficzne dla Utah, bo nigdy się nie interesowałem ile płaciłem za samochód służbowy, ale pamiętam, że 4 lata temu też podobnie mnie przerobili jak jechałem na południe. Przynajmniej benzyna po jakieś 2,50zł/litr.
Wynająłem Nissana Sentra, miał automat, tempomat i klime, więc wszystko co mi trzeba. O 13 wyruszyłem i jechałem autostradą na północ. Bez tempomatu bym oszalał, a tak nastawiłem 5 mil/h więcej niż dozwolone i jechałem. Jechałem i jechałem z 6h aż dojechałem do bram Yellowstone. Tankowanie, coś do picia i zimne piwo by się lepiej spało. Nocleg miałe zarezerwowany i opłacony na campingu Madison. Już po drodze do campingu widziałem stado saren, a wszędzie ostrzegają przed niedźwiedziami. Na campingu pryszniców brak, ale byłem tak zmęczony, że padłem spać. Przez cały dzień miałem jakieś 35 stopni, ale wieczorem nałożyłem bluzę. W nocy kilka razy się budziłem i zakrywałem cały pod śpiworem. Pobudka o 6.10. Pod śpiworem puchowym było mi ciepło, ale jak tylko wyszedłem to zmarzłem na kość. Jak zapaliłem samochód to okazało się, że były tylko 4 stopnie! Niezła różnica temperatury. Jak ruszyłem samochodem to po paru minutach temeratura spadła nawet do zera. Skierowałem się na północ oglądając po drodze wszystkie atrakcje, a było tego sporo. Gejzery i gejzery, niesamowite ile tego jest i jak różnorodne. Bardzo fajne były w Mamooth. Potem jadąc w stronę Tower zobaczyłem mnóstwo samochodów na bocznej drodze. Mając doświadczenie z Masai Mara, byłem pewny, że tam coś się musi dziać. Wybiegłem z samochodu i z opadem szczęki oglądałem niedźwiedzia brunatnego z dwoma małymi. Widziałem tylko 5 minut, potem poszły gdzies daleko. Miałem szczęście.
Dalej zwiedziałem wodospad Tower i przepiękne wodospady w Canyon - górny i dolny. Zrobiłem tu kilka krótkich trekkingów w górę i dół by rozprostować kości. Na koniec dnia zmęczony dojechałem do zarezerwowanego campu przy Bridge Bay. Musiałem się cofnąć 4 mile i zapłacić 3.5$ za prysznic, ale było warto. W nocy znowu zimno jak cholera i temperatura 3 stopnie, no ale jesteśmy prawie na 2400 m npm!
Drugi dzień zostawiłem sobie na Old Faithful i okolice. Old Faithful jest niezły, wybucha wysokim strumieniem co 40-120 minut. Sama okolica obfituje w wiele gejzerów i jeden, który nazywał się chyba Triple strzelał wysoko przez dobre 20 minut! Mam zdjęcia :-). Znowu zrobiłem sporo trekkingów, także na widoki z gór, a na deser zostawiłem sobie Grand Prismatic Spring. Z dołu nie wygląda imponująco, ale jest taka jedna górka, gdzie odważni mogą wejść. Szlak jest na totalny przypał, stromo pod górkę po powalonych drzewach i piaszczystej nawierzchni, ale widok z góry powalił mnie na kolana. Coś pięknego!
Wracając do campingu (tym razem spałem w Grant), znowu zobaczyłem dużo ludzi na poboczu. Była zgadywanka gdzie widać Grizzly. Nawet swoim telezoomem nie byłem pewien, natomiast pewna pani miała lunete z przybliżeniem 1000x na statywie. Patrzę, a tak misio siedzi w wodzie i wcina jakąś zdobycz! Potem widziałem jeszcze sporo bizonów, łosie, sarny, królika i mnóstwo wiewiórek, ale te już nie robią takiego wrażenia :-).
W Grand spałem jednak w samochodzie. Jak rozłożyłem fotel to było mi miękko, no i cieplej. Spanie na alumacie jednak było za twarde na moje wygodne ciało.
O 6.30 pojechałem już w stronę Grand Teton. Widoki na góry w tym parku są wspaniałe. Przy Jenny Lake najpierw zrobiłem sobie godzinny trekking dookoła jeziora. Byłem totalnie sam na szlaku i co chwile widziałem niedźwiedzie odchody. Na szczęście (lub nieszczęście) niedźwiedzia nie spotkałem. Potem wsiadłem w łódkę i przepłynąłem na drugą stronę, gdzie zobaczyłem Hidden Waterfall i Inspration Point. Widoki wyrywały z butów. O 13 już skończyłem zwiedzanie parku dziwiąc się, że tak szybko poszło.
Za mile z Delty miałem wykupiony nocleg w hotelu w Idaho Falls. Jazda tam trochę mi zajęła, bo m.in. mijałem przełęcz Teton 2700 m npm. W Idaho Falls jest 36 stopni, upał niesamowity. Na szczęście hotel fajny i odpocząć można. Jutro o 5.30 pobudka, o 11.10 wylot z Salt Lake City do San Francisco, a dalej A380 do Frankfurtu. Wtorek koło południa lądowanie w Warszawie.
25.8.2011, Powrót z Yellowstone
Pobudka o 4.30 i o 5 już siedziałem w samochodzie. W 4h z półgodzinną przerwą na śniadanie dojechałem do Salt Lake City. Na lotnisku niestety mój samolot do San Francisco był opóźniony i miałem tylko 30 min na przesiadkę. Biegiem do G101 i do agenta z pytaniem czy mogę się upgrejdnąć do biznesa za vouchery, ale dostałem odpowiedź, że pierwsza i biznes klasa są pełne. Multum ludzi, w economy było tylko kilka wolnych miejsc.
Zapakowałem się więc na swoje 76A (chyba najlepsze miejsce w Y) i rozsiadłem się wygodnie. Francuzka obok pyta się czy chciałbym zamienić swoje miejsce - sorry, ale no way.
Kapitan informuje, że klima zadziała dopiero po push backu z powodu jakiejś usterki. Na w pół ugotowany, odjeżdżamy na pas 20 min opóźnieni. Dojeżdżamy pod pas startowy i stoimy. Stoimy i stoimy aż kapitan mówi, że system wariuje, bo powiedział, że właśnie wylądowaliśmy. Ratunkiem ma być wyłączenie 2 silników. Mija pół godziny i dalej usterka. Kapitan mówi, że wracamy do gate'a. Wchodzą technicy, następuje wyłączenie całego zasilania na 10 min. Następne 30 min system się podnosi. Potem kapitan mówi, że musimy dotankować, bo zużyliśmy paliwo podczas kołowania (?!?). Koniec końców odlatujemy ponad 3h opóźnieni. Już wiem, że pierwszy raz spóźnię się na następny samolot.
Stewka zwracając się do mnie po nazwisku (standard na ostatnich long haulach w LH) stara się umilić mi lot. Zjadam dobrego kurczaka, biorę 3 winka i śpię następne 7h. 1.5h przed lądowaniem śniadanko i dolot do FRA.
Widzę kolejkę przy transfer center, więc pędzę do bramki, gdzie za 30 min ma odlatywać LOT do Wawy. Pani mówi, że przebookowano mnie na LH i czeka mnie jeszcze 2h czekania. Wyciągam kartę SEN i mówię, że ja chcę lecieć teraz Lotem. Pani woła Flight Managera, a ta wystawia mi nowy BP bez zająknięcia. Każe iść do samolotu (właśnie boardowali) mówiąc, że spróbuje jeszcze przepakować mój bagaż. W Wawie mój bagaż wyjeżdża w połowie stawki (mimo tagu priority), ale najważniejsze, że jest!
Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil