6.12.2015, Wiedeń

Nie byłem w Wiedniu prawie 10 lat i właściwie zapomniałem jak wygląda, no może poza katedrą. Z radością więc przyjąłem fakt, że mieliśmy przewodnika na 2h do pokazania nam miasta. Zaczął od najstarszego kościółka w mieście, a potem opowiadał historię do wojny. Wspominał o oblężeniu miasta przez Turków, ale nie wspomniał o dziwo nic o Janie III Sobieskim, który ich oswobodził. Główne uliczki Starego Miasta były przepięknie oświetlone, a w kilku miejscach były świąteczne jarmarki. Po 1.5h dotarliśmy do Hofburga, który robi ogromne wrażenie. Każdy władca Austrii miał swoje komnaty, bo nie chciał mieszkać w miejscu poprzednika i dlatego wyrosło z tego kilkanaście skrzydeł. Na końcu poszliśmy pod ratusz na największy jarmark świąteczny i uczciliśmy to kubkiem gorącego wina.

Piękny ten Wiedeń. Szkoda tylko, że za bardzo nie było czasu pochodzić w dzień.

Wrzuciłem już po kilka zdjęć z Bratysławy i Wiednia do katalogów Słowacja i Austria.

A za 3 miesiące Lizbona. Z okazji mega promocji Ryanaira, kupiłem już nawet bilet na Azory na 3 dni :-)

16.12.2015, Meksyk!

Przeloty czarterowe w zimie to doskonała okazja na daleką bezpośrednią podróż za małe pieniądze. Jedyna wada to last minute, ale jak się odpowiednio przygotuje na wyjazd to można złapać świetną okazję. My czailiśmy się na Kubę lub Meksyk na okres świąteczny i na 6 dni przed wylotem udało się kupić bilety do Cancun przez Tui za 1400zł od osoby. Lecimy więc we trójkę w terminie 20-30.12 (powrót w Sylwestra).

10 dni to w sam raz by obskoczyć Jukatan - będziemy spali w Playa Del Carmen, Tulum, Valladolid i Meridzie. Zobaczymy piękne plaże, popływamy z żółwiami, zwiedzimy wspaniałe ruiny Majów. Gdyby były jeszcze ze 4 dni to byśmy skoczyli do Belize, ale w tej cenie nie ma co narzekać :-)

21.12.2015, Playa del Carmen, Meksyk

Wiedzielismy, ze lot do Cancun bedzie dlugi, ale jak powiedzieli w samolocie, ze bedziemy lecieli 12h i 40 minut to sluchalem z lekkim niedowierzaniem. Stary Boeing 767 holenderskich linii Arkefly byl w bardzo ciasnej konfiguracji 2-4-2. Wszystkie ktore widzialem wczesniej mialy fotel mniej w rzedzie. Byl ubogi system rozrywki, a posilki normalnie kosztowaly 100zl. Przygotowaliśmy sie, ze nawet picia nie bedzie darmowego, ale woda, sok pomaranczowy, kawa i herbata byly za darmo

Lot byl strasznie ciezki, na szczescie bylo kilka miejsc wolnych na koncu wiec mielismy 4 fotele dla naszej trojki. Konrad troche sie pobawil z rowiesnikiem i jakos zlecialo. Z lotniska wzielismy autobus do Playa del Carmen do naszego hotelu i padlismy ze zmeczenia. Pobudka o 5, nie tak zle :)

24.12.2015, Playa del Carmen, Meksyk

Playa del Carmen to po prostu Miedzyzdroje w srodku lata. Wszystko nastawione na amerykanskich turystow, ceny rowniez amerykanskie. Pierwsze 2 noce spalismy w Holiday Inn Express za punkty, a nastepnie przenieslismy sie do hotelu po 60 dolcow bardziej w centrum. Wczoraj pojechalismy do Isla Mujeres. Wzielismy zwykly busik i dojechalismy do Cancun za 1/4 ceny autobusu z lotniska. Przesiedlismy sie do taksowki za 3 dolce do terminalu i wsiedlismy na prom.

Na wyspie wynajelismy wozek golfowy - najlepsza opcja na zwiedzanie wyspy. Kosztuje to 150 zl na caly dzien z paliwem i ubezpieczeniem. Objechalismy wyspe dookola. Jest sporo klimatycznych wiosek w typowo meksykanskim stylu, choc wiadomo, ze okolica przystani promowej to jeden wielki stragan. Wybrzeze od wschodniej strony prezentowalo sie bardzo skaliscie, bylo sporo fal i wiatru. Po zachodniej bylo duzo spokojniej i tu ulokowalo sie kilka hoteli, park z zolwiami i delfinami. W jednym z hoteli zjedlismy obiad i pozwolono nam skorzystac z ich basenow, a mieli 4 rozne i mozna bylo skakac z nich. W szoku bylem jak jeden trzylatek skakal i nurkowal!

Park z zolwiami troche rozczarowal bo bylo to jedynie kilka malutkich basenow z nimi. Delfinarium baseny tez mialo niewielkie i mnostwo ludzi je dotykajacych. Totalnie nie moja bajka, a wstep kosztowal 129 dolcow od osoby. Porobilem zdjecia z gory.

Dzis pojechalismy do Akumal. Ponoc wspaniala plaza z zolwiami plywajacymi w morzu. Na miejscu nastapilo lekkie rozczarowanie, bo plaza miala sporo wodorostow, ludzi bylo zatrzesienie, woda byla totalnie metna, ze nawet nog nie widzialem i jeszcze zaraz przy brzegu byla kupa kamieni i poranilem sobie nogi. Zolwi nie widzialem, a obok bylo troche smialkow ktorzy probowali cos zobaczyc z jedna z agencji. Pokapalismy sie troche, zjedlismy obiad w cenie jak zwykle amerykanskiej i wrocilismy do hotelu.

Troche rozczarowanie tym Meksykiem na razie, moze dlatego, ze mamy zderzenie z mega komercja. Jutro jedziemy na prowincje i zaczynamy zwiedzac troche starozytnej kultury.

25.12.2015, Tulum, Meksyk

Nie mielismy wyboru jesli chodzilo o hotel na swieta - jedyna opcja w normalnej cenie to tranzytowy hotelik w srodku niczego 20 km od Tulum w strone Coby. Kosztowal 40$ za dobe, a kolejny najtanszy w podobnym standardzie prawie 200. Wybor byl oczywisty. Z Playa del Carmen do Tulum dojechalismy szybciutko jednym z co chwila jezdzacych busow, ale w strone Coby i naszego hotelu prawie nic nie jezdzilo. W koncu zobaczylismy, ze ludzie traktuja taksowki jako transport zbiorowy i wzielismy taka za 170 pesos czyli niecale 10$. W hotelu byl basen wiec skorzystalismy. Poznym popoludniem przeszlismy tez 10 minut do najblizszej wioski zjesc cos z tutejszej garkuchni i kupic pare rzeczy w sklepie na sniadanie. Wracajac wstapilem do przydroznego sklepiku z rekodzielem i kupilem maske i statuetke drewniana, lacznie za 350 pesos. Przedwczoraj w Playa del Carmen duzo mniejsza maska miala cene 1875, ktora stargowalem na 450, ale i tak nie wzialem bo wydawalo mi sie to sporo. Tutaj cena byla w koncu odpowiednia.

Dzis zbiorowa taksowka za 100 pesos podwiozla nas do ruin w Tulum. Udalo sie nam jesscze zwiedzic przed najazdem turystow, choc i tak juz ludzi bylo sporo. Ruiny niezle zachowane i ladnie polozone nad skalistym wybrzezem. W sam raz na spacerek z Konradkiem by sie nie zdazyl zanudzic. Po zwiedzaniu podjechalismy na dworzec ADO i kupilismy bilety do Meridy na jutro. Autobusy te sa komfortowe ale rowiez i drogie. Za nasza trojke az 790 pesos za 285km drogi.

28.12.2015, Merida, Meksyk

W Boze Narodzenie po poludniu postanowilismy sie wybrac do ruin Coba. Wyjechalismy dosc pozno ale szybko zlapalismy taksowke zbiorowa, ktora podwiozla nas pod same ruiny za 150 pesos. Konradek zasnal nam w taksowce i po dojechaniu Monika postanowila zostac z nim na lawce by dalej spal, a ja pobieglem zobaczyc ruiny. Roznia sie one tym od innych, ze sa polozone w dzungli i mamy je skupione w 3 miejscach. Zalowalem, ze nie wzialem roweru bo dzieli je spora odleglosc. Najlepsze wrazenie robi oczywiscie najwieksza piramida, na ktora jest dosc ciezko sie wdrapac, ale widok z gory (z dolu zreszta tez) robi duze wrazenie. Szybkim krokiem obskoczylem wszystko i jak wrocilem to Konrad jeszcze spal. Jemy jeszcze w pobliskiej restauracji i 30 min przed zmrokiem zbieramy sie z powrotem. Problem byl tylko taki, ze byla tylko jedna taksowka i chciala duzo kasy. Podjechalismy wiec jakims totalnie starym gratem 3 km do ronda do glownej drogi i tu jak sie juz sciemnialo zatrzymal sie samochod z mlodymi chlopakami i podrzucili nas do hotelu. Mielismy duzo szczescia.

Wczoraj rano jeszcze nie zdazylismy przejsc na 2 strone ulicy, a juz mielismy transport do Tulum na dworzec. Tym razem za 100 pesos. Bylismy wiec troche za wczesnie, ale byl czas na spokojne sniadanie. Do Meridy jechalismy ok. 4h. Co ciekawe, w Meridzie czas jest przestawiony godzine do tylu. Po wyjsciu z dworca widzimy taksowki z taksometrami. W koncu koniec oszustw. Nasz hotel polozony jest juz prawie na przedmiesciach - znowu nie bylo wyboru bo wszystko bylo zajete. Taksowka wystukala 150 pesos, a hotel kosztowal ok 70$ za dobe, wiec calkiem sporo. Ponoc mial miec darmowy transport do centrum, ale po 15 juz go nie bylo. Idziemy do duzego centrum handlowego 2 ulice obok i jemy we wloskiej restauracji. Prawie nikt nie mowi po angielsku, a kelnerka bezczelnie wbila sobie na terminal napiwek dla siebie nie pytajac nas o zgode. Czegos takiego jeszcze nie widzialem. Jak narobilem rabanu, ze nie moze tak robic bez pytania to chciala oddac w gotowce. Kolejny zgrzyt, ktory powoduje, ze Meksyk poki co nas rozczarowuje.

Wieczorkiem wzielismy lokalny autobus za 7 pesos i pojechalismy do centrum zobaczyc katedre i glowny plac. Nawet fajny klimat. Dzis pojechalismy do kolejnych ruin Uxmal. Ponoc najladniejsze na Jukatanie po Chichen Itza. Wstep drogi, ale ruiny, a szczegolnie glowna piramida robia mega wrazenie. Wszystko jest dosc dobrze zachowane, szkoda tylko ze prawie nigdzie do srodka nie mozna wchodzic. W drodze powrotnej byla spora kolejka ludzi do autobusu, ale udalo sie zlapac miejsce siedzace dla Konradka i Moniki. Wieczor spedzilismy na glownym placu Meridy, gdzie w niedziele zawsze sa jakies przedstawienia i duzy targ. Byly swietne tance lokalnych tancerzy przebranych w stroje ludowe. Kunszt tanca podkreslaly uklady z butelka na glowie oraz z cala taca kelnerska z butelkami i szklankami. Niezly klimat :-). Dalismy sie Konradkowi wyszalec na pobliskiej dmuchanej zjezdzalni i dotarlismy wykonczeni do hotelu. Jutro jedziemy do Valladolid.

29.12.2015, Valladolid, Meksyk

W koncu udalo nam sie skorzystac z darmowego transportu hotelowego by dojechac do dworca autobusowego w Meridzie. 2 godzinny przejazd do Valladolid mial uplynac w komforcie, lecz zaraz po polowie drogi w autobusie zepsula sie klima. Wewnetrzny termometr blyskawicznie wskazywal wzrastajaca temperature. Moze w max 15 minut skoczyla z 21 na 30 stopni. My pol godziny dotrwalismy, ale wspolczuje reszcie pasazerow, ktora kontynuowala do Cancun.

Valladolid to ostatnie miasto na naszej trasie i ponoc bardzo przyjemne. Od poczatku wszystko ukladalo sie na tak, a mianowicie taksowkarz wzial tylko 30 pesos za podwozke do hotelu. Nasz hotel Equinta Regia jest po prostu rewelacyjny. Caly jego obszar to pelno zieleni, basen, restauracja, kilka niskich budynkow w stylu kolonialnym. Mamy swietny pokoj z balkonem i rewelacyjnym wykonczeniem. No moze cena 300 zl za noc moglaby byc nizsza, ale nie mozna miec wszystkiego :). Wieczorem wychodzimy na miasto, zwiedzamy kolorowe uliczki, piekna katedre i stragany na glownym placu. Rozgladamy sie tez za transportem do Chichen Itza nazajutrz. Korzystamy takze z hotelowego basenu.

Dzis zerwalismy sie o 6 i zaraz po 7 bylismy juz w busie do Chichen Itza. To jedyny sposob by uniknac tlumow. Przed 8 kupujemy bilet i zwiedzamy kompleks jak jest jeszcze malo ludzi, a slonce tak nie pali. Glowna piramida faktycznie jest mega i robi swietne wrazenie. Do tego ta akustyka - kilku przewodnikow klaszcze w dlonie i pokazuje jak wszystko sie odbija i slychac daleko. Pozostale ruiny nie sa juz tak dobrze zachowane i nie ma ich tak wiele, wiec mniej niz 2h zwiedzania wystarczy. Postanowilismy sie tez troche potargowac i kupic troche pamiatek. Pierwsza to super maska z alabastru, polerowana i wielokolorowa, kupilem za 500 stargowane z 800. Potem wielka maska do naszej kolekcji, ma z 70 cm i stargowalismy z 1100 na 600 ( swoja droga nie wiem jak ja zapakujemy). Na koniec maly kotek alabastrowy za 200 pesos. O 10 jak wracalismy to byly juz tlumy. Kolejka do kas byla mega dluga, ponad godzine stania spokojnie, a korek samochodowo-autobusowy na 2 kilometry. Wracamy wiec do Valladolid i najwiekszy skwar mozemy odpoczac w pokoju.

Jutro juz powrot. Mam bilety do Cancun na autobus ADO. 160km trasy za 50zl/osoba - autobusy sa masakrycznie drogie, a prawie wszystkie pelne. W Cancun pojedziemy od razu na lotnisko skad po 21 mamy samolot do Polski.

Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil