2.1.2009, Wushan
Pomysl z porannym zwiedzaniem Wielkiego Buddy w Leshan tylko czesciowo okazal sie trafiony. Bylismy pierwsi w kasie o 8 rano 1 stycznia majac w ogole szczescie, ze byla otwarta. Padal deszcz, chmury nisko zwisaly i bylo ciemno. Budde ogladalismy w samotnosci, co jest rzecza niebywala, bo zawsze sa tu ogromne tlumy. Budda z kazdego miejsca wyglada rewelacyjnie i jest naprawde wielki ;-).
Wrocilismy do hotelu po plecaki i wsiedlismy w miejski autobus na dworzec. Na miejscu okazalo sie, ze z tego dworca jest tylko 1 autobus dziennie do Chongqing i odjechal 7 minut temu. Pani w kasie mowiaca po angielsku kazala wsiasc w autobus nr 6 i pojechac do drugiego dworca na drugi koniec miasta. Leshan wydalo nam sie duze i jechalismy prawie godzine, w LP jest chyba blad, bo podaje tylko ponad 100k ludzi.
Do Chongqing mielismy stary autobus i kierowce debila, ktory mega glosnym klaksonem trabil na wszystko co sie ruszalo, nawet na samochody jadace drugim pasem autostrady. Po 6h takiej jatki uszy nam popekaly.
Chongqing - mega miasto, mega wielopoziomowe rozjazdy (nawet 5), mega pola wiezowcow 40 pietrowych i mega Jangcy. Przyjechalismy tu kupic rejs, ale bylismy troche za pozno by wziac dlugi. W niedziele mamy samolot z Wuhan i bylby problem. W paru biurach mowili, ze to niemozliwe, ale w koncu w jednym kupilismy bilet na fast boat za 328Y do Wushan za pierwszym przelomem (w cenie 3,5h jazdy autobusem do Wanzhou jako pierwsza czesc). Znalezlismy jeszcze przypadkiem hotel niedaleko za 80Y, gdzie znowu dalo rade dogadac sie pokazujac zdania z LP.
Dzis o 7 rano wystartowalismy i potem juz starym fast boatem doplynelismy w koncu do Wushan. Pierwszy przelom niezly, ale niskie chmury znacznie redukowaly widocznosc. O Wushan nie ma nic w LP, wiec bylismy skazani na naganiaczy, ktorzy mowia po angielsku tylko hello. W kazdym razie mamy hotel za 80Y, nie najlepszy ale jest i umowilismy sie na jutro na wycieczke do tzw. Trzech Malych Przelomow (150Y, 4h), ktore sa ponoc ladniejsze od duzych.
4.1.2009, Yichang
W Wushan w nocy niezle wymarzlismy, miasto malo przyjemne, ale o 8 rano naganiacz zawiozl nas z powrotem do przystani, gdzie mielismy ruszyc na Male Przelomy. Bilet 150Y. Po 45 kolejnych minutach marzniecia podplywa w koncu lodka, czekamy jeszcze jednak nastepne 45 minut az przyplynie duzy statek pasazerski, skad cala zgraja chinskich turystow moze do nas dolaczyc. Jestesmy jedynymi obcokrajowcami. Plyniemy ze 2h wsrod dosc stromych zboczy i jest nawet ladnie. W koncu doplywamy do miejsca, gdzie musimy przesiasc sie na jeszcze mniejsza lodke, ktora zabierze nas do tych wlasciwych Malych Przelomow. Lodka niestety zadaszona i nic w gore nie widac, gosciu nagle zawraca i okazuje sie, ze te Male Przelomy juz byly. Troche rozczarowanie, pare zakretow i niby przelomy, a mialy byc taka atrakcja. Zatrzymujemy sie jeszcze na jedzenie u lokalnych sprzedawcow - moje dwa udka z kurczaka okazaly sie surowe w srodku, wiec najadlem sie jedynie pieczonymi ziemniakami. Do przystani wracamy o 14.15, a o 14.30 mial odplywac nasz fast-boat. Zaplacilismy po 185Y i czekalismy jednak do 15.15 na wietrze i zimnie, brrr.
Zaraz za Wushan zaczynal sie Wu Gorge - stalem w drzwiach lodki, wialo na mniej jak cholera a mi szczeka opadala, bo ten przelom jest rewelacyjny! 900m sciany schodza do rzeki, widocznosc slaba, bo chmury i przelom sie jakby majaczyl, ale moze wlasnie dlatego zrobilo to na mnie takie wrazenie. Trzeci przelom jest najdluzszy, ale tez najszerszy i robi najmniejsze wrazenie. Doplywamy w koncu pod wielka tame, ale juz jej prawie nie widac, bo taka mgla. Kurcze, siadl niezly niz na kilka tysiecy kilometrow, bo pogoda taka sama od Chengdu do Yichang...
Wsiadamy jeszcze w autobus, ktory nas wiezie 40km do miasta. Tu widzimy od razu Wonhow Motel, ktory jest rewelacyjny. Po 2 dniach marzniecia nastawilismy klime na 30 stopni, dlugi goracy prysznic i wracamy do zycia. Zaplacilismy po znizce 160Y, do tego sniadanie po 10Y. Pokoj nowy, lazienka tez, no i czysciutko.
Zaraz jedziemy do Wuhan, skad wieczorem lecimy do Guangzhou. W planie jeszcze Macau i Hong Kong!
5.1.2009, Macau
Bilet do Wuhan kosztowal 100Y i piekna autostrada przejechalismy szybko. Wuhan jest jednak miastem ogromnym i powstalym z polaczenia 3 mniejszych i sporo jechalismy przez miasto ogladajac niezly syf. Na dworcu kupilismy od razu bilety na lotnisko az za 31Y, choc lotnisko jest ze 40km od centrum. Godzine przebijalismy sie przez miasto az w koncu dojechalismy do nowiutkiego budynku. Po wejsciu od razu uderzylo nas cieplo w srodku i moglismy zdjac kurtki. Nareszcie koniec zimna!
Shenzen Airlines, nowy Airbus 320 i 1h 15min lotu. W Kantonie 20 stopni :). Wsiadamy w ten sam autobus co 1 dnia i dojezdzamy do centrum. W hotelach z LP bylo calkiem drogo wiec zdajemy sie na naganiaczy i dostajemy pokoj za 120Y w sasiedztwie arabskim. W hotelu nawet w kiblu jest wezyk.
Dzis rano podjechalismy pod Hotel China i za 70Y od razu mielismy komfortowy autobus do Macau. Macau jest bardzo fajne, mila odmiana od Chin. Przebutowalismy wiekszosc polwyspu, mnostwo kasyn, fajna architektura, duzo ekskluzywnych sklepow, choc ceny nie sa zachecajace. Mieszkamy w norze za 120 MOP (ze 110Y), ale to bylo najtansze, reszta min. 3 razy drozsza. Zjedlismy dzis swietna kolacje w normalnej restauracji ;), troche zaszalelismy, ale potrzebna byla odmiana od chinszczyzny.
Jutro Hong Kong.
6.1.2009, Hong Kong
W naszej norze w Macau w nocy caly czas cos nas gryzlo i byl problem z przezyciem. Zakrylem sie caly spiworem, ale bylo mi za cieplo. Odkrylem sobie tylko czesc twarzy by oddychac swiezym powietrzem i pogryziony zostalem 2 razy w czolo i raz prawie w oko, wiec dzis mialem niezle napuchniete. Przez to wszystko wstalismy przed 6 i o 7.30 odplynelismy juz lodka Turbojet za 142MOP do Hong Kongu. Kupilismy jeszcze w ostatniej chwili jakas herbate by wydac resztki pieniedzy.
Lodka byla niezla, szybko plynela i w godzine bylismy na miejscu. Tu z buta do Star Ferry by przeplynac na Kowloon i potem znowu z buta kawalek i bylismy pod Chunking Mansion, ktory jest synonimem tanich noclegow w Hong Kongu. Jeszcze przed wejsciem dorwal nas wlasciciel jednego z kilkunastu hosteli mieszczacych sie w tym budynku i po krotkich targach za 180$ dal nam mikroskopijna dwojke, ale z lazienka i czysta. W koncu sie tu tylko kimniemy...
Ruszylismy od razu na zwiedzanie. Na pierwszy rzut poszedl Kowloon i okolice, gdzie sa same ekskluzywne sklepy. Doszlismy w koncu do miejsca gdzie mial byc dworzec kolejowy, ale w srodku znalezlismy tylko stacje metra. Jutro musimy lepiej poszukac, bo stad mamy miec pociag do Shenzen. Wsiedlismy zatem w metro i pojechalismy na polnoc do miejsca, gdzie jest jeden wielki targ i tanio. Mialem sie rozejrzec za teleobiektywem do aparatu, ale w koncu kupilismy lornetke :D. Jak na taka cene jest naprawde dobra, swietna jasnosc i ostrosc, bo przetestowalismy ja na miejscu.
Nastepnie wsiedlismy w double-deckera czyli pietrowy autobus (sa tu tylko takie - pozostalosc po Brytyjczykach) i pozwiedzalismy Kowloon z gory dojezdzajac z powrotem do promow. Tu na druga strone na Hong Kong Island i robimy sobie rundke wokol wiezowcow. Pelno ich tutaj i wygladaja niezle, choc wszechobecny ruch uliczny i huk odbieraja ochote na zwiedzanie. Mnie najbardziej podobal sie wiezowiec Bank of China Tower, a w LP przeczytalem, ze jest w nim akurat darmowy wjazd na 43 pietro by obejrzec miasto z gory. Oczywiscie skorzystalismy z okazji. Pieter w tym budynku jest 70, ale nie ma co narzekac.
Pod koniec dnia wjechalismy tramwajem na Victoria Peak. Nie kupilismy biletu na taras widokowy liczac, ze bedzie i tak dobrze widac. Mylilismy sie. Poszlismy wiec na sam szczyt tej gory kolo wiez telekomunikacyjnych by by najwyzej. Niestety pod samym wierzcholkiem konczy sie szlak i widoku nie ma. Ogladamy jednak niezle rezydencje i apartamentowce - ci ludzie maja widok z gory na Hong Kong i majatki liczone pewnie w 8-9 zerach dolarow, skoro jest ich stac na taki widok. Nowe Mercedesy byly tu najgorszymi samochodami...
Pod tarasem widokowym udalo sie jednak znalezc pare miejsc na nocne zdjecia i bez watpienia moge powiedziec, ze to miasto najlepiej prezentuje sie noca. Jest tu biznes, szklane drapacze chmur, mnostwo wszelakich sklepow, ale jednak brak mi jakiegos takiego klimatu i osobowosci, jakie mialo chocby Macau.
Jutro do 12 jeszcze cos pozwiedzamy, a potem musimy dojechac do Kantonu, skad o 23.40 mamy samolot do Polski via Frankfurt. Konczy sie powoli nasza podroz.
9.1.2009, zdjęcia z Wenezueli
Dzięki Marcin! Jest nowa przeglądarka zdjęć i nareszcie mogę zaprezentować większe zdjęcia. Można zatem oglądać już zdjęcia z listopadowej wyprawy do Wenezueli.
W ciągu miesiąca może opracuję Chiny...
26.1.2009, Wojciech Dąbrowski
Właśnie czytam blog Wojtka Dąbrowskiego, chyba największego polskiego trampa (www.globosapiens.net/travellog/wojtekd). Teraz moge chyba powiedzieć, że największego. Wjechał właśnie do DR Kongo, ostatniego kraju, którego nie widział.
Szacunek.
Ja w wieku 21 lat pierwszy raz wyjechałem za granicę, teraz mam 30 i widziałem niecałe 50 krajów. Ciekawe czy kiedyś uda mi się zobaczyć CAŁY ŚWIAT. Jak mówi Pan Wojtek: "to nie dla sportu". Ja po prostu jestem ciekawy świata.
Archiwum
2017 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2017 Piotr Wasil